Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Zlikwidowali mnie

środa, 28 maja 2003 10:52
Zbigniew Marczykźródło: Przegląd Sportowy

Wydawało się, że pomyłki sędziego Zbigniewa Marczyka w meczu Garbarnia - Legia przejdą do historii, tak jak wiele poprzednich. Jednak tym razem sprawa ma ciąg dalszy. Ceniony wcześniej arbiter został zawieszony przez PZPN i w tym sezonie już nie poprowadzi meczu ligowego...


W meczu Garbarnia - Legia nie popisał się pan i PZPN zareagował błyskawicznie. Został pan zawieszony.


Zbigniew Marczyk: Przeczytałem o tym w telegazecie, wcześniej nic nawet nie podejrzewałem. To chyba jakaś pokazowa akcja pana prezesa Listkiewicza. W Jaworznie sędziowałem bardzo dobrze. Taką samą opinię wyraził obserwator Suchanek oraz dwóch delegatów, panowie Nowak i Smulski.


Świetnie pan prowadził ten mecz, tylko, że Legii należały się dwa rzuty karne.


- Obejrzałem powtórki i twierdzę, że w pierwszej sytuacji - z Kucharskim - o rzucie karnym nie było mowy. Jeśli chodzi o drugą, z boiska też wyglądało, iż nie można było dać jedenastki, natomiast telewizja pokazała - moim zdaniem - że na dwoje babka wróżyła. Ja osobiście uważam, że nie popełniłem błędu.


A więc spisek?


- Nie umiem pozbierać myśli, wciąż jestem w małym szoku. W co drugim meczu sędziowie się mylą, w telewizji analizuje się te wpadki, a potem temat znika. Ze mną jest inaczej - od razu mnie zawieszono. Trudno mi znaleźć wytłumaczenie. Jestem w szoku.


Trener Legii też jest w szoku, bo uważa, że przez pana nie wygrał.


- Po meczu trener Okuka nic takiego nie powiedział. Nie słyszałem w ogóle żadnego złego słowa pod swoim adresem. Wprost przeciwnie, same pochwały. I ja sam czułem, że poprowadziłem mecz na dobrym poziomie. Domyślam się, że wynikiem były zainteresowane Legia Warszawa i Ruch Chorzów. Może naciski z tych stron przyniosły taką decyzję prezesa Listkiewicza. Pewnie były głosy, aby mnie zlikwidować.


Czyli zemsta Legii i Ruchu?


- Tego wprost nie powiedziałem, ale tak sobie pomyślałem. Po prostu pokazówka prezesa Listkiewicza.


Podobno w październiku miał pan skończyć karierę, a zrobi pan to już teraz.


- Miałem skończyć w październiku? Nie wiem, skąd te plotki. Z końcem grudnia przestanę być sędzią międzynarodowym, ale w lidze mogę prowadzić mecze jeszcze przez dwa lata. Chyba, że komuś bardzo zależy, aby było inaczej...


Ofiarą nie jest pan, ale Legia.


- Jaką ofiarą? Nikt z Legii się na mnie po meczu nie skarżył.


Okuka się skarżył w rozmowie z nami.


- Ja mówię o tym, co było po meczu. Kierownik Ireneusz Zawadzki zapytany przez pana Nowaka, czy ma jakieś uwagi, powiedział: "Absolutnie żadnych".


A może nam się nie podobać, że opuścił pan, w świetnym humorze i w towarzystwie działacza Garbarni, stadion w Jaworznie dopiero o dziesiątej wieczorem?


- Wyjechałem wcześniej.


Dobrze, dokładnie o 21.50.


- Nie wiem, może i tak, nie spoglądałem na zegarek. Przepisy nie regulują, jak długo można zostać na stadionie.


Etyka reguluje.


- Mecz się skończył o siódmej. Trzeba było omówić z obserwatorem mecz, to już mamy prawie ósmą. Trzeba się też wykąpać. To wszystko zajmuje czas. Do domu jechałem samochodem, byłem na miejscu o czwartej rano. Przed podróżą chyba można wypić kawę?


A kim były dwie śliczne dziewczyny w szatni?


- Ooo, jeśli ktoś tak szczegółowo wszystko widział, to musi się rozczarować - to były dwie kuzynki sędziego asystenta, Andrzeja Jaremki. Obie mieszkają w Gliwicach. Miały prawo nas odwiedzić.


Ładne są?


- Mnie to nie interesuje!


Legia nie pierwszy raz ma do pana pretensje. Kiedyś prowadził pan mecz Śląsk - Legia i zdaniem niektórych "skręcił" pan gości.


- Gdy drużyna osiąga słabsze wyniki, ludzie doszukują się usprawiedliwień. Dobrze poprowadziłem tamten mecz.




Byłem na tym meczu i dobrze to pan nie sędziował.


- Fachowcy ocenili moją pracę wysoko!


Wojciech Kowalczyk jest fachowcem? Bo on powiedział, a później napisał, że rozumie, iż można pomagać komuś za pieniądze, za kobiety, ale to co pan robił było już dużą przesadą.


- Nie interesuje mnie pan Kowalczyk i jego książka. Może sobie mówić i pisać co chce!


Nie dziwi pana, że po pana zdaniem dobrze prowadzonym meczu jedna z drużyn ma nie pierwszy raz wielkie pretensje?


- Oczywiście, że pojawiają się wątpliwości, ale proszę sobie spokojnie obejrzeć tamten mecz. Czasami przyznaję rację piłkarzom, ale wtedy naprawdę sędziowałem bardzo dobrze.


Można rzec, że był pan świetny?


- Nie mówię, że świetny. Sędziowałem na dobrym poziomie!


Rozmawiał: Krzysztof Stanowski

Podaj ten news dalej: