Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wolę grać w ataku

poniedziałek, 19 maja 2003 08:59
Cezary Kucharskiźródło: Gazeta Wyborcza

"Po raz kolejny przeszliśmy do historii. Wcześniej nie przegraliśmy 33 kolejnych spotkań, a teraz po 26 latach pokonaliśmy Widzew na jego boisku. To cieszy najbardziej" - mówi Cezary Kucharski po meczu z Widzewem.


Robert Błoński: W pierwszej połowie doszło do starcia między Panem a Kazimierzem Węgrzynem. Długo się Pan zwijał z bólu.


Cezary Kucharski: Dostałem korkiem w achillesa. Mam ranę. Ja z tym ścięgnem mam kłopoty, dlatego ból był dotkliwszy. Ale na szczęście mogłem grać po przerwie.


Ten faul to chyba jedyne zło, jakie spotkało Legię na boisku. W 65. min strzelił Pan gola. Pomyślał Pan o tym, że Legia nie wygrała w Łodzi od 26 lat?


- Nie było na to czasu. Do końca zostawało sporo minut. Wygrana nie była pewna. Ale to był bardzo ważny moment. Widzew musiał postawić wszystko na jedną kartę, zaatakować. Otwierała się szansa na kontrataki. I tak zdobyliśmy te gole.


Co zadecydowało o zdobyciu bramki: intuicja, doświadczenie czy podanie Tomasza Sokołowskiego?


- Najbardziej intuicja. Poszedłem do piłki. Mamy opracowany schemat, kto przy rzutach rożnych idzie na pierwszy, a kto na drugi słupek. Piłka przeleciała nad wszystkimi. Zatrzymała się na mojej głowie. Na szczęście trafiłem w bramkę, bo już - np. w ostatnim meczu - miałem podobne okazje, ale ich nie wykorzystywałem.


Czy zwycięstwo w Łodzi ma dla Pana szczególne znaczenie?


- Po raz kolejny przeszliśmy do historii. Wcześniej nie przegraliśmy 33 kolejnych spotkań, a teraz po 26 latach pokonaliśmy Widzew na jego boisku. To cieszy najbardziej. Bo wygrać tu nie jest łatwo, to nie jest słaby zespół. A mecze z nami, niezależnie od zajmowanych miejsc, zawsze są emocjonujące. Dziś jednak mieliśmy więcej atutów.


Nie boi się Pan kar od działaczy?


- Kar? Jakich? Za co?


Za oddanie koszulek kibicom.


- (śmiech) Żartowaliśmy sobie nawet na ten temat. Ja już kiedyś, także po meczu w Łodzi, w którym strzeliłem gola, oddałem znajomemu kibicowi swoją koszulkę. Zrobiła się niesłychana awantura, pokłóciłem się z byłym dyrektorem sportowym i miałem przerwę w występach w Legii. Ale nie ma co do tego wracać. Zaręczam, że teraz to nie był mój pomysł z oddawaniem koszulek. Proszę działaczy, żeby mnie nie karali. Ktoś rzucił taką propozycję i my to podchwyciliśmy. Przyjechało tu 500 osób, byli z nami w trudnych momentach. Nikt się nie sprzeciwił. Dla tych, którzy dostali te koszulki, to wielka sprawa, przeżycie. Chyba sprawiliśmy im radość.


Przy stanie 3:1, kiedy do końca - łącznie z doliczonym czasie - było siedem minut, nie przypomniał się Panu pewien mecz, w którym Legia miała już dwubramkową przewagę?


- Nie. Dziś byliśmy lepsi, stworzyliśmy więcej okazji, gola powinniśmy zdobyć przed przerwą. Szkoda straconej bramki, no ale to tak na otarcie łez dla kibiców Widzewa, których tylu przyszło na dzisiejszy mecz.


Mam wrażenie, że kluczowym momentem było wejście Adama Majewskiego i przesunięcie Pana do ataku. Ten pierwszy uspokoił grę w drugiej linii, Pan rozruszał atak. Nie minął kwadrans i było 3:0.


- Tak to wyglądało. Trener miał dobrą intuicję.


Na której pozycji lepiej się Panu gra: w ataku czy w pomocy?


- Chyba jednak w ataku. Czułem się pewniej, wiedziałem, jak się zachować. W pomocy też gra mi się nieźle, nie narzekam. Ale czasem po prostu nie wiem, jak się ustawić. Brakuje mi praktyki meczowej, za mało grałem na tej pozycji.

Rozmawiał: Robert Błoński

Podaj ten news dalej: