Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Sprawiedliwość?

środa, 7 maja 2003 19:55
Karpikoźródło: Nasza Legia

W informacji PAP-u, cytowanej w wielu stacjach telewizyjnych i tytułach prasowych, można było przeczytać, że po meczu Wisła - Legia zatrzymano ok. 30 kibiców z Warszawy, którzy niezadowoleni z wyniku zaczęli demolować stadion. Informacja poszła w świat. Jednak prawdziwe w niej jest tylko zdanie mówiące o liczbie zatrzymanych. Kibicom nie postawiono żadnych konkretnych zarzutów. Mają jednak odpowiadać za "czynny udział w zbiegowisku". Co naprawdę wydarzyło się w Krakowie?


Wiadomo, że kibice bywają różni. Jedni dają się łatwo prowokować, inni są opanowani, bywają mili i niemili, grzeczni i niegrzeczni. Nie zmiania to jednak faktu, że organizator powinien mieć do nich wszystkich jednakowe, profesjonalne podejście. Trudno w końcu wymagać od kibiców, żeby zachowywali się poprawnie, kiedy zatrudniona przez organizatora ochrona sama zachowuje się bezmyślnie i prowokacyjnie. Nie chcemy tym tekstem niczego tłumaczyć, nie chcemy nikogo wybielać. Piszemy po to, żeby zwrócić uwagę na dosyć istotny problem skandalicznego traktowania kibiców przyjezdnych przez organizatorów meczów oraz przez mało profesjonalną ochronę.


Skąd się bierze gaz


Kilka tygodni temu opisywaliśmy historię, która miała miejsce w sektorach Legii po zakończeniu meczu Wisła-Legia. Przypomnijmy pokrótce, że zaraz po końcowym gwizdku sędziego w sektorach gości (starym i dostawionym specjalnie na ten mecz) doszło do użycia gazu przez ochronę w stosunku do kibiców Legii. Zatrzymano 30 wybranych osób z Warszawy.

Całe zamieszanie rozpoczęło się tuż po końcowym gwizdku sędziego. Wiślacy spokojnie zaczęli opuszczać stadion, kiedy do kibiców Legii podeszli ich piłkarze. Kibice, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zgromadzili się pod płotem, żeby podziękować piłkarzom za grę. Stadion Wisły odbiega pod tym względem znacznie od wszelkich pozostałych obiektów w Polsce, gdzie piłkarze po zakończonym meczu mogą swobodnie podejść do fanów i przybić tzw. "piątkę". Na obiekcie Wisły jest to po prostu niemożliwe, bo potrójny kordon ochrony z niewiadomych przyczyn nikogo nie dopuszcza bliżej, niż na 20 metrów. W sektorze było spokojnie, nikt nie starał się forsować ogrodzenia, ani nie niszczył czegokolwiek. Na płocie ktoś zapalił jeden szalik Wisły.

Najprawdopodobniej właśnie tlący się materiał podziałał pobudzająco na ochronę z Impela. Służba porządkowa przystąpiła do interwencji. Nie gaszono jednak szalika. W pierwszej kolejności użyto gazu łzawiącego wobec kibiców bijących brawa piłkarzom. Reakcja kibiców była łatwa do przewidzenia i zrozumiała - kilku z nich zaczęło przez płot pyskówkę z ochroniarzami. Nic to nie dało, bo Impel gazował dalej, tym razem tych, którzy nieświadomi akcji w drugiej części sektora ściągali z płotu flagi. W tym czasie tlący się szalik, niegaszony, spokojnie dopalał się na płocie. Część starszych kibiców oraz dziewczyn podeszła pod bramę, prosząc o jej otworzenie, by można było wyjść z chmury gazu. Brama niestety pozostała zamknięta na kłódkę, a cała grupa kibiców musiała się dusić w wolno rozchodzących się chemikaliach.

Widząc reakcję ochrony oraz całkiem słusznie traktując ją jako prowokację wobec kibiców zgromadzonych na "starym" sektorze, kibice z drugiego sektora - dostawki, zareagowali bardziej nerwowo i zaczęli rzucać w ochronę różnymi przedmiotami. Trzeba tu wyjaśnić, że kibice na tym meczu byli podzieleni na dwie grupy i byli zamknięci w dwóch osobnych klatkach, nie mających ze sobą żadnej komunikacji. Trybuna "nowa" okazała się niestety prowizorką, na dodatek źle skleconą, bo po bramce dla Legii dwa segmenty kratownicy z krzesełkami nie wytrzymały radości cieszących się kibiców i po prostu odpadły, a siedzący tam kibice dosłownie pocałowali matkę Ziemię. Właśnie te rozsypujące się krzesełka w ilości kilku sztuk (według naszych obserwacji) poleciały z "dostawki" w ochronę. Po około 10 minutach obie strony (ochrona i kibice) uspokoiły się, ale myliłby się ten, kto by myślał, że sprawa się zakończyła. Przez około pół godziny kibice siedzieli zamknięci w klatkach. Później zaczęła się...


