Marek Saganowski wsiadł wczoraj w samochód i pojechał odpoczywać do Łodzi. Zawodnik ten od kilku tygodni imponuje formą i wreszcie zyskał zaufanie trenera Okuki, który wystawia go w ataku obok Stanko Svitlicy. Od tego czasu serbski napastnik został całkowicie przyćmiony przez 25-letniego wychowanka ŁKS. Gol jego autorstwa strzelony w niedzielę na stadionie Polonii śmiało może kandydować do miana bramki sezonu.
A Sagan zaczyna przypominać kibicom, że w piłkę grać potrafi i może jeszcze pójdzie w ślady Włodzimierza Lubańskiego. Przypomnijmy, że Lubański debiutował w reprezentacji Polski, gdy miał 16 lat i 188 dni. A Saganowski jest na drugim miejscu tej listy, bo w kadrze zagrał po raz pierwszy w wieku 17 lat i 188 dni. było to 1 maja 1996 r. w Mielcu, kiedy to Polska zremisowała z Białorusią 1:1.
Marek Saganowski - nowy Włodzimierz Lubański. Jak podoba się panu takie określenie?
Marek Saganowski: Zdaję sobie sprawę, że jestem na drugim miejscu listy najmłodszych debiutantów reprezentacji Polski. Kiedy grałem mój pierwszy mecz w biało-czerwonych barwach, czytałem o tym w prasie. Nie sądzę natomiast, aby było na miejscu porównywanie nas. Bo czy można w ogóle porównywać dwóch piłkarzy?
Jak pan wspomina Lubańskiego?
- Wspominać to nie mam za bardzo co, bo urodziłem się za późno, żeby oglądać jego grę. Znam go jedynie z archiwalnych meczów, zachowanych na taśmach. Był to zawodnik, który strzelał dużo goli.
Myśli pan o powrocie do reprezentacji Polski?
- Na razie się nad tym nie zastanawiam. Moim podstawowym zadaniem jest utrzymanie formy i jak najlepsza gra w Legii.
Chyba nie będzie to problemem, bo Legia kryzys ma już najwyraźniej za sobą.
- Najważniejsze jest dla nas, aby nie oglądać się na nikogo i robić swoje. Cała drużyna gra dobrze, nie ma co wystawiać indywidualnych cenzurek. Nie tylko ja strzelam bramki, inni też potrafią trafiać do siatki. Wszyscy przegrywamy i wszyscy wygrywamy.
Rozmawiał: OLO
Wywiad
Porównanie nie na miejscu
środa, 7 maja 2003 09:48
Marek Saganowskiźródło: Przegląd Sportowy