Po raz ostatni strzelił Pan bramkę 12 kwietnia w meczu z KSZO. Zła passa została wreszcie przełamana.
Stanko Svitlica: Trudno mówić o złej passie. Przecież ostatnio wygrywamy i strzelamy gole. Kiedy ja ich nie zdobywam, robią to Marek Saganowski albo Czarek Kucharski. Ważne są wyniki. Przez miesiąc byłem atakowany przez dziennikarzy za to, że nie strzelam goli, ale nie przejmowałem się tym.
Jest Pan liderem klasyfikacji strzelców. Marzy Pan o koronie?
- Nie myślę o tym. Mamy szansę gry w europejskich pucharach i to jest nasz główny cel.
Przy pierwszej bramce nad boiskiem unosił się dym, mimo to dokładnie rozegraliście akcję.
- Po omacku nie strzelałem. Widziałem dokładnie gdzie jest piłka i gdzie mam ją kopnąć.
Czuł Pan presję przy rzucie karnym? Atmosfera na trybunach była wyjątkowa.
W tego typu sytuacjach, gdy decydują się losy meczu niezwykle trudno zachować spokój. Ja jednak jestem dobrze przygotowany psychicznie do wykonywania jedenastek. Tyrajski dotknął piłkę, ale najważniejsze, że wpadła do bramki. Oba gole dedykuję mojemu synowi Zvezdanovi.
Odejdzie Pan z Legii?
- Trudno mi teraz o tym mówić. Chciałbym zostać, ale każdy wie, jaka jest sytuacja Legii. Nawet jak odejdę, to i tak wrócę do Warszawy i w Legii skończę karierę. Nie ma takiego zespołu, klubu, kibiców i atmosfery jak w Warszawie.