Dawno, dawno temu, a konkretnie w 1989 roku, gdy odbywałem służbę wojskową w CWKS Legia jako trener piłki wodnej, zaczęła się ta historia...
Nieco wcześniej, jesienią 1988 r., zamknięto krytą pływalnię Legii, obiekt, z którego cała Polska mogła być wówczas dumna ze względu na jego urodę i nieckę 50-metrowej długości. Oficjalnie podaną przez wojskowe władze klubu przyczyną była zimowa groźba zawalenia się dachu przykrywającego pływalnię. Wtedy też pojawił się płk Sowa. Omawiając potrzebę zlikwidowania zagrożenia (a w rzeczywistości kosztów utrzymania basenu), przedstawił nam wojskową wizję przyszłych obiektów CWKS z nowoczesnym stadionem piłkarskim Wojska Polskiego otoczonym parkiem wodnym (z pięcioma basenami). Trenerzy i zawodnicy rozmarzyli się pod wpływem słów pułkownika. Modernizacji stadionu nie zaczęto jednak do dziś, a wokół niego nie zbudowano choćby brodzika.
Za to wiosną 1989 r., gdy dach pływalni nie zawalił się jednak pod ciężarem śniegu, wojskowi włodarze klubu zamówili dźwig, który w ciągu kilku godzin zrujnował basen oraz sekcję pływacką w Legii.
Działo się to w dniach historycznych wyborów 1989 roku. Przez 14 lat zmienił się ustrój, upadł etos, różnokolorowe rządy obejmowały władzę, a na zasypanej piachem ruinie pływalni Legii wyrosło wysokie zielsko. Wojsko straciło sportowe ambicje, a właścicielem terenu Legii ze stadionem WP jest dzisiaj miasto. Ambitne projekty płk. Sowy pokryła gruba warstwa kurzu, a stadion zaczął grozić zawaleniem, jak kiedyś pływalnia.
Duch płk. Sowy krąży jednak nadal nad tym miejscem, które pięknie wygląda tylko na kolejnych projektach architektów. W ciągu pół roku widziałem przynajmniej trzy, nie ustępujące wizji pułkownika. W najambitniejszym projekcie stadion Wojska Polskiego miał wysuwaną murawę, a jego trybuny mogły służyć także jako widownia kortu centralnego przy leżącym obok centrum tenisa.
Dziś miasto, podobnie jak wojsko w 1989 r., ma wizje, ale nie ma pieniędzy, szczególnie na sport. Przedstawiony w czwartek budżet na ten rok nie rokuje nadziei, by Warszawa mogła stać się niebawem właścicielem stadionu miejskiego z prawdziwego zdarzenia.
Ale władze stolicy marzą o takim obiekcie, i to nawet głośno. Po ostatnim spotkaniu w sprawie stadionu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego sportowymi doradcami prezesi Legii SA byli pełni optymizmu. Nie podzielam go. Za to codziennie widzę wysoką trawę w miejscu pływalni Legii.
Felieton
Duch pułkownika Sowy
niedziela, 16 marca 2003 21:12
Stefan Tuszyńskiźródło: Gazeta Wyborcza