Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Mam szacunek dla Legii

czwartek, 15 maja 2003 23:01
Piotr Mosórźródło: Gazeta Wyborcza

Polska piłka powinna opierać się na takich meczach, bo na trybunach zawsze jest komplet widzów - mówi obrońca Widzewa Piotr Mosór. W sobotę jego drużyna podejmuje Legię.


W Legii był przez prawie sześć lat. W tym czasie zdobył dwa razy Puchar Polski, był wicemistrzem kraju. Był mistrzem Polski i ćwierćfinalistą Ligi Mistrzów, ale jeszcze jako rezerwowy. Obdarzony bardzo mocnym strzałem zawodnik głównie z dystansu strzelił dla Legii we wszystkich rozgrywkach 11 goli. Odszedł zimą 1999 roku, a z klubu wyrzucił go... Franciszek Smuda, który wtedy od niedługiego czasu prowadził Legię. Mosór odkąd odszedł z Legii, zwiedził kilka klubów, ale w żadnym - ze względu na trudny charakter nie zakotwiczył na długo. Był w Widzewie, potem w Pogoni Szczecin, Wiśle Płock, a teraz znowu jest w Łodzi.


Zainteresowanie meczem z Legią jest ogromne. Widział Pan kolejki przed kasami?

Piotr Mosór: Widziałem. Mecze Widzewa z Legią zawsze wywołują duże zainteresowanie. Na stadionach w Łodzi i Warszawie jest komplet. Tak samo będzie w sobotę.


A czy w szatni czuć już atmosferę meczu?

- Oczywiście. O meczach tych drużyn zawsze mówiło się na długo przed ich rozpoczęciem. Zwykle spotkania Legii z Widzewem decydowały o mistrzostwie. Teraz stawka też jest duża, bo Widzew gra o życie, a Legia o puchary. Musimy zrobić wszystko, żeby tego spotkania nie przegrać, a może nawet wygrać. Trzeba jednak docenić klasę Legii, bo to aktualny mistrz Polski. Co prawda, w tym sezonie nie idzie jej najlepiej, ale gra w pucharach na pewno Legii się należy.


W poprzednim sezonie nie było meczów Widzewa z Legią.

- Są spotkania, które zawsze wzbudzają duże zainteresowanie, choćby derby Warszawy czy Łodzi. A mecz Widzewa z Legią to jakby derby. Kiedy grałem na Śląsku, to takie mecze jak pomiędzy moim Ruchem Chorzów a Górnikiem Zabrze czy też Górnikiem a GKS Katowice mieliśmy często. Jednak nawet tam zawsze z zainteresowaniem odbieraliśmy wiadomości na temat meczów Legii z Widzewem. To prawie święto, więc mobilizacja piłkarzy zawsze będzie większa niż przy innych okazjach. Polska piłka powinna opierać się na takich meczach, bo na trybunach zawsze jest komplet widzów. Kilka lat temu grałem w derbach Łodzi. Na stadion przyszło tysiąc kibiców ŁKS i reszta Widzewa. To było coś fantastycznego. Poza tym dla tych kibiców to wielka frajda. Gramy przecież po to, by dać ludziom przyjemność. Teraz w lidze jest dużo zespołów z mniejszych miast. Te kluby mają większy kapitał, ale brakuje im atmosfery na stadionach.


Pamięta Pan swój poprzedni mecz na stadionie Widzewa już w roli zawodnika łódzkiej drużyny?

- Oczywiście, że pamiętam.


Kiedy Dariusz Gęsior strzelił zwycięską bramkę podbiegł Pan do trenera Legii Franciszka Smudy, pytając jaki jest wynik.

- Bardzo dobrze pamiętam tamto zdarzenie. Już wszystko sobie z trenerem wyjaśniliśmy. Były duże emocje, a obaj chcieliśmy wygrać. Teraz pracujemy razem, przegraliśmy tylko jeden mecz, idziemy do przodu. Zależy nam na utrzymaniu Widzewa. Nie przyszliśmy do Łodzi dla pieniędzy. Piłkarzom naprawdę zależy na utrzymaniu. Nikt z nas nie chce mieć przyczepionej etykietki, że spuścił Widzew do II ligi.


Chce Pan coś udowodnić Legii?

- Chcę zrobić wszystko, by wygrał Widzew. W Legii spędziłem miłych sześć lat. Do nikogo nie odwrócę się plecami. Nie pokażę kibicom żadnych obraźliwych gestów. Mam szacunek dla Legii.


A przyjaciół?

- Oczywiście. Grałem z Jackiem Zielińskim, Czarkiem Kucharskim, Adamem Majewskim, Tomkiem Sokołowskim. Chcę wygrać, a po meczu podać im rękę i z uśmiechem zejść do szatni.


Atak Legii tworzą Stanko Svitlica i Marek Saganowski. Jest kogo się obawiać?

- Na pewno. Marek udowodnił w derbach Warszawy, że jest dobrym piłkarzem. Wypadek zahamował jego karierę, lecz wraca do wysokiej formy. Svitlica to piłkarz, który może zdobyć bramkę z niczego. To najgorsze dla obrońcy. Nie można go zostawić samego nawet na sekundę.


Gra Pan na prawej obronie.

- Nie wiem, gdzie będę grał i czy w ogóle wyjdę na boisko. To zależy od trenera.


W Legii zabraknie Tomasza Kiełbowicza...

- To będzie duże osłabienie Legii. Byłem na meczu z Wisłą Płock i widziałem jego bramkę z rzutu wolnego. To bardzo niebezpieczny zawodnik. Nawet jeśli go zabraknie, to są inni, którzy potrafią strzelić z dystansu.


W końcówce meczu z Groclinem w obronie Widzewa grali Giuliano, Stasiak, Węgrzyn i Darcy. Nie boi się Pan, że w sobotę zabraknie dla Pana miejsca?

- To zależy od trenera. Nie mogę nic zrobić, tylko udowodnić przez tych kilka dni, jakie zostały do meczu, że zasługuję na miejsce w składzie.


Oczekujecie dodatkowej premii przed spotkaniem z Legią?

- To nie jest potrzebne, bo i tak zrobimy wszystko, by wygrać i utrzymać się w lidze.


Rozmawiał Bartłomiej Derdzikowski

Podaj ten news dalej: