Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Błoga nieświadomość

czwartek, 24 kwietnia 2003 20:38
Genezyp Kapen

Wygląda, że dupnęło na dobre. Wyniki Legii – niezadowalające, gra – żenująca, atmosfera – beznadziejna, sytuacja – napięta. Na domiar złego powrotem na ławę trenerską grozi Janusz Wójcik, a dyrektor Olędzki odgryza się, że dokupi dwóch ogórków, którzy skopali naszym tyłek w Wodzisławiu. A żeby było jeszcze śmieszniej, CV do Legii złożył goalkeeper Kłak. Grzmią zewsząd głosy, żeby wywalić Okukę, sprzedać pół drużyny, a resztę gruntownie przebudować. Wytrawni prezesi Polmotolegii szukają winnych, bo piłkarze nie mają siły biegać. Okuka twierdzi, że z pustego to i Salomon nie naleje... i usiłuje jeszcze popracować do końca sezonu z graczami. Ci zaś są o krok od odęcia się na trenera, bo źle ich przygotował.
W tle tych wstrząsających wydarzeń kolejny zwarty aktyw działaczy i biznesmenów opracował śmiały plan reformy plajtującej ligi. Oczywiście redukcyjny.


Kac wiosenny

Mam wrażenie, że dopiero co bardziej spektakularne wyniki na murawie uzmysłowiły co poniektórym, że drużyny to my akurat nie mamy. Została skutecznie rozmontowana w zimie. Próby demontażu jakoś nie budziły zbyt wielkiego oburzenia, choć powinny. Według wyznawców teorii o cudach, zasługach i sprawiedliwości dziejowej, można było śmiało myśleć o obronie tytułu. Teraz ci sami najgorętsi orędownicy snów o potędze domagają się głów, egzekucji, wbijania na pal, wyprzedaży, przepędzania kułaków, przeprowadzenia łapanki w celu zdobycia inwestora.

W podobnej atmosferze wiosnę piłkarską kończyła Legia Smudy w 2000. I niestety trudno sądzić, by tamte wydarzenia potraktowane zostały jako lekcja historii, z której wyciągnięto wnioski. Zarząd zaczyna panikować, piłkarze czuć bezkarność, Okuce grunt osuwać się spod nóg, kibicom kończyć cierpliwość, a to dopiero kwiecień.


Wyprzęganie

O ile można konstatować, że puchary europejskie oddaliły się, to właśnie takie paniczne ruchy i atmosfera polowania na czarownice spowodują, że definitywnie Legia się z pucharami pożegna. Drużynie jak i całemu klubowi potrzeba solidnego wstrząsu, ale akurat nie w środku rozgrywek. Trzeba było robić rewolucję w przerwie zimowej. Skoro nie zrobiono, znaczy to, że była zgoda na status quo. Więc teraz proszę czekać do końca sezonu. Obarczenie winą Okuki za całe zło w środku rozgrywek będzie samobójstwem. Piłkarzom Legii nigdy tak dobrze się nie przegrywało, jak wówczas, gdy byli pewni, że cała wina spadnie i tak na trenera. I sytuacja adekwatna miała miejsce w 2000 r., kiedy to Smuda źle przygotował zespół (co nota bene wypominał wówczas Okuka....). Prawdę mówiąc nie pamiętam trenera, który prawidłowo przygotowałby legionistów do sezonu.

Teraz zostało kilka meczów ważnych dla układu tabeli i kilka prestiżowych, chociażby z Lechem i Widzewem. I trzeba zacząć myśleć o wygrywaniu takich pojedynczych spotkań, a nie tytułach, dubletach, pucharze UEFA czy transferach. O tym, że mamy miernych piłkarzy pisałem wielokrotnie. Tyle, że gramy w miernej lidze i nie bardzo jest na kogo ich wymienić. I nie bardzo jest za co. I nie jest to sytuacja nowa.


Polmograt

Taki przegrany sezon może mieć tylko jeden pozytywny aspekt. Polmot dostanie tak w kuper finansowo, ze będzie musiał odstąpić klub innemu właścicielowi za niską cenę. Być może za spłatę samych długów. Chyba, że uprzednio wyprzeda drużynę, żeby ratować własny tyłek.... Przyznam, że przypadek Polmotu może być odnotowany w wiekopomnych księgach jako prekursorski w języku pojęć prawnych, biznesowych i finansowych: Otóż Polmot to inwestor bez kapitału inwestycyjnego. W PRL-u przerabialiśmy takie twory jak dżem pomarańczowy z dyni, wyroby czekoladopodobne bez czekolady i etykieta zastępcza zamiast logo firmy. Teraz wnosimy wkład do świata pojęć kapitalistycznych.


Za wolność waszą i naszą

Skoro nawet najlepiej zarabiający polscy piłkarze nie są w stanie dorównywać poziomem piłkarskim średniakom europejskim, będzie coraz trudniej o kogoś, kto wyłoży duże pieniądze na utrzymywanie takich „artystów”. Przypuszczam, ze inwestorom łatwiej byłoby pewnie wyłożyć kilkadziesiąt mln złotych na pensje piłkarzy, którzy mogliby zaistnieć w europejskich pucharach, niż wyłożyć kilka milionów złotych na pensyjki grajków, którzy są w stanie rozgromić, ale ekipy klasy Szczakowianki Jaworzno. Rozmach inwestycyjny ograniczony tylko do polskiego podwórka coraz mniejszej liczbie firm się opłaca. A polskie bagienko futbolowe okazuje się zaporą trudną do przebycia. Inwestorzy odbili się już od kilku klubów. A jeśli zważyć, ile Bogusław Cupiał włożył w Wisłę, żeby osiągnęła to, co dotychczas osiągnęła, rachunek wcale nie jest przekonujący. O sukcesie można było mówić dopiero w tym roku, po bodaj sześciu latach inwestowania! A Cupiał wydał kilkadziesiąt milionów dolarów. Czego władze Legii mogłyby się nauczyć od szefa Telefoniki? Jedynie prostej reguły: chcesz się liczyć, nie wyprzedawaj najlepszych graczy, kupuj ich. Jeśli nie masz pieniędzy, nie łap się za Legię i w ogóle za futbol.


Żeby Polska rosła w siłę

Na hasło „reforma ligi” dostaję drgawek i skurczów dwunastnicy. Nasze środowisko piłkarskie od kilku lat reformuje ligę, nie bardzo wiedząc po co. Reforma z poprzedniego sezonu polegała na podziale na grupy i system sprawdził się. Stało się to powodem do... powrotu do starego systemu rozgrywek.

Kolejna próba dotyczyła bieżącego sezonu i we wstępnej wersji polegała na zmniejszeniu liczby drużyn w ogóle, by następnie w ramach aneksu do reformy polegać na ich zwiększeniu, ale względem poprzedniego zmniejszenia, a w konsekwencji zmniejszeniu względem pierwotnego stanu rzeczy.

Obecnie zapowiadana reforma ma polegać na... zmniejszeniu ligi.


Bez wnikania w szczegóły: reforma polega na skumulowaniu najlepszych graczy w kilku zespołach, a nie kilkunastu. To ma zapewnić lidze lepszą pozycję przetargową przy sprzedawaniu praw do transmisji po 2005, bo jest nadzieja że na futbolowym bezrybiu znajdzie się 88 pierwszoligowców reprezentujących należyty poziom sportowy.
Ośmiodrużynowa ekstraklasa w czterdzistomilionowym kraju może śmieszyć, ale obawiam się że polski potencjał piłkarski wystarcza co najwyżej na osiem klubów. Czyli piłkarzy u nas brakuje - vide kogo kupić do Legii?

Piłkarz Marek Koźmiński ocenił ten projekt jako próbę wprowadzenia półamatorstwa w niższych klasach rozgrywkowych – na wzór skandynawski. A przecież wielu naszych pierwszoligowych piłkarzy prezentuje właśnie poziom półamatorski!

Skoro PZPN przez tyle lat nie był w stanie wyegzekwować od klubów spełniania wymogów licencyjnych (UEFA) to być może bat wolnego rynku zadziała skuteczniej. Miejmy jednak świadomość, że problemem naszego piłkarstwa nie jest jednak nadmiar klubów czy ludzi uprawiających piłkę nożną, tylko ich zbyt mała liczba. Podobnie jak problemem nie jest zbyt wysoki poziom szkolenia, tylko poziom żałośnie niski. A w obecnej pojemności ekstraklasy i lig niższych szkolenie właśnie kuleje najbardziej. Ponadto zawiodły metody działania po dobroci, nie zadziałał ulubiony manewr wzięcia klubów na przeczekanie lub działania przez zaniechanie. Samo też się jakoś nie zrobiło.


Krok nad krawędzią

Stoimy zatem w obliczu redukcji. Tyle że stoimy nie pierwszy raz i jak dotąd kacykom klubowym udawało się unikać wiążących działań. Udawało się wynegocjować ze dwa miejsca w pierwszej lidze więcej. Ponieważ za przedsięwzięciem kryją się niemałe pieniądze, które jakaś stacja miałaby zapłacić klubom, determinacja wśród pomysłodawców może być tym razem większa. Problem w tym, że jeśli się uda, to przy takich inwestorach strategicznych jak Polniemot to klub z Łazienkowskiej może mieć kłopoty z utrzymaniem się w zredukowanej lidze.

Podaj ten news dalej: