Dariusz Wołowski: Wisła i Legia zawaliły ostatnie mecze. Wisła przegrała z Groclinem, Legia zremisowała z Górnikiem w Warszawie. Obaj wielcy faworyci przeżywają ciężkie chwile i właśnie teraz dochodzi do meczu sezonu...
Maciej Szczęsny: To może być decydujący pojedynek. Jeśli wygra Wisła, lub nawet będzie remis, Legia odpada z gry o mistrzostwo. Chcąc obronić tytuł, zespół Okuki musi zabrać z Krakowa trzy punkty. Wisła na remis nie pójdzie, bo to by ją skazywało na morderczą walkę do końca sezonu. Odra osiągnęła tak równą formę, że stała się groźna. Nie tylko w pojedynczym meczu, ale w walce o wyższe cele. Trudno liczyć, że jak w poprzednich latach zacznie przegrywać w decydujących momentach. A jest jeszcze Groclin, no i GKS. Dlatego na Wiśle i na Legii presja jest wielka. Może to spowodować 7 - 10 minut nerwów, strachu przed ryzykiem. Ale potem jedni i drudzy ruszą na siebie na maksa. I będzie to mecz wyjątkowy pod każdym względem. Mecz o prestiż, punkty, tytuł mistrzowski.
Atuty i wady obu drużyn...
- Legii to odpowiedzialność, waleczność i siła. Do dziś wielu ludzi zachodzi w głowę, jak przed rokiem wydarła tytuł Wiśle. Legioniści jak rasowy myśliwy potrafią odczytać i wykorzystać najdrobniejszy błąd w ustawieniu przeciwnika. Ale to wszystko. Jeśli przeciwnik się nie myli, Legia jest bezradna. Sama nie konstruuje, nie ma wypracowanych schematów w ataku pozycyjnym. Gra przewidywalnie, schematycznie. Wisła ma tych schematów 4 lub 5. Potrafi grać atak pozycyjny jak nikt w tym kraju. Na zimno doprowadzić piłkę pod bramkę, stwarzając czyste sytuacje do strzału. Wisła jest niekonwencjonalna, ma indywidualności. Przykład? Tomasz Kiełbowicz z Legii biega bardzo dużo, haruje, zagrywa ze skrzydła. Bije Kosowskiego odpowiedzialnością i zaangażowaniem w destrukcję, ale jest od niego znacznie mniej kreatywny. I tak na każdej pozycji wiślak przewyższa legionistę techniką i polotem. Może poza Kucharskim, który potrafi stworzyć coś z niczego, złamać schematy, zagrać inaczej. Tylko Kucharski musi harować jak wół, bo bez niego nic w Legii nie działa, a Wisła ma do kreowania kilku piłkarzy. To samo ze zdobywaniem goli. W Legii są od tego Kucharski i Svitlica, w Wiśle cała pomoc i atak - czyli sześciu graczy.
Porównaliśmy drużyny, porównajmy trenerów.
- Henryk Kasperczak to człowiek o otwartej głowie. Potrafił stworzyć z Wisły zespół elastyczny. Potrafi reagować na zmiany i zaskakiwać rozwiązaniami. Mam jednak i swoje niedociągnięcia. Wystawiając taki skład jaki zobaczyliśmy z Groclinem, Kasperczak dał do zrozumienia, że jako jedynego konkurenta w walce o mistrzostwo uznaje Legię. Może trener Wisły nie zlekceważył Groclinu, ale go nie docenił. To błąd. Co do Dragomira Okuki, to uczynił z Legii zespół podobny do walca - silny, ale bez polotu. Nie potrafił wykorzystać naturalnych predyspozycji choćby takiego Kiełbowicza, który kiedyś strzelał bramki, a teraz tylko spuszcza głowę i pracuje jak wół. Taka jest właśnie Legia Okuki. Widzieliśmy to w meczu z Górnikiem. Legioniści biegali z piłką, zamiast nią grać. Zmarnowali masę energii, wykonali mnóstwo zbędnej, nawet głupiej pracy. I bez efektu. Bo Górnik był równie waleczny. Pod tym względem zresztą w naszej lidze dokonał się duży postęp. Teraz wszyscy walczą i żeby wygrywać nie wystarczy chcieć.
Wiślacy i legioniści wyglądali ostatnio na mocno zmęczonych. Kosowski skarżył się, że sezon już dał mu się we znaki. Czy tak jak przed rokiem wygra ten, kto zachował więcej sił?
- Nie. Poprzedni decydujący mecz Wisły z Legią był pod koniec sezonu. Teraz wygra lepszy, a nie silniejszy fizycznie. A tym lepszym jest Wisła.
Rozmawiał Dariusz Wołowski
Wywiad
Lepsi przeciw silniejszym
poniedziałek, 7 kwietnia 2003 19:52
Maciej Szczęsnyźródło: Gazeta Wyborcza