Ostatnio bardzo głośno zrobiło się "przy okazji" odejścia z Legii Radostina Stanewa. Bułgarski bramkarz spisywał się bardzo dobrze i można powiedzieć, że był najlepszym golkiperem w polskiej lidze w minionej rundzie. Tak to już jednak bywa, że piłkarze odchodzą do innego klubu, gdy ten zaoferuje im większe pieniądze. Przez wielu piłkarze z tego właśnie powodu określani są słowem, które oznacza najstarszy zawód świata. Dlaczego tak się dzieje?
Większość zawodników przed podpisaniem kontraktu z jakimś klubem (niekoniecznie Legią, chociaż to akurat najlepszy przykład), zapewnia że jest w nim zakochany, że "od zawsze" marzył o reprezentowaniu barw właśnie tej drużyny... Nawet jeśli jeszcze pół roku temu "kochał" klub znienawidzony przez kibiców swojego nowego pracodawcy. Tak to już jednak jest... Zanim odszedł Stanew, klub opuścił Omeljańczuk. W obu przypadkach ciężko mówić o tym, że chcieliby grać w lepszym zespole, mieć szanse zaistnienia (takie są zazwyczaj "powody" odejścia z klubu wielu piłkarzy) na europejskiej scenie. Zarówno Omeljańczuk, jak i Stanew, byli "pozbawieni" tej wymówki. Doskonale zdawali sobie sprawę, że ich nowy klub nie dorównuje klasą Legii. Dlaczego więc zdecydowali się na transfer (bez ich zgody nie zmieniliby przecież klubu)? Odpowiedź jest oczywista dla wszystkich - pieniądze. Obaj zresztą nie kryją się z tym, że to właśnie "chęć poprawienia sytuacji materialnej" miała główny wpływ na ich decyzję. Często podają także swój wiek, jako dowód, że niewiele czasu zostało im już na zapewnienie rodzinie finansowego spokoju. Tego, że chcą zarabiać więcej im się nie dziwię - też bym chciał pracować w firmie, która zapewni mi kaskę na bajeczne życie. Dlaczego jednak KŁAMIÄ o swojej miłości do klubu? To już ciężej zrozumieć.
Pierwszym powodem jest z pewnością chęć przypodobania się kibicom. Często po takich zapewnieniach sprawdzam, w jakich klubach zawodnik występował wcześniej. Pamiętacie jak przychodził do Legii "Kiełbik"? Od "małego" jego marzeniem była gra z eLką na piersi... a to, że wcześniej występował m.in. w Polonii i Widzewie, to czysty przypadek. Tego typu przykładów jest znacznie więcej, ale po co wyliczać? Chociaż... weźmy takiego Saganowskiego. Po ostatnim meczu w rundzie jesiennej kibice w Warszawie przekonali się do "Sagana", żądając dla niego miejsca w podstawowej jedenastce. Czy ktoś pamięta jeszcze jak pan Marek paradował po boisku Widzewa w t-shircie ŁKSu? Chciał pokazać swoje przywiązanie do byłego klubu? Ciekawe jak w tym momencie czuli się kibice Odry. Jaką koszulkę nosi obecnie Saganowski nie wiem... ale nie zdziwiłbym się, gdyby przez "pomyłkę" ponownie założył t-shirt łódzkiego klubu.
O Czereszewskim nawet nie wspomnę, bo szkoda mi i tak wyeksploatowanej klawiatury na tego osobnika. Zauważyć można, że mentalność wszystkich piłkarzy jest jednak bardzo zbliżona. Nawet Czarek Kucharski, tak kochany w Warszawie, bez większego problemu ponownie opuściłby zespół, gdyby tylko otrzymał konkretną ofertę. Czy da się to zmienić? Można na pewno próbować. A najrozsądniejszym krokiem wydaje się wprowadzanie do drużyny wychowanków. Oni, w większości, mają zupełnie inne podejście do barw klubowych. Niejednokrotnie sami chodzili/jeździli za swoją drużyną na mecze. Takich właśnie zawodników chciałby widzieć w swojej drużynie kibic. Takich, którzy za paczkę szlugów nie pojadą grać w Zimbabwe. Ilu wychowanków występuje obecnie w Legii? Tomasz Jarzębowski... Nie tak dawno w "NL" mogliśmy przeczytać, jak to "wspaniale" niegdyś Legia dbała o swoich wychowanków... oddając ich do Agrykoli, bo tu byli po prostu zbędni. Obecnie rzecz ma się chyba nieco inaczej, ale na rezultaty pracy z młodzieżą trzeba będzie czekać. Z pewnością warto i to chyba zrozumieli już nawet działacze Legii.
Czytając Wasze komentarze zacząłem się zastanawiać skąd tyle "agresji" w kierunku Stanewa. To, że mówił nie tak dawno, że kocha Legię i że mógłby tu grać jeszcze wiele lat - nic nie znaczy - każdy tak mówi. Na niektóre wypowiedzi zawodników trzeba po prostu przymknąć oko. Co oni mają powiedzieć? Przecież nie powiedzą w wywiadzie, że przyjechali do Legii tylko po to, aby zarobić trochę kaski, a za rok chcą odejść do Rosji. Jest to tak samo oczywiste, jak to, że nie powiedzą, że mają kibiców w dupie. To skreśliłoby ich od razu. Więc, czy nie łatwiej zapewniać, że "dla takich fanów warto ciężko trenować"? Później przy kolejnym transferze kolejna klepana regułka: "już nigdy nie będzie mi dane grać dla takiej publiczności...". Aż się wzruszyć czasem można.
Odejście Białorusina i Bułgara nie było dla mnie niespodzianką także z innego powodu. Jak oni mogli kochać Legię, gdy wcześniej o niej praktycznie nie słyszeli? Na takie pytanie zadane przez dziennikarza najlepsza odpowiedź brzmi: "ale się zakochałem... Warszawa jest piękna, kibice wspaniali. Chcę tu grać do końca kariery". Wielu osobom bardzo spodobała się wypowiedź Wojtka Kowalczyka o propozycji Polonii (nie, nie Bytom, tylko tej z Muranowa) złożonej samemu "Kowalowi". Zapewnił, że nie potrafiłby grać w tym klubie, gdyż do końca życia zostanie legionistą... Piękne słowa... chociaż (tu zaznaczam, że naprawdę, jako mieszkaniec Bródna, bardzo szanuję "Kowala") czy na pewno prawdziwe. Prawda jest taka, że kiedyś Kowalczyk występowałby w Polonii, gdyby w ostatniej chwili Legia nie zdecydowała się złożyć mu propozycji. Nie wątpię, że zawsze był on za Legią (to oczywiste jak ktoś mieszka na Bródnie), ale prawda jest taka, że niewiele brakowało, a biegałby po boiskach w czarnej koszulce.
Proponuję wiecęj dystansu do słów piłkarzy. Dziennikarze nie przestaną zadawać im pytań, robić wywiadów. Tak samo piłkarze nie przestaną mówić bzdur i bajeczek. Na nasz szacunek niech zapracują na boisku, a nie pięknymi słowami. A my też dawajmy z siebie wszystko. Jesteśmy kibicami i czy piłkarze strajkują, czy obijają się, musimy być z Legią zawsze. Taki nasz kibicowski obowiązek.
Felieton
Kocham - to tak łatwo powiedzieć
piątek, 28 lutego 2003 18:36
Bodziach