...łapanka


Kibice z obu sektorów byli wyprowadzani pojedynczo i szli przez szpaler ochroniarzy. Kto się krzywo spojrzał, miał szansę być tym "rozpoznanym". Trzeba dodać, że sektor gości jest chyba najsłabiej oświetlonym sektorem na stadionie Wisły, przez co zarówno w czasie gazowania, jak i w czasie łapanki panował tam półmrok. Ochroniarze nie używali do rozpoznania żadnych materiałów pomocniczych typu zdjęcia, film itd. Wyglądało to na selekcję według następującego klucza - łysy? bierzemy go!, ten ma kaptur na głowie! - jazda z nim! O ile z sektora-dostawki zatrzymanie kibiców można jakoś uzasadnić (lecące na bieżnię przedmioty) o tyle sens zatrzymania kibiców z sektora "starego", gdzie nie działo się dosłownie nic, pozostaje zagadką.

Zatrzymani kibice w kilku przypadkach byli kopani i szarpani przez agresywnych ochroniarzy. Osobiście byłem świadkiem zdarzenia, kiedy jeden z kibiców został złapany za włosy z tyłu głowy i uderzony nią w bok autobusu. Przy całej interwencji ochrony była obecna również policja. Sama nie interweniowała, a w stosunku do kibiców zachowywała się poprawnie i spokojnie.

Co najbardziej bulwersujące, sprawa agresywnego zachowania się ochrony nie dotyczyła tylko kibiców. Kilku fotoreporterów obecnych na murawie, mimo że byli ubrani w regulaminowe kamizelki, zostało również poszarpanych za to, że próbowali robić zdjęcia gazującym ochroniarzom.


Paragraf musi być!


Zatrzymanych kibiców trzymano w Krakowie przez pełne 48 godzin. W tym czasie przesłuchano ich i początkowo chciano poprzez tryb doraźny osądzić całą grupę przed sądem grodzkim. Ten wariant odpadł z niewiadomych dla nas przyczyn i można się tylko domyślać, że zeznania ochroniarzy okazały się po prostu niewiele warte. Przez te 48 godzin prokuratorom pracującym nad sprawą nie udało się postawić konkretnego zarzutu żadnemu z kibiców. Kibiców trzeba było w końcu wypuścić, a ponieważ według niepisanej zasady (jak już człowiek się znalazł w prokuraturze, to chociażby dlatego, żeby nikt się nie ośmieszył bezpodstawnym zatrzymaniem, jakiś paragraf zawsze musi się znaleźć...), postawiono dopasować wszystkim jak leci zarzut grupowego niszczenia mienia z paragrafu 254 KK. Czyli cytując: "Art.254. 1. Kto bierze czynny udział w zbiegowisku, wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

Zarzut jest o tyle pozbawiony sensu, że dosyć trudno nie przebywać w grupie, skoro jest się zamkniętym na kłódkę w klatce 20x10 metrów, nie mając żadnej szansy na wydostanie się z niej... No, ale to już problem pana prokuratora, skoro sobie taki paragraf wymyślił do udowodnienia, bo oczywiście wierzymy, że nadal w naszym kraju obowiązuje zasada, iż każdy pozostaje niewinnym, dopóki mu się winy nie udowodni. Akurat w tym przypadku prokurator będzie musiał udowodnić nie tylko sam fakt przebywania w grupie, ale również, zgodnie z treścią artykułu KK, czynny w niej udział. Dodatkową "karą" zastosowaną przez prokuraturę był dozór policyjny. Tutaj też tak się dziwnie złożyło, że tę karę dostało akurat pierwsze 11 osób, które dowieziono na przesłuchanie. Późniejsi przesłuchiwani kibice tego "zaszczytu" już nie dostąpili.


Stratna Wisła


O co w ogóle jest cały szum? Postaraliśmy się dowiedzieć, jakie straty poniósł klub Wisła w związku z całym incydentem. Początkowo podczas zatrzymania kibicom przedstawiono rachunek na kwotę trochę przekraczającą 11.000 zł, kiedy poprosiliśmy o wyszczególnienie zniszczonych rzeczy, kwota nagle wzrosła do ponad 18.000, przy czym z nadesłanej faktury jasno wynikało, że jakiekolwiek straty dotyczą wyłącznie sektora dostawionego, czyli rozsypującej się prowizorki, o której pisaliśmy wcześniej. Za co zatem będą odpowiadać zatrzymani kibice ze "starego" sektora, gdzie nic nie uległo zniszczeniu i nikt nie stracił zdrowia?

Ciekawe, ile prawdy byłoby w stwierdzeniu, że kwota jest zbliżona do kwoty, jaką musiała zapłacić z bólem serca Wisła za wynajęcie trybuny. Klub z Krakowa bardzo się martwił faktem dodatkowych kosztów i przed meczem przysłał nawet do Legii pismo, w którym zwracając uwagę na poniesione przez nich wydatki, miał nadzieję, że kibice Legii nie pomylili się w szacunkach i będą w stanie w całości zapełnić nowy sektor. Jak było, wszyscy wiemy - bilety poszły jak świeże bułki, a wielu chętnych odeszło spod kas z kwitkiem.

Najbardziej żałosną informację o całym zdarzeniu podała PAP, gdzie następnego dnia można było przeczytać, że w Krakowie zatrzymano ok. 30 kibiców Legii, którzy niezadowoleni z wyniku meczu zaczęli demolować stadion.

Tak właśnie buduje się obraz kibica w społeczeństwie i poczucie sprawiedliwości wśród piłkarskich fanów.

Podaj ten news dalej: