Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Ja na piłce się nie znam...

czwartek, 10 kwietnia 2003 09:07
Andrzej Zarajczyk

Mnie życie nauczyło, że każdą porażkę można przekuć na sukces. Jeśli przegramy kilka kolejnych meczów, będzie czas na zmiany w drużynie. Każdy zespół potrzebuje takiego momentu. Legia też - powiedział po meczu z Wisłą Andrzej Zarajczyk, prezes Pol-Motu.
Robert Błoński: Czy to już koniec nadziei Legii na tytuł?


Andrzej Zarajczyk: A skąd. Legia zagrała najlepszy mecz w rundzie, tylko się jej się nie ułożył...

Jak to? Po dziesięciu minutach było 1:0 dla Legii, a do bramki Wisły wszedł rezerwowy, bo Angelo Hugues doznał kontuzji.

- Mecz się nie ułożył... Mieliśmy kilka kontr, których nie wykorzystaliśmy. Ale jeśli będziemy grać tak jak dziś, to szanse pozostają.

Legia musi odrobić siedem punktów, ma na to dziesięć kolejek. Czy to możliwe?

- To dużo i mało. Polska piłka, w ogóle futbol, ma to do siebie, że zawsze wszystko może się wydarzyć. Przeciwko Wiśle zagrała bardzo dobry futbol i jeśli będzie grać na tym poziomie, szczególnie jeśli środkowa linia nie straci formy, to mamy szansę. Dziś GKS, Odra i Groclin są silne. Jeśli pokonamy te dwie pierwsze drużyny, wiele może jeszcze się zdarzyć.

Legia jest chyba słabo przygotowana...

- Nieprawda. Dzisiaj pokazaliśmy, że tak nie jest. Oba zespoły zagrały bardzo dobrze, ale to krakowianie nie wytrzymali kondycyjnie. Wbrew wszystkim dotychczasowym opiniom, że to Legia gaśnie fizycznie, dziś było inaczej. To rywal się zmęczył. Nie zapominajmy, że mecz rozgrywano w Krakowie, a my byliśmy równorzędnym rywalem. Do końca.

Nic Pana nie denerwowało w grze Legii?

- Nic.

Nie jest Pan bezkrytyczny?

- A co mogło mnie zdenerwować?

Np. to, że po stracie drugiej bramki taktyka Legii polegała na wybijaniu piłki przez Jacka Zielińskiego do napastników. On był rozgrywającym... Albo to, że Uche ogrywał legionistów jak chciał.

- Kalu to znakomity piłkarz. Był dziś najlepszy ze wszystkich. To chyba najlepszy zawodnik polskiej ligi. On i Kosowski byli problemem Legii. Nie można jednak powiedzieć, że Legia zagrała zły mecz. Rzeczywiście zbyt łatwo traciliśmy piłkę. To problem, że brakuje dokładnego jej wyprowadzenia...

A bramkarz? Mijanović grał niepewnie.

- Ale nie zrobił błędu, który kosztował nas utratę gola. Tak w ogóle to Zoran nas uratował. Gdyby nie on, dziś broniłby Sebastian Malicki. Młody, zdolny bramkarz, ale bez doświadczenia. Mieliśmy wiele szczęścia, że wzięliśmy Mijanovicia w ostatniej chwili. To solidny bramkarz. Trzeba nim grać.

Nie myśli Pan po tych pięciu meczach (dwie porażki, remis i dwa zwycięstwa) o zmianie trenera?

- Pan chyba żartuje. Absolutnie nie. Wyniki nie są poniżej oczekiwań.

Ale Legia broni tytułu...

- Tak. I w swojej historii przegrywała już po sześć meczów, a Okuki nie zwolniliśmy. Potrafiła się podnieść. Te spekulacje to prawo dziennikarzy. Ale w polskiej lidze najbezpieczniejszą posadę z trenerów ma właśnie Dragomir Okuka.

To ile razy Legia ma przegrać, by przyszedł kto inny?


- To nie kwestia porażek, tylko jego koncepcji. On jest doświadczony. Ma swój pomysł na przebudowę drużyny, zmianę systemu gry. Akceptuję jego koncepcję. Nawet jeśli przypadkiem nie zdobędziemy tytułu, to spróbujemy tę porażkę "przekuć", wykorzystać na sukces. Trzeba znaleźć moment na wprowadzenie zmian. Jeśli cały czas będziemy walczyć o tytuł czy Ligę Mistrzów, potem w Pucharze UEFA, to nie będzie czasu na zmiany w drużynie. To trochę paradoks.

Nie myśli Pan, że teraz, zamiast marzyć o obronie tytułu, lepiej zrobić wszystko, by zespół zakwalifikował się do pucharów? Na razie jest piąty w tabeli.


- Nie. My walczymy o tytuł i nic więcej nas nie interesuje. Jeśli zdarzy się nieszczęście, to spróbujemy te porażki wykorzystać.

A są na to środki?

- Zawsze są...

Ale przecież Legia ma zaległości wobec zawodników.

- Piłkarze mają zagwarantowaną wypłatę. Odbiorą je w PZPN. Zresztą pieniądze to nie jest problem. Piłkarze sami to mówią.

Co Pan ma na myśli, mówiąc o przebudowie zespołu?

- Na pewno nie pozbycie się starszych zawodników. Chodzi o zmianę systemu gry. Dzisiaj gramy systemem, który nie jest efektywny.

A który jest bardziej?

- Ja na piłce się nie znam. To wie trener Okuka. Już próbował wprowadzać strefę w obronie, ale nie miał odpowiednich zawodników. Jednak to wcześniej czy później nastąpi. Rozmawiajcie o tym z nim, bo on na tym się zna. Ja znam się na motoryzacji.

Nie jest Pan wcale zdenerwowany po tej porażce...

- Ja nie reaguję histerycznie czy nerwowo jak większość kibiców. Mnie życie nauczyło, że każdą porażkę można przekuć na sukces. Jeśli przegramy kilka kolejnych meczów, będzie czas na zmiany w drużynie. Każdy zespół potrzebuje takiego momentu. Legia też.

Mówi Pan o przebudowie, ale Legii brak piłkarzy. Jest trzech-czterech wartościowych rezerwowych. Reszta kontuzjowana.


- I to być może jedna z przyczyn porażki. Brak Wróblewskiego czy dobrego bramkarza. Ja jestem spokojny. My czekamy na moment, w którym zaczniemy budować nową strategię zespołu. W grudniu nie było na to czasu. Nie mogliśmy eksperymentować z zespołem w momencie, gdy walczymy o tytuł. To byłoby szaleństwo.

Czyli, paradoksalnie, to, że Legia nie będzie mistrzem, może wyjść jej na dobre?

- Wierzę w to. Dlatego nie histeryzuję.

I nie będzie to Pana osobistą porażką?

- Nie. Uważam, że tytuł zdobyty w ubiegłym roku w takim składzie, jaki mieliśmy, to był wielki sukces. Potem, z Barceloną, nie mieliśmy szans. Ale kolejny sukces to wyeliminowanie Utrechtu. Polski futbol nie jest słaby. Jego problemem jest fatalna infrastruktura. Dziś do gry nie byli gotowi nasi dwaj bramkarze z powodu trenowania na fatalnej, grząskiej nawierzchni.

Rozmawiał Robert Błoński

Podaj ten news dalej: