Od pewnego czasu dochodziły mnie słuchy, że trener Janas skłania się do powołania. Jego obecność na trybunach nie sparaliżowała mnie, grałem najlepiej, jak potrafię - mówi Tomasz Jarzębowski, obrońca Legii, po spotkaniu z Dospelem Katowice (3:0) powołany na towarzyski mecz reprezentacji Polski, która w sobotę zagra z Belgią w Brukseli.
Na ogłoszonej w ubiegłym tygodniu przez Pawła Janasa liście był tylko jeden legionista, ale nie Jarzębowski, tylko starszy o całe piłkarskie pokolenie Jacek Zieliński. W meczu z Dospelem po starciu z byłym zawodnikiem Legii Moussą Yahayą doznał jednak kontuzji i do Brukseli nie może pojechać. Jednak nie tylko dlatego Jarzębowski znalazł się w kadrze - już wcześniej Janas sugerował, że po weekendowej kolejce może powołać jeszcze jednego obrońcę. I powołał - właśnie Jarzębowskiego.
25-letni zawodnik w ubiegłym sezonie, w którym Legia sięgała po mistrzostwo Polski, miał połowiczny udział w sukcesie. Zagrał tylko w rundzie jesiennej, a potem doznał ciężkiej kontuzji kolana. Miejsce na bocznej obronie zajął Siergiej Omieljańczuk. Po jego transferze do Arsenału Kijów na prawej obronie Legii miał grać Wojciech Szala, ale to on z kolei doznał kontuzji. I Jarzębowski po rocznej przerwie (w tym czasie przeszedł m.in. operację kolana) ponownie znalazł się w pierwszej jedenastce. Wiosną strzelał bramki w meczach z Amiką Wronki, KSZO Ostrowiec i teraz w piątek z Dospelem. W tej rundzie więcej goli spośród legionistów ma tylko Stanko Svitlica (siedem), a tyle samo (czyli po trzy) inni napastnicy - Cezary Kucharski i Marek Saganowski. W środę Jarzębowski może zadebiutować w drużynie narodowej. W niedzielę czekają go derby stolicy z Polonią. Dla niego jako jedynego w zespole warszawiaka to wydarzenie szczególne. A w ogóle jest pierwszym reprezentantem - legionistą urodzonym w stolicy od czasu, gdy w kadrze grał Wojciech Kowalczyk. A było to dawno, bo cztery lata temu.
Maciej Weber: Myślicie już o meczu z Polonią? Derby to zawsze jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu.
Tomasz Jarzębowski: Staramy się jeszcze o tym meczu nie myśleć. Musimy odpocząć po meczu z Dospelem. Choć już teraz można powiedzieć, że szykuje się bardzo ciężkie spotkanie. Postaramy się jednak wygrać i na Konwiktorskiej. Jeżeli chcemy osiągnąć cel, czyli wystartować w pucharach, to musimy wszystko wygrywać.
Żeby wygrywać trzeba strzelać bramki. Z tym jednak Tomasz Jarzębowski, najskuteczniejszy obrońca polskiej ligi, nie ma większego problemu. W meczu z Dospelem trafił Pan już trzeci raz na wiosnę. Jak by nie uderzyć, i tak pada bramka.
- Tak to wygląda. Czy strzelam nogą, czy głową, to piłka prawie zawsze wpada. Akurat mam szczęście. Jednak wcześniej miałem pecha. Przez prawie rok leczyłem kontuzję, nie mogłem występować na polskich boiskach i liczyłem, że karta w końcu się odwróci. Doczekałem się.
Do tej pory był Pan znany głównie z bramek strzelanych głową. Trafienie z Dospelem to chyba pierwsze pańskie w ekstraklasie uzyskane uderzeniem zza pola karnego.
- Zgadza się, z dystansu gola w pierwszej lidze jeszcze nie strzeliłem. Jednak nie jest to moje pierwsze trafienie nogą, bo takie już mi się zdarzały.
Strzał, po którym padła bramka, nie był jednak nadzwyczajny...
- Mierzyłem w długi róg, wyszło praktycznie w środek. Pomógł mi bramkarz. Myślę jednak, że ta wpadka nie załamie Jarka Tkocza. Takie błędy od czasu do czasu zdarzają się nawet najlepszym. On jeszcze będzie dobrze bronił.
Do piątku był Pan jednym z ostatnich polskich zawodników Legii, którzy nie mają w kartotece powołania do reprezentacji. Po meczu szatnię odwiedził selekcjoner Janas...
- Od pewnego czasu słyszałem, że trener Janas chce mnie powołać. Jego obecność na trybunach nie sparaliżowała mnie, grałem najlepiej, jak potrafię. Strzeliłem gola i - jak widać - przekonałem trenera. Wiem oczywiście, że kontuzji doznał Jacek Zieliński, ale nie wiem, czy to miało wpływ na moje powołanie, bo być może trener podjąłby taką decyzję niezależnie od tego zdarzenia.
Wcześniej w młodzieżowych reprezentacjach Polski za wiele Pan sobie nie pograł?
- Jednak zaliczyłem kilka występów w reprezentacji juniorów. I dwa właśnie u trenera Janasa na turnieju towarzyskim, w kadrze olimpijskiej.
Przeciwko obronie Legii w piątek zagrał Moussa Yahaya, do niedawna wasz klubowy kolega. Był ciężkim rywalem?
- Akurat ja nie miałem za wiele z nim do czynienia, bo krył go Marek Jóźwiak, a po zejściu Jacka Zielińskiego super sobie z nim radził Darek Dudek. Moussa faktycznie grał, ale za wiele sobie nie pograł.
Mecz mógł potoczyć się inaczej, gdyby w pierwszej połowie sędzia podyktował rzut karny dla katowiczan. Pan był bardzo blisko tego wydarzenia.
- Byłem. Leżałem na trawie, próbowałem wybijać piłkę, nie zauważyłem zawodnika GKS. Trudno powiedzieć, czy powinien być karny, czy nie. Takie sprawy rozstrzygają w Canal+ w kontrowersjach.
Rozmawiał: Maciej Weber