Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Tureckie złoto

poniedziałek, 2 czerwca 2003 15:11
Jacek Magieraźródło: Piłka Nożna

- Z czym kojarzy się pan dzień 8 maja 1993 roku?

- Też mi pytanie. Reprezentacja Polski do lat 16 zdobyła złoty medal na mistrzostwach Europy w Stambule.


- Podstawowy skład, jako ówczesny zastępca kapitana, potrafi pan wymienić o każdej porze dnia i nocy?

- Najczęściej graliśmy w takim oto ustawieniu: w bramce Andrzej Bledzewski, prawy obrońca to Mirosław Szymkowiak, lewy – Marcin Drajer, stoperem był kapitan – Mariusz Kukiełka. Przed nim na początku grał Marcin Thiede, ale po kontuzji jego miejsce zajął Artur Wyczałkowski. W pomocy Marek Kowalczyk i ja po bokach oraz Maciej Terlecki i Marcin Szulik w środku. Pierwszym wchodzącym był w tej formacji Piotr Bielak. Parę napastników tworzyli Artur Andruszczak i Wojciech Rajtar. Ponadto na zmiany wchodzili Tomasz Kosztowniak, Arkadiusz Radomski.


- Po trzech latach mozolnej pracy spełniło się wasze wielkie marzenie.

- Rzeczywiście, było to nasze marzenie. Do Turcji jechaliśmy raczej nie po złoty medal.


- Ale krążki tego koloru wręczono wam jeszcze przed rozpoczęciem tureckiej imprezy.

- Gdy jechaliśmy autokarem z lotniska w Stambule do odległej o dwieście kilometrów, położonej w Azji, Bursy nasz opiekun – Turek polskiego pochodzenia – rozdał nam złote medale uczestników tej imprezy. Żartowaliśmy sobie wówczas: skąd UEFA wie, że będziemy najlepsi na tej imprezie?


- Wy podeszliście do tematu bardzo poważnie i postanowiliście nie wyprowadzać szefów europejskiego futbolu z błędu.

- Nie będę owijał w bawełnę. Baliśmy się pierwszego meczu ze Szwajcarami w Mustafakamalpasa. Widzieliśmy Helwetów na turnieju na Węgrzech. Papa Smurf, czyli trener Andrzej Zamiliski obawiał się, aby nie zjadła nas trema.


- Skończyło się jednak tylko na strachu.

- Tak. Gola straciliśmy już w drugiej minucie meczu. Wyrównał jeszcze przed przerwą Terlecki. Techniką i przebojowością w grze imponował znawcom futbolu, którzy oglądali tureckie mistrzostwa. Muszę też oddać należny szacunek Bledzy. Nie tylko w tym meczu nasz bramkarz wzniósł się na poziom zarezerwowany dla dużo starszych adeptów bramkarskiego fachu.


- Docenił to nawet Jarosław Bako. Ówczesny bramkarz Besiktasu przekazał Bledzewskiemu komplet bramkarski firmy Reusch.

- Bledza był bardzo dumny. Każdy młody chłopak marzył o dobrym sprzęcie, ale Andrzej był na tym punkcie lekko zwariowany. Pamiętam, że długo i skutecznie molestował doktora Jacka Stachowiaka, któremu udało się wymienić z Włochami na dresy. A nam pozostało mu tylko zazdrościć. PZPN wyposażył ekipę w stroje wątpliwej jakości. Niebieskie dresy, w których było nam zimno przy niskiej temperaturze. A gorąco, gdy wzrosła powyżej dwudziestu stopni.


- Jednak sprzęt ponoć nie gra. Przekonali się o tym wasi kolejni rywale.

- Muszę przyznać, że mieliśmy bardzo dobre rozeznanie, czym mogą nas zaskoczyć zarówno Irlandczycy jak i Islandczycy.


- Zadbał o to drugi trener?

- Rzeczywiście, pan Ryszard Dorożała jeździł na mecze naszych rywali, które odbywały się w tym samym czasie co nasze. Trener Zamilski otrzymywał raporty, które cechowała poznańska solidność.


- W przygotowaniach do kolejnych spotkań pojawiły się też... przesądy.

- Tak. Zasugerowaliśmy trenerowi Dorożale, aby nie jechał z nami w autokarze na spotkanie ćwierćfinałowe z Belgią. Zawarliśmy ze szkoleniowcem układ. Pan Dorożała idzie na odległy o kilka kilometrów stadion pieszo, my natomiast wygrywamy z Belgami. Przyznaję, że musieliśmy się solidnie napracować, aby dotrzymać obietnicy.


