Kadra straciła pół roku.
Należę do umiarkowanych zwolenników obecnego prezesa Michała Listkiewicza.
Nie uznaję czarno - białych ocen i dlatego przy ocenie czyjejś działalności
stawiam na szali jego błędy i sukcesy. Do błędów Listkiewicza można z
pewnością zaliczyć pochopne wyrzucenie Jerzego Engela i wprowadzenie na jego
miejsce Zbigniewa Bońka, który w kilka miesięcy zdegradował naszą kadrę do
poziomu z najgorszych dla niej lat 90-tych. Błąd został szybko naprawiony,
głównie dzięki samemu Bońkowi, który (chwała mu za to) miał odwagę przyznać
publicznie, że nie daje sobie rady. Powierzenie kadry Pawłowi Janasowi może
jednak okazać się spóźnione, bo choć wierzę w jego umiejętności,to tak
naprawdę stracono pół roku na żałosne eksperymenty, które ewidentnie
dowiodły racji Jerzego Engela (co widać po składzie kadry na mecz z
Węgrami). Widać wyraźnie, że brak zaufania do nowych gwiazd naszej
ekstraklasy,tak wyraźny u Jerzego Engela,nie był pozbawiony podstaw. Tacy
piłkarze jak Żurawski, Kosowski czy Kaczorowski dostawali przecież szanse
także za jego kadencji i zawodzili. Żurawski z resztą zawiódł także w meczu
rewanżowym z Lazio i to na całej linii, bo pożytek z niego był żaden, a w
dodatku kierowany egoizmem zmarnował 100%-ową sytuację bramkową. Wyszło
więc na Engelowe, Olisadebe jest lepszy niż ataki Wisły i Legii razem
wzięte. Najlepszymi piłkarzami Wisły okazali się Głowacki (powołany już za
Engela na MŚ 2002) i Kalu Uche, któremu jeżeli zechce, warto dać polski
paszport. Dlatego gdyby (odpukać) reprezentacja Polski nie zajęła w el. ME
chociażby drugiego miejsca w grupie dającego dostęp do baraży, wina Michała
Listkiewicza będzie znacznie większa niż Pawła Janasa. Zamieszanie z kadrą
to w jak na razie jedyny poważny zarzut jaki można postawić obecnemu
prezesowi PZPN.
Po stronie sukcesów można zapisać reformę ligi i system licencji. Jeżeli
zostaną one wprowadzone w zapowiedzianym kształcie, to Michał Listkiewicz
może być pewien udanej kadencji na swoim stanowisku. Niestety koncepcje
Listkiewicza mają wielu przeciwników w PZPN-nie (głównie tych od węgla),
którzy dla partykularnych interesików gotowi są uwalić oba sztandarowe
przedsięwzięcia prezesa. W tej sytuacji Michał Listkiewicz powinien wziąć
przykład z Grzegorza Kołodki i postawić sprawę na ostrzu noża. Odłożenie
jego zmierzeń na lepsze czasy spowoduje, że tych lepszych czasów nigdy nie
będzie, a polska liga zniknie ostatecznie z piłkarskiej mapy Europy. Jeżeli
do tego dojdą jeszcze słabe wyniki reprezentacji, to odwrócą się od niego
wszyscy, nawet ci który teraz go popierają. Nie powinno się firmować swoim
nazwiskiem samobójczej polityki, jeżeli Listkiewicz nie ma większości w
ciałach kolegialnych, PZPN powinien ustąpić, jeżeli ma poparcie to powinien
zmusić swoich zwolenników do bezwarunkowego poparcia reformy ligi i
wprowadzenia systemu licencji. Tym bardziej, że za chwilę zrobi to za nas
UEFA i wtedy zaboli znacznie bardziej, bo włodzarzy UEFA gówno obchodzą
smętne wywody Piechniczka o "zapotrzebowaniu społecznym na ekstraklasę".
Dlaczego reforma?
Chcę przypomnieć, że reforma ligi została przesądzona po sezonie 2000 / 2001,
kiedy ostatnie kilka kolejek ekstraklasy było pasmem ordynarnego handlu
punktami, rozrób na prawie pustych stadionach i zamykania tych stadionów. W
drugiej lidze było jeszcze gorzej, a całokształt wyglądał tak, że Polsce
zajrzała w oczy utrata dużyny z Pucharu UEFA i degradacja klubowego do
poziomu Albanii, Białorusi czy Armenii. Dodatkowo weszło prawo Bosmana,
które stanowiłoby ostateczny gwódź do trumny naszej ligi piłkarskiej. Po
prostu piłkarze z naszej zbankrutowanej ekstraklasy nie musieliby mieć
propozycji z Zachodu, chętnie odeszliby nawet do drużyn słowackich,
ukraińskich, cypryjskich czy izraelskich.
Reforma miała zakończyć pozaboiskowe rozstrzygnięcia w naszych ligach i
przyczynić się do podniesienia atrakcyjności rozgrywek na poziomach 1, 2 i 3
ligi. Aby to osiągnąć należało obok zmniejszenia liczby drużyn, rozbić
środki tabel - czyli zlikwidować sytuację, w której dla połowy drużyn z I-ej
i II-ej ligi ostatnie kilka kolejek w sezonie są meczami o nic, bo nie grozi
im ani awans do pucharów lub wyższej klasy rozgrywkowej, ani spadek do
niższej ligi. Takie mecze nie przyciągają kibiców na stadiony, dają za to
wspaniałe możliwości do handlowania meczami zarówno z drużynami czołówki
walczącymi jeszcze o mistrzostwo, puchary lub awans do wyższej ligi, jak i z
drużynami broniącymi się przed spadkiem.
Eksperymentalny sezon z podziałem na grupy sprawdził się w 100%. Walka o
mistrzostwo, puchary i utrzymanie trwała prawie do samego końca. Nie było
żadnych wałów, handlu i innego smrodu, a spotkania zarówno w grupie
mistrzowskiej, jak i spadkowej cieszyły się sporym zainteresowaniem kibiców.
Jedynym mankamentem takiego systemu był fakt, że niektóre drużyny z
ekstraklasy mogły nie spotkać się ze sobą całymi latami. Dlatego PZPN
postanowił zreformować cały system rozgrywek. Propozycje zostały
przedstawione do naprawdę szerokich konsultacji, także wśród kibiców. Mówię
to z pełną świadomością, bo PZPN przyjął nawet kilka propozycji, które
pojawiły się na naszej stronie i które później w uporządkowanej formie
przesłałem Marcinowi Stefańskiemu, dyr. departementu rozgrywek PZPN.
Docelowym etapem była 12-sto drużynowa ekstraklasa, jeden sezon zasadniczy,
mecz i rewanż każdy z każdym, potem to samo w dwóch 6-cio drużynowych
grupach mistrzowskiej i spadkowej. Spadać miały dwie drużyny, a dwie kolejne
grać w barażach z II-go ligowcami. W drugiej lidze 18 drużyn w jednej
grupie, ale awans do ekstraklasy możliwy już z IV miejsca, spadają ostatnie
cztery drużyny, a kolejne cztery grają między sobą baraże o utrzymanie. Z
czterech grup trzeciej ligi obok zwycięzców, do II-ej ligi awansowałoby
dwóch wiceliderów wyłonionych w barażach. Czy to był zły projekt?
Niestety "lobby węglowe" od razu podniosło krzyk głównie ustami kalkulanta
Piechniczka. Co prawda dzięki wybiegowi Zbigniewa Bońka przeciwnicy
przegrali jedno głosowanie w tej sprawie, ale później zebrali się do kupy i
opóźnili reformę o rok, jeżeli nie zatrzymali jej zupełnie. Od nowego sezonu,
poza tym, że liga będzie liczyć 14 drużyn, nic się nie zmieni. Co dalej?
No właśnie, to pytanie warto zadać władzom PZPN. Czy czują się na siłach, aby
po przyszłym sezonie iść dalej i doprowadzić własny projekt do końca, czy
zamierzają czekać na "lepsze czasy"? Dzisiaj reforma ligi stanęła w pół
kroku i jest zagrożona. Nie muszę przekonywać jej twórców do jej
konieczności. Potwierdza to dobitnie pierwsza kolejka rundy wiosennej,
ekstraklasa dzieli się powoli na część mającą jako takie stadiony, ponad 10
tys. widzów na meczu (nawet blisko 20 tys. jak w Poznaniu) i tą, która ma
2000 widzów, dyskwalifikuje piłkarzy chorujących zespołowo, czy nie jest
pewna nawet rozpoczęcia rozgrywek. Jednak nawet tych "lepszych" dzieli
przepaść nie tylko do Europy zachodniej, ale nawet do krajów bałkańskich.
Czy w tej sytuacji w naszej lidze można stosować metodę równania w dół?
Po zamieszaniu z murawą stadionu w Krakowie spodziewałem się raczej
rozszerzenia wymogów licencyjnych od podgrzewane murawy, a tymczasem
pojawiły się słuchy o kolejnym warunkowym dopuszczeniu niektórych klubów do
rozgrywek ligowych. To już prawdziwa groza. Przypominam, że już w tym
sezonie dopuszczono ulgowe traktowanie drużyn niespełniających jednego z
wymogów licencyjnych. W ostateczności można dopuścić jeszcze jeden rok z
ulgami, bo reforma ligi została zwolniona. Uważam jednak, że może tu chodzić
wyłącznie o sprawy zadłużenia w Urzędach Skarbowych i ZUS, gdyż te są
czasami skutkiem wielu lat złego zarządzania. Nie powinno być mowy o
jakichkolwiek ulgach na krzesełka, zadaszenie czy oświetlenie stadionu. Z
równą ciekawością warto więc śledzić obok rozgrywek ekstraklasy nieuchronne
starcie w PZPN, które odbędzie się późną wiosną br. To będzie wiosna prawdy
dla prezesa PZPN, M. Listkiewicza. W gabinetach PZPN rozstrzygnie się czy
nasza liga pójdzie w kierunku Europy, czy Afryki? Na stadionach Polski,
Szwecji, Łotwy i Węgier może już rozstrzgnąć się awans do ME 2004, a z
pewnością będzie wiadomo czy odegramy w tych eliminacjach jakąś rolę. Czy
rok 2003 będzie sukcesem czy końcem obecnej ekipy rządzącej PZPN? Zobaczymy więc niebawem.