Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Ja i Olisadebe

czwartek, 17 kwietnia 2003 10:27
Andrzej Sinielnikow

Nie sprawia wrażenia człowieka impulsywnego - przynajmniej na pierwszy rzut oka - Andrzej Sinielnikow wydaje sie osobą łagodną, spokojną. Tymczasem zdarza mu się zrugać sędziów, "ochrzanić" kolegów z drużyny.


Andrzej Sinielnikow: Przede wszystkim chcę być uczciwy. Wiem, że po spotkaniu z Czarnymi Słupsk zachowałem się impulsywnie, powiedziałem o dwa słowa za dużo. Powinienem chyba przeprosić. Niemniej nie zmienia to mojej opinii o arbitrach prowadzących to spotkanie, popełnili mnóstwo błędów. Są przecież zawodowcami. Nie powinno im się to przytrafiać. Odniosłem wrażenie, że po prostu mnie nie lubią, dlatego nie mają ochoty interweniować, gdy Andriej Kriwonos "częstował" mnie z łokcia...

Rafał Tymiński: W spotkaniu z Czarnymi byliście bardzo blisko zwycięstwa, podobnie kilka tygodniu wcześniej, gdy Legia podejmowała Noteć. Przegrała, bo - w zgodnej opinii obserwatorów - zabrakło na parkiecie Sinielnikowa.

- Pamiętam. Zrobiono z tego wydarzenie. Nie może przyjechać na mecz z Białegostoku, bo go nie stać - mówiono. To nie tak. Nie chodzi o to, że nie mogłem uzbierać stu złotych na benzynę. Mam rodzinę i jeżeli otrzymuję nakaz sądowy eksmisji z naszego mieszkania w Białymstoku, bo zalegam z czynszem, muszę przedłożyć tę sprawę nad wyjazd na mecz. Zresztą bardzo trudno skoncentrować się na koszykówce, gdy głowę zaprzątają sprawy bytowe...

Mieszkanie w Białymstoku, praca w stolicy. Nie jest to zbyt uciążliwe?

- Do Białegostoku uciekam, by chronić się przed brakiem pieniędzy. Tam mam rodzinę. Ale gdy w klubie były pieniądze, wynajmowałem mieszkanie w stolicy.

Cały czas obracamy się wokół pieniędzy. W polskiej koszykówce brakuje gotówki. Czy nie lepiej byłoby zmniejszyć ekstraklasę do sześciu w miarę zasobnych zespołów?

- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jestem zawodnikiem, a nie działaczem. Jednak nie da się ukryć, że istnieje wiele nieprawidłowości, które należałoby wyeliminować. Przykład: Legii zagrożono, że jeśli nie będzie miała pieniędzy na diety dla sędziów, może zostac zawieszona. Ale jeszcze nie słyszałem, żeby zagrożono podobną sankcją któremuś z klubów, który nie płaci graczom. Przed sezonem kluby powinny zadeklarować, jakim budżetem dysponują i zatrudniać zawodników takich, na jakich ich stać. A jeżeli któryś z zespołów nie będzie sie wywiazywać z deklaracji, karnie wyląduje w trzeciej lidze. A na razie PLK pozwala - mówiąc brutalnie - oszukiwać koszykarzy...

Z drugiej strony, gdyby nie kłopoty finansowe, kilku zawodników nigdy nie przebiłoby się do ekstraklasy?

- To prawda. Nie tylko w Legii. Podobnie jest w stargardzkim Komforcie. Po co zatem ściągać graczy z dawnej Jugosławii, Litwy, skoro są w Polsce nie gorsi, za to młodsi i tańsi. Przecież taki Dominik Czubek ma ogromne serce do walki, sporo potrafi, tymczasem bardzo długo tułał się po niższych ligach. Gracz o podobnej wartości, ale z zagranicy kosztowałby - powiedzmy - dwadzieścia razy drożej.

Legia będzie do końca walczyć o utrzymanie?

- Jak najbardziej. W naszej sytuacji można znaleźć także pozytywy. Po pierwsze, drużyna gra coraz lepiej. Młodzi się docierają, nie zadarzą nam się już porażki kilkudziesięciu punktów. Przed nami jeszcze sporo spotkań, my nie będziemy słabsi. Tymczasem chodzą słuchy, że niektóre drużyny się wykruszają. Nie płacą, więc koszykarze odchodzą.

Czy z Legii można trafić do reprezentacji? Tuż po dymisji trenera Dariusza Szczubiała, jedna z poważnych gazet przedstawiła swoją wizję nowej kadry narodowej z Andrzejem Sinielnikowem jako rozgrywającym.

- Dla mnie jest już za późno na grę na europejskim poziomie. Jeszcze pięć lat temu bym się na to zdecydował. Byłem przecież jeszcze za czasów Darka Szczubiała na konsultacjach kadry. I Darek dobrze zrobił, że mnie nie powołał. Jestem przecież z urodzenia Białorusinem, choć od dwunastu lat mam polskie obywatelstwo, ale na pewno nie obeszłoby się bez pretensji, dlaczego trener powołuje takiego gracza. W mojej sytuacji, by występować w kadrze, powinienem być dwa, trzy razy lepszy od innych. Gdy Emmanuel Olisadebe sam wygrywał piłkarskie eliminacje do mistrzostw świata, zachwytom nie było końca. Gdy przestał trafiać do bramki, wciąż pojawiają się pytania - A kto to? A po co?

Do młodzieniaszków pan nie należy...

- Zajmę się szkoleniem młodzieży. Nie myślę o tym, aby prowadzić jakiś zespół w ekstraklasie. I może wreszcie uda mi się zostać magistrem. Studiuję na gdańskiej AWF, to już moja trzecia uczelnia, więc tym razem wypadałoby doprowadzić sprawę do końca.

Mam nadzieję, że nauczy pan któregoś ze swoich podopiecznych "firmowego" zwodu - szybki obrót z piłką i rywal zostaje, a droga do kosza wolna?

- Spróbuję, ale to na pewno zajmie sporo czasu.

Rozmawiał: Rafał Tymiński

Podaj ten news dalej: