Krzysztof Lech: Do niedawna był Pan jeszcze dyrektorem Legii. Czym Pan będzie zajmował się we władzach PLP?
Leszek Miklas: Umowę z Legią rozwiązałem 3 marca. 2 kwietnia oficjalnie obejmę funkcję dyrektora wykonawczego PLP. Do moich obowiązków będzie należało zarządzanie finansami ligi; m.in. negocjowanie umów sponsorskich.
Kluby mają problemy ze znalezieniem sponsorów. Pan zamierza znaleźć ich dla całej I i II ligi?
- Pracowałem w Legii i wiem, że znalezienie sponsora graniczy czasem z cudem. Legia jest znana w całej Polsce, jej więc łatwiej. Gorzej, gdy zasięg klubu ograniczony jest do jednego miasta. Jeżeli jednak PZPN daje sobie radę, myślę, że tak samo będzie z całą ligą.
Czy PLP jest wstanie szybko uniezależnić się od PZPN?
- Rozwiązania prawne spowodują, że będziemy mogli działać niezależnie. Myślę, że od lipca 2004 r. (lub rok później) przejmiemy od PZPN organizowanie rozgrywek ligowych. Na razie musimy opracować sposób wyprowadzenia klubów z zapaści. Liczymy na pomoc sponsora. Przy okazji chcę obalić mit, że Piłkarska Liga Polska powstała, żeby walczyć z PZPN.
Poprzednik Pana w Legii, Marek Pietruszka, był również współtwórcą Piłkarskiej Autonomicznej Ligi Polskiej, która kilka lat temu chciała prowadzić rozgrywki I i II ligi i jakoś nic z tego nie wyszło?
- PALP popełniła błąd, bo próbowała rywalizować z PZPN. Pozostaje więc kwestia ustanowienia jasnych reguł, na podstawie których PLP ma przejąć rozgrywki i tylko to. Chcemy również, aby wszelkie sprawy dyscyplinarne były załatwiane przez PLP w trybie pilnym, np. następnego dnia po zdarzeniu. My nie chcemy decydować, kiedy i z kim ma grać reprezentacja i kto ma zostać selekcjonerem.
Ile będzie kosztowało działanie PLP?
- Każdy z klubów przekaże na działalność PLP po dwa tysiące złotych rocznie. Sądzimy, że najpóźniej od 1 lipca 2003 r. znajdziemy sponsora ligi.
A kto będzie zarządzał prawami do transmisji telewizyjnych?
- Prawa te należą do PZPN. Ale od 1 lipca 2005 r. będziemy chcieli je przejąć.
Jaki jest stosunek władz PZPN do waszej organizacji?
- Prezes Listkiewicz zgodził się, aby powstała instytucja, która przejmie rozgrywki I i II ligi. Dotychczas była tylko umowa i statut, ale żadnych wiążących decyzji nie było.
Prezes Legii Edward Trylnik twierdzi, że problemy finansowe klubu są spowodowane Pana niefrasobliwą polityką w tym względzie?
- To nieprawda. Wątpliwości dotyczyły premii za mistrzostwo Polski. Nie ja sam o tym decydowałem, pod premiami podpisał się cały zarząd Legii. Premia nie wynosiła 3,5 mln zł, ale 3 mln i obejmowała nie tylko zawodników, ale i kadrę trenerską. W momencie, kiedy premie były ustalane, wszyscy wyrażali zadowolenie. Zawodnicy odeszli od systemu zarabiania 150 tys. zł za wygrany mecz i 50 tys. za remis na rzecz premii za konkretne osiągnięcia, w tym przypadku za mistrzostwo Polski.
Teraz będzie Pan we władzach instytucji sprawującej nadzór m.in. nad Legią.
- Wyjaśniliśmy sobie z działaczami z Łazienkowskiej wszystkie rozbieżności i sposób mojego odejścia z klubu. Nie sądzę, aby teraz były między nami jakieś animozje.
Rozmawiał Krzysztof Lech