fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Media o meczu z Realem

Wiśnia, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Legia Warszawa przegrała we wtorek z Realem Madryt aż 1-5, lecz nie można wstydzić się swojej postawy w starciu z dużo bardziej utytułowanym rywalem. Tego samego zdania się dziennikarze, którzy zauważają, że mistrzowie Polski zagrali tego dnia bez respektu. "Panowie z brzuszkiem poklepali na Bernabeu" - pisze Weszło. Zapraszamy do zapoznania się z relacjami medialnymi po meczu z Realem.

Wirtualna Polska: Legia z golem, ale Real z pięcioma

Hiszpańscy dziennikarze nawet nie próbowali udawać. Mecz z polskim klubem traktowali jako bezpośredni pojedynek z Borussią Dortmund o pierwsze miejsce w grupie. Real miał wygrać wyżej niż Niemcy w Warszawie. Wiedza tamtejszych ekspertów na temat piłkarzy z Warszawy ograniczała się do tego, że są z Polski. Na początku spotkania można było odnieść wrażenie, że podobną mieli również zawodnicy Realu. Nie minęło jeszcze piętnaście minut, a Vadis Odjidja-Ofoe trafił w słupek. Na stadionie zapadła cisza, a piłkarz, któremu jeszcze niedawno wytykano odstający brzuch, rozgrywał bardzo solidny mecz. Odbierał piłki, ze spokojem rozgrywał niemal każdą akcję Legii.

Przegląd Sportowy: Tragiczny Jodłowiec i dyrygent Odidja-Ofoe

Real zagrał na luzie, pozwolił Legii na wiele, bo Królewscy od początku byli przekonani, że starcie z mistrzem Polski łatwo wygrają. Różnicę klas widać było niemal w każdym zagraniu. Bale pokazał, jak zdobywa się bramkę z boku pola karnego mając naprzeciwko obrońcę. W prawie identycznej sytuacji Michał Kucharczyk kopnął siedem metrów obok bramki. Nikt nie spodziewał się sensacji, ale zabrakło umiejętności, by wykorzystać okazje. Pochwały dla Legii za ofensywną grę, wiele minut na połowie Realu, sporo okazji do zdobycia bramki, ale zawodziło ostatnie dotknięcie piłki.

Sport.pl: Legia Warszawa wysoko przegrała z Realem Madryt, ale wstydu nie przyniosła

Przed meczem nikt o zdrowych zmysłach nie zakładał, że Legię na stadionie Santiago Bernabéu stać na coś dobrego. Za niespodziankę, a pewnie i niemały sukces, wszyscy uznaliby uniknięcie wielobramkowej klęski. Niespodzianki nie było, ale poczucia wstydu też nie. Bo choć Legia przegrała z Realem 1:5, to nie zawiodła. Zagrała najlepiej, jak potrafi.

Onet.pl: Bez niespodzianki, Real Madryt rozprawił się z Legią Warszawa

W takich spotkaniach zespół skazywany na pożarcie liczy na przetrwanie początkowych minut - co zazwyczaj wprowadza nerwowość w szeregach faworyta - a następnie sprawienie cudu. Tyle że wówczas do fury szczęścia trzeba dołożyć coś od siebie. Mało kto się jednak spodziewał, że mistrzowie Polski uważną grę w obronie poprą groźnymi kontrami. O ile strzał sprzed pola karnego w wykonaniu Thibauta Moulina nie zmusił Keylora Navasa do większego wysiłku, o tyle próba Tomasza Jodłowca mogła zakończyć się golem dla Legii. Szczęścia mistrzom Polski zabrakło przede wszystkim w 12. minucie, kiedy to po akcji Guilherme uderzona przez Vadisa Odjidję-Ofoe piłka trafiła w słupek.

Weszło: Panowie z brzuszkiem poklepali na Bernabeu

Jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi, dziś możemy czuć się w pewnym sensie usatysfakcjonowani czterobramkową porażką polskiego zespołu w Champions League. Jeśli chodzi o prowadzenie gry, wymianę podań i stwarzanie sobie okazji strzeleckich, Legia wyglądała całkiem nieźle na tle wielkiego Realu Madryt. W warszawskiej drużynie grę do przodu robiło głównie dwóch piłkarzy – Miroslav Radović i Vadis Odjidja-Ofoe. Czyli dwaj panowie, którzy jeszcze do niedawna mogli się pochwalić sylwetką, jakiej nie powstydziłby się typowy hobby-player.







REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.