Wydawało się, że pomyłki sędziego Zbigniewa Marczyka w meczu Garbarnia - Legia przejdą do historii, tak jak wiele poprzednich. Jednak tym razem sprawa ma ciąg dalszy. Ceniony wcześniej arbiter został zawieszony przez PZPN i w tym sezonie już nie poprowadzi meczu ligowego...
W meczu Garbarnia - Legia nie popisał się pan i PZPN zareagował błyskawicznie. Został pan zawieszony.
Zbigniew Marczyk: Przeczytałem o tym w telegazecie, wcześniej nic nawet nie podejrzewałem. To chyba jakaś pokazowa akcja pana prezesa Listkiewicza. W Jaworznie sędziowałem bardzo dobrze. Taką samą opinię wyraził obserwator Suchanek oraz dwóch delegatów, panowie Nowak i Smulski.
Świetnie pan prowadził ten mecz, tylko, że Legii należały się dwa rzuty karne.
- Obejrzałem powtórki i twierdzę, że w pierwszej sytuacji - z Kucharskim - o rzucie karnym nie było mowy. Jeśli chodzi o drugą, z boiska też wyglądało, iż nie można było dać jedenastki, natomiast telewizja pokazała - moim zdaniem - że na dwoje babka wróżyła. Ja osobiście uważam, że nie popełniłem błędu.
A więc spisek?
- Nie umiem pozbierać myśli, wciąż jestem w małym szoku. W co drugim meczu sędziowie się mylą, w telewizji analizuje się te wpadki, a potem temat znika. Ze mną jest inaczej - od razu mnie zawieszono. Trudno mi znaleźć wytłumaczenie. Jestem w szoku.
Trener Legii też jest w szoku, bo uważa, że przez pana nie wygrał.
- Po meczu trener Okuka nic takiego nie powiedział. Nie słyszałem w ogóle żadnego złego słowa pod swoim adresem. Wprost przeciwnie, same pochwały. I ja sam czułem, że poprowadziłem mecz na dobrym poziomie. Domyślam się, że wynikiem były zainteresowane Legia Warszawa i Ruch Chorzów. Może naciski z tych stron przyniosły taką decyzję prezesa Listkiewicza. Pewnie były głosy, aby mnie zlikwidować.
Czyli zemsta Legii i Ruchu?
- Tego wprost nie powiedziałem, ale tak sobie pomyślałem. Po prostu pokazówka prezesa Listkiewicza.
Podobno w październiku miał pan skończyć karierę, a zrobi pan to już teraz.
- Miałem skończyć w październiku? Nie wiem, skąd te plotki. Z końcem grudnia przestanę być sędzią międzynarodowym, ale w lidze mogę prowadzić mecze jeszcze przez dwa lata. Chyba, że komuś bardzo zależy, aby było inaczej...
Ofiarą nie jest pan, ale Legia.
- Jaką ofiarą? Nikt z Legii się na mnie po meczu nie skarżył.
Okuka się skarżył w rozmowie z nami.
- Ja mówię o tym, co było po meczu. Kierownik Ireneusz Zawadzki zapytany przez pana Nowaka, czy ma jakieś uwagi, powiedział: "Absolutnie żadnych".
A może nam się nie podobać, że opuścił pan, w świetnym humorze i w towarzystwie działacza Garbarni, stadion w Jaworznie dopiero o dziesiątej wieczorem?
- Wyjechałem wcześniej.
Dobrze, dokładnie o 21.50.
- Nie wiem, może i tak, nie spoglądałem na zegarek. Przepisy nie regulują, jak długo można zostać na stadionie.
Etyka reguluje.
- Mecz się skończył o siódmej. Trzeba było omówić z obserwatorem mecz, to już mamy prawie ósmą. Trzeba się też wykąpać. To wszystko zajmuje czas. Do domu jechałem samochodem, byłem na miejscu o czwartej rano. Przed podróżą chyba można wypić kawę?
A kim były dwie śliczne dziewczyny w szatni?
- Ooo, jeśli ktoś tak szczegółowo wszystko widział, to musi się rozczarować - to były dwie kuzynki sędziego asystenta, Andrzeja Jaremki. Obie mieszkają w Gliwicach. Miały prawo nas odwiedzić.
Ładne są?
- Mnie to nie interesuje!
Legia nie pierwszy raz ma do pana pretensje. Kiedyś prowadził pan mecz Śląsk - Legia i zdaniem niektórych "skręcił" pan gości.
- Gdy drużyna osiąga słabsze wyniki, ludzie doszukują się usprawiedliwień. Dobrze poprowadziłem tamten mecz.
Byłem na tym meczu i dobrze to pan nie sędziował.
- Fachowcy ocenili moją pracę wysoko!
Wojciech Kowalczyk jest fachowcem? Bo on powiedział, a później napisał, że rozumie, iż można pomagać komuś za pieniądze, za kobiety, ale to co pan robił było już dużą przesadą.
- Nie interesuje mnie pan Kowalczyk i jego książka. Może sobie mówić i pisać co chce!
Nie dziwi pana, że po pana zdaniem dobrze prowadzonym meczu jedna z drużyn ma nie pierwszy raz wielkie pretensje?
- Oczywiście, że pojawiają się wątpliwości, ale proszę sobie spokojnie obejrzeć tamten mecz. Czasami przyznaję rację piłkarzom, ale wtedy naprawdę sędziowałem bardzo dobrze.
Można rzec, że był pan świetny?
- Nie mówię, że świetny. Sędziowałem na dobrym poziomie!
Rozmawiał: Krzysztof Stanowski