- Garstka kibiców na stadionie w Bursie trzymała waszą stronę.

- Pamiętali, że w miejscowym klubie Buraspor ze sporym powodzeniem występował napastnik Andrzej Pałasz. Szkoda, że Solo, czyli Kosztowniak, nie wykorzystał kilku doskonałych okazji strzeleckich. Kiedy doszło do strzelania jedenastek największą odpornością nerwową wykazali się Puma i Kowal.


- Czyli?

- Drajer i Kowalczyk.


- Awans do półfinałów oznaczał, że ekipa musiała się przeprowadzić do Stambułu.

- O ile hotel w Bursie trzymał przyzwoity standard, to ten w Stambule wręcz przeciwnie. Wraz z Francuzami, Czechami, Włochami i Słowakami zamieszkaliśmy w jakiś obskurnym motelu położonym pomiędzy drogą szybkiego ruchu prowadzącą na lotnisko, a brudnym i śmierdzącym Morzem Marmara. Odór dochodzący znad tego akwenu był tak dokuczliwy, że lepiej było nie otwierać okien w pokojach. Dziecinnych rozmiarów tapczany nie pasowały zawodnikom, z których większość mierzyła 180 centymetrów.


- Idąc na posiłki do stołówki mogliście się natknąć na waszych rywali – Francuzów i Włochów.

- Francuzi, z którymi wygraliśmy w półfinale zachowywali się normalnie. Natomiast Włosi próbowali nas zdenerwować przed decydującym meczem o mistrzostwo Europy. Pokazywali, że poderżną nam gardła. Kiedy spotykaliśmy się w alejkach prowadzących na stołówkę naśladowali chód marynarzy na statku.


- W decydującej o złotym medalu potyczce na stadionie Inonu utarliście nosa pewnym swego Włochom.

- Był to chyba nasz najlepszy mecz w tych mistrzostwach. Szczególnie jego pierwsza połowa. Tylko naszemu kiepskiemu zdecydowaniu pod ich bramką zawdzięczają Włosi, że stracili bramkę dopiero w 21 minucie. Złotego, bo jak się potem okazało jedynego gola, zdobył Szulik. Pomocnik Dozametu Nowa Sól wykończył solową akcję Kowalczyka. W bramce Włochów stał niejaki Gianluigi Buffon.


- Po ostatnim gwizdku sędziego większość z was miała łzy w oczach.

- Płakali nie tylko zawodnicy, ale także trenerzy i kierownik Waldemar Wojciechowski. Kiero przed meczem finałowym obiecał, że przypadku zdobycia złotego medalu zaprosi nas na swoja działkę. Upłynęło już dziesięć lat i my wciąż czekamy na spełnienie obietnicy.


- Na pożegnanie Turcji UEFA organizowała dla uczestników wystawne bankiety.

- Dotyczyło to zarówno opuszczających ten kraj po rozgrywkach grupowych jak i na samo zakończenie turnieju. Pożegnalne rauty odbyły w najlepszych hotelach, by ostatnie wrażenie zatarło to, co było mniej przyjemne. Atrakcją wieczoru były występy tancerki wykonującej tak popularny tam taniec brzucha. Poza tym każda z ekip musiała zaprezentować coś ze swojego repertuaru. Były więc i „Kalinka”, „ O sole mio”, taniec Zorby, Kazaczok. My jak na mistrzów przystało wybraliśmy słynny utwór Queen: We are the champions.


- Kto próbował się wcielić w rolę Freddiego Mercurego?

- Maciek Terlecki chyba najlepiej z nas znał język angielski. Było to o tyle zrozumiałe, że przebywał przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych, gdzie jego ojciec grał w lidze halowej. Zresztą pan Stanisław przyjechał do Stambułu, by podtrzymywać na duchu następcę.


- Mistrzostwo Europy oprócz sławy przyniosło wam również gratyfikację finansową?

- Dostaliśmy od PZPN po 53 miliony starych złotych. UFKiS przyznał nam medale za wybitne osiągnięcia sportowe. Uroczystego wręczenia dokonano na Stadionie Śląskim przed meczem eliminacyjnym pierwszej reprezentacji z Anglią w maju 1993 roku.


Rozmawiał Kazimierz Oleszek

Podaj ten news dalej: