Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Murarze i piłkarze

środa, 23 kwietnia 2003 12:51
Robi

Kilka lat temu ktoś znajomy, ktoś z rodziny lub może po prostu ja,
brał(em) udział w pewnej szopce, która nazywała się PRACĄ. Było to
daleko, załóżmy, że w pięknym mieście pod tytułem Chicago i w firmie o
profilu budowlanym. Szef sobie nabrał projektów ruszył kilka nie
kiepskich budów i po okresie niesamowitych sukcesów polegających na
niepłaceniu komu się tylko da, stanął w obliczu upadku firmy. O mały
włos by mu się udało przetrwać (dzięki łańcuszkowi Świętego Antoniego,
gdzie następne budy i następni pracownicy finansują poprzednie długi),
ale nie wziął pod uwagę jednego: psychiki swoich pracowników. Udałoby mu
się, gdyby pracownicy nie bacząc na braki płaconych pensji i premii z
ogromnym poświęceniem zasuwali na swoich stanowiskach pracy. Ale kiedyś
szef obiecał, że spłaci pracownikom większość długów, jak skończą w
kilka dni robotę, która normalnie zajęłaby z miesiąc. To co się działo
przez kilka dni, można przyrównać tylko do ofiarności zawodników Widzewa
w meczu z Legią, po wejściu prezesa Grajewskiego do szatni 5 minut przed
meczem z kilkuset tysięcznym czekiem premii za zwycięstwo. Po
zapierdalaniu 20 godzin na dobę budowę udało się zakończyć, szef zgarnął
pieniądze (nie dla siebie, tylko na inne ważniejsze według niego długi)
i... dał 5% obiecanych zaległości. Historia firmy trwała już potem
tylko kilka miesięcy. Wieczne pyskówki, zero ochoty do roboty, prawie
żadna efektywność, poprawianie trzy razy wcześniej wykonanej pracy,
odejścia najlepszych specjalistów, którzy olewali zaległe pensje lub
nawiedzali magika-szefa kilka razy w tygodniu wyciągając mu jakieś
drobne z kieszeni, wywalanie pracowników, jednym słowem powolny rozpad.
Takie słowa jak ofiarność, poświęcenie i temu podobne, znikły z
horyzontu tej firmy na zawsze. Szef jednak nie dawał za wygraną. Miał
drugą firmę i zaczął przerzucać tam najlepszych pracowników, obiecując
im wzorowe miejsca pracy i spłatę długów. O dziwo tam również nie
chcieli pracować, bo byli zupełnie wypaleni do współpracy w tym
środowisku. Po zmianie otoczenia powróciła im ochota do dobrej roboty.
Potrafili zasuwać po 16 godzin dziennie, ale czeki mieli na czas, a
premie (choć mniejsze) 24 godziny po zakończeniu budowy wpływały na ich
konto.

Firmy szefa magika prawdopodobnie padły. On sam pewnie ukrywa się
przed chmarą dłużników. A może gdzieś wyjechał i pod nowym szyldem i w
nowym miejscu odprawia podobne czary, dalej trzymając sztamę ze św.
Antonim, a szczególnie z ulubionym przez wielu gospodarczych szarlatanów
łańcuszkiem tegoż świętego. Ten mój znajomy, ktoś z rodziny, czy też po
prostu ja, nie wie już tego. Ale ja znając tą zupełnie typową w
gospodarczym świecie historię, domyślam się czemu nasi piłkarze
zapomnieli przez 9 miesięcy jak się gryzie trawę, jak się rzuca z
ofiarnością pod nogi przeciwnika, atakuje się rywala wypluwając płuca po
drodze i wymiotując po zakończonym meczu, po totalnym zajechaniu
organizmu. Ludzie na każdym stanowisku pracy są dokładnie tacy sami, ich
psychika również, a te kilka lub nawet kilkadziesiąt procent dodatkowych
możliwości można wycisnąć, gdy podstawowe umowy typu pensje i premie są
honorowane przez szefostwo. Gdy nie jest to spełnione, to zaczyna się
równia pochyła z nieuchronnym upadkiem, zakończonym zwyczajową
rewolucją. Rewolucja czasami przynosi efekty (Polonia), ale z reguły
kończy się tragicznie (Pogoń, KSZO). Co najgorsze bez dokonanej
rewolucji zostają w klubie mocno zawiedzeni zawodnicy, którzy nie mają
już serca do uczciwej pracy nawet wtedy, gdy potem wszystko jest już
załatwiane uczciwie. W Legii może będzie inaczej, bo przecież większość
naszych zawodników jest świetnymi specjalistami i może da radę u
większości spowodować powrót pewnych cech, dzięki którym rok temu
pogoniliśmy wszystkich w lidze. Najgorszą rzeczą jest rewolucja, bo w
większości przypadków po rewolucji jest rozpiździaj przez kilka lat. Ale
nie da się ukryć, że nie tylko piłkarze i trenerzy zawiedli tej wiosny.
Ktoś tu jeszcze dał dupy i niech się do tego przyzna, bo tylko
uczciwością może naprawić to, co z taką zapalczywością psuł od maja
zeszłego roku.

Podaj ten news dalej: