Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Hodowanie chuliganów

środa, 2 kwietnia 2003 09:34
marmar

We Wrocławiu tragedia - zginął człowiek ubrany w klubowy szalik. Jest jak zawsze w takich przypadkach. Od lat ten sam żelazny scenariusz. Od lat ta sama obsada: media jako zbiorowy oskarżyciel, PZPN w roli dyżurnego chłopca do bicia, kibice w roli sprawców, kluby w charakterze współwinnych. Od lat te same durne wywiady, komentarze socjologów, psychologów, patologów, te same irracjonalne reakcje w rodzaju wniosku radnych o zamknięcie stadionu Śląska (dlaczego nie o rozbiórkę torów tramwajowych?). Od lat to samo bicie piany: główny news nazajutrz po tragedii, ciąg dalszy płaczu następnego dnia, pytania do PZPN i rządu, później pogrzeb, pokwitowanie kasy za wierszówki, odniesienie materiałów do archiwum, koniec tematu. Na mniej więcej pół roku, do następnej okazji do wyrażenia świętego oburzenia.


Aż dziw, że w tym morzu standardowych pytań i odpowiedzi od czasu do czasu pojawia się zdanie, które jest w stanie powalić. W tamtym roku, przy okazji
meczu Legia - Widzew, zabłysnął przedstawiciel Komendy Głównej Policji, który w studiu Canal+ wpadł na pomysł wystawiania licencji kibicom piłki nożnej. Facet był z siebie autentycznie dumny, a ja uniosłem się w fotelu, bo nie zawsze prosty człowiek ma okazję oglądać na żywca proces twórczego myślenia policjanta. To jednak nic w porównaniu z pytaniem zadanym w tych
dniach prezesowi PZPN przez jakiegoś redaktora "Gazety Wyborczej". Człek pyta: "Czy wprowadzi pan sankcje dla klubów, które hodują chuliganów?" I wymienia: Lech, Arka, Legia, Zagłębie, coś tam jeszcze. O żesz ty orzeszku, myślę sobie, w normalnym kraju liczba klubów, które wymieniłeś byłaby co najmniej równa liczbie pozwów, które czekałyby na ciebie u wydawcy. Bo jak nazwać nie poparte dowodami wskazanie nazwy klubu w kontekście po pierwsze przestępstwa kryminalnego, a po drugie zdarzenia społecznie potępianego?

Zniesławieniem? Co najmniej. Narażeniem na wymierne straty materialne? Jak najbardziej.


Jeszcze ciekawsza była reakcja prezesa Misia. Misio jak to Misio - wieczny konformista (bardziej podoba mi się określenie "chwiej", które zasłyszałem w
serialu "Dom") - nie zaprzecza hodowli, ba - przejmuje słownictwo.

"Zewidencjonujemy kluby, które ze strachu lub głupoty hodują chuliganów." I dalej: "Być może jesteśmy za mało stanowczy w stosunku do klubów, które nie
tylko nie walczą, ale zachęcają chuliganów. Obiecuję, że to się zmieni."

Czytelniku, jeśli nie wiesz, co znaczy public relations, to dokładnie znaczy to: w sytuacjach kryzysowych nie spieraj się z mediami, zgadzaj się, posyp głowę popiołem, jeszcze więcej popiołu wywal na innych, dwa dni miną, zapomną, będzie święty spokój. Tak właśnie wygląda cały wywiad. Dlaczego nic
nie robicie? Robimy, może za mało, ale jednak robimy, a tak naprawdę nic nie możemy zrobić, chyba że apelować. Czy w kontekście takiej właśnie wymiany
zdań można oczekiwać czegoś innego niż kolejnej ofiary? Dziennikarz, intelektualny nielot z zacięciem śledczym, zadaje krótkie, pozornie ostre pytania. Prezes PZPN gładko odpowiada, a z odpowiedzi nie wynika nic, bo nic konkretnego wyniknąć nie może. Dziennikarz zadowolony, bo prezes się zgodził. Pogadali, poszli, problem pozostał.


Twierdzę, że problem musiał pozostać. Przede wszystkim dlatego, że w Polsce jest bieda i te dziesiątki tysięcy młodych ludzi bez perspektyw nie zawsze siedzi w domu pomagając mamom obierać ziemniaki. Niektórzy wolą szukać mocnych wrażeń - na dyskotece, stadionie, czy gdziekolwiek indziej. Dlaczego niby mieliby oni omijać stadiony? Dlatego, drogi rządzie, najpierw zlikwiduj bezrobocie, a do tego czasu wprowadź odpowiednie prawo i daj swoim organom środki do jego egzekwowania. W przeciwnym razie każde oburzenie na zajścia typu ostatnie we Wrocławiu będzie śmierdziało hipokryzją na odległość. Czy powie to prezes PZPN? Nie powie, bo pojechałby pod prąd. Prezes PZPN nie
przyzna również, że nie ma najmniejszego wpływu na zachowanie kibiców. Bo co może zrobić PZPN? Wprowadzić listy imienne dla wyjazdowców (właśnie to zrobił), z pełną świadomością, że to nie jest żadne rozwiązanie, a jedynie kolejna upierdliwość dla normalnych fanów za cenę alibi dla tzw. opinii publicznej. Czy imienna lista wyjazdowa zapobiegłaby tragedii we Wrocławiu?
Przecież nawet zakaz wyjazdów by nie pomógł.


Co mogą zrobić kluby? Twierdzę, że mogą przede wszystkim modlić się, żeby ich piłkarze w meczach podwyższonego ryzyka grali na tyle dobrze, żeby nic
nikomu na trybunach do głowy nie przyszło. Czy klub zamknie dyżurnych zadymiarzy na czas meczu? Nie zamknie, bo to policja jest od zamykania. W sposób prawny nie jest w stanie zrobić nic, bo przecież nie wywiezie ich do lasu i nie połamie nóg, aczkolwiek jest to jakieś rozwiązanie. Nie wpuści?

Życzę powodzenia. Jedyny realny sposób wpływania na najbardziej zagorzałą część publiczności to współpraca z przedstawicielami kibiców: stowarzyszeniami, klubami kibica, obojętnie jak to się nazywa. W jednym
celu: żeby zachowania kibiców były zgodne z interesem klubu. Żaden klub w Polsce w obecnych warunkach społecznych nie pójdzie na wojnę z kibicami. Bo
przegra. Musi współpracować nawet za cenę oskarżenia przez jakiegoś gamonia o "hodowanie chuliganów".

Podaj ten news dalej: