- Skąd wziął się Pan w Legii?
Zoran Mijanović: Odpowiedziałem na propozycję Dragana Okuki. Przyszła w odpowiednim momencie.
- To dobra oferta?
- Legia jest znanym klubem w całej Europie, a więc także i w Jugosławii (obecnej Serbii i Czarnogórze). Tutaj można wyrobić sobie nazwisko. Dlatego długo się nie wahałem. Wsiadłem w samolot i jestem w Warszawie.
- Co to znaczy niedługo? Ile czasu trzeba myśleć, by przenieść się do obcego, zupełnie nieznanego kraju?
- Dwa dni. Tyle mi wystarczyło.
- Takie decyzje zwykle podejmują ludzie samotni, nieobciążeni rodziną.
- Ja mam żonę i syna, ale oni rozumieją, na czym polega moja praca.
- Przez ostatnich sześć miesięcy był Pan bezrobotny.
- Mój poprzedni klub FC Farense Faro nie płacił mi, więc oddałem sprawę do sądu. Wygrałem i w zamian za rezygnację z zaległości dostałem do ręki swoją kartę zawodniczą. Mogłem wrócić do gry wcześniej, ale nie otrzymałem takiej interesującej propozycji jak ta, która teraz przyszła z Legii. Ale oczywiście przez cały czas trenowałem i sądzę, że jestem w dobrej formie.
- Trener Okuka zadeklarował, że nowy bramkarz na początek usiądzie na ławce rezerwowych. Czy taka sytuacja Panu odpowiada?
- Zdaję sobie sprawę, że zaczynam od zera. Ale oczywiście będę walczyć o miejsce. Rywalizacja wszystkim wyjdzie na dobre.
- Kiedy i na jak długo podpisze Pan kontrakt z Legią?
- Ustaliliśmy, że podpis złożę zaraz po piątkowym porannym treningu. Umowa ma obowiązywać przez cztery miesiące, czyli do końca obecnego sezonu. Z opcją przedłużenia na następny rok, ale to zależy od tego, jak potoczy się nasza współpraca.
Rozmawiał Maciej Weber