Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie poddam się

wtorek, 25 marca 2003 22:37
Wojciech Szalaźródło: Gazeta Wyborcza

Maciej Weber: Kiedy wraca Pan na boisko?

Wojciech Szala: Trudno to dokładnie określić. Nie znam się na tych sprawach, ale mam nadzieję, że za jakieś pięć do sześciu tygodni. Moja kontuzja nie wygląda aż tak źle, bym nie mógł grać do zakończenia sezonu.


Jak doszło do tej kontuzji?

- Podczas treningu przy zwykłej próbie strzału naderwałem mięsień przywodziciela. Do tego doszło kilka innych drobniejszych urazów. Wszystko na moje nieszczęście się skumulowało.


Tak się składa, że już któryś raz po zgrupowaniach u trenera Okuki ma Pan kłopoty ze zdrowiem. Przypadek?

- Nie mam zamiaru oceniać metod trenera. Poprzedni okres przygotowawczy zakończyłem bez większych problemów. A teraz - o ile pamiętam - kłopoty miałem jeszcze przed pierwszym zgrupowaniem, i to nie z przywodzicielem, ale ze ścięgnem Achillesa. Moje kontuzje wynikają z faktu, że jestem zawodnikiem tzw. szybkościowym. Zwłaszcza w tak kiepskich warunkach, w jakich ostatnio przychodzi nam grać i trenować, ma to duże znaczenie.


Miał Pan grać w pierwszym składzie, teraz trzeba będzie znowu walczyć o miejsce.

- Ponad rok temu znalazłem się w podobnej sytuacji. Też miałem grać na prawej stronie obrony i z powodu kontuzji nie mogłem przez kilka miesięcy. Potem właściwie całą rundę wiosenną spędziłem na rezerwie, bo wszyscy spisywali się bardzo dobrze i trudno było wskoczyć do składu. Teraz znowu może być ciężko, ale na pewno się nie poddam i jeszcze powalczę.


Czy to przypadek, że w Legii kontuzjowani są najczęściej obrońcy? Pan, Dariusz Dudek, Jacek Zieliński, a nawet Paweł Golański, który niedawno przyszedł do klubu. Zostali tylko Marek Jóźwiak i Tomasz Jarzębowski, a on nie grał przez większość poprzedniego roku.

- Golańskiego bym tu nie liczył. On nie ma kontuzji mięśniowej. Urazu doznał podczas meczu sparingowego, przy kontakcie z przeciwnikiem. A że w Legii kontuzjowani są obrońcy? Czysty przypadek. Tak w ogóle to u nas wcale nie ma więcej kontuzji niż w innych zespołach. Mamy aż trzech kontuzjowanych? A może tylko trzech?


To chyba ironia losu, że całą jesień grał Pan na niezbyt lubianej pozycji prawego pomocnika, a teraz, gdy wszystko się układało, przyszła ta kontuzja?

- To, gdzie ja bym wolał grać jest sprawą drugorzędną. Jednak podobało mi się, że w tej rundzie miałem być znowu prawym obrońcą. Stało się jednak tak, jak się stało. Zobaczymy.


Jak wygląda teraz Pański dzień? Badania, treningi indywidualne?

- Na razie o trenowaniu nie ma mowy. Dzień ustawiam pod kątem zabiegów. Co jakiś czas mam kolejne badania USG. Mają pokazywać, czy w mojej nodze zachodzą jakieś zmiany na lepsze. Może za tydzień lub dwa wrócę do treningów. Na razie skupiam się na rehabilitacji.


W dwóch pierwszych meczach rundy wiosennej Legia straciła aż pięć goli. I to niezależnie od tego, w jakim składzie grała obrona. A grała w różnym, za każdym razem. Także w Szczecinie, gdy nie straciliście bramki. No, ale tam przeciwnik nie był wymagający.

- Faktycznie straciliśmy sporo bramek, chociaż przeciwnicy właściwie nie stworzyli więcej okazji strzeleckich. Jednak na nasze nieszczęście prawie wszystkie wykorzystali. My mieliśmy 10-12, a większości nie umieliśmy wykorzystać. Stąd takie wyniki jak 4:3 z Amicą, a potem 0:2 z Groclinem.


Pan zagrał tylko w tym drugim spotkaniu. Czy powrót na boisko po poprzedniej kontuzji nie nastąpił za wcześnie?

- Moim zdaniem nie. Czasem po prostu tak się układa.


Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: