Nie milknie afera dotycząca sędziego Zbigniewa Marczyka. Tempo podaje, że kierownictwo Legii Warszawa odwołuje się od decyzji PZPN, do centrali piłkarskiej pisma śle zdegradowany Ruch.
"Z jednej strony cieszę się, że zarzuty nie potwierdziły się i Marczyk nie naruszył prawa, ale też smucę się, że złamał on zasady moralne obowiązujące w środowisku sędziowskim. Prowadziłem około 1500 meczów, z tego 200 w pierwszej lidze i ani razu nie zdarzyło mi się, żeby odwiedzały mnie na meczu jakieś dziewczyny. Marczyk wygłupił się z tymi pannami. Nie miał prawa zabierać jakichkolwiek kobiet na mecz, choćby były z jego rodziny" - ocenił prezes.
"Sprawa nie jest jeszcze zakończona. Wprawdzie wydział dyscypliny nie znalazł nic na arbitra, ale zajmie się tym jeszcze Polskie Kolegium Sędziów. Nie może ukarać pana Marczyka dyscyplinarnie, ale na przykład może nie uwzględnić go przy obsadzie najbliższych meczów ligowych. Zaznaczę jednak, że Marczyk to bardzo dobry sędzia, jeśli chodzi o zachowanie na murawie, tylko czasami dziwnie zachowuje się poza boiskiem. Ta sprawa z kuzynkami nie jest pierwszą, że przypomnę choćby niechlubny epizod z trenerem Wójcikiem w Śląsku Wrocław bodaj dwa lata temu. Czasami sędzia Marczyk dostaje zaćmienia" - stwierdził Listkiewicz.
"Wydaje mi się, że Legia i Ruch podchodzą do sprawy pod publiczkę, chcąc zyskać sympatię kibiców. Chciałbym poznać w tej sprawie stanowisko władz Ligi Polskiej. Walkower teraz Szczakowiance nie grozi. Chyba żeby udowodnić, że klub inspirował sędziego, ale czegoś takiego przecież nie było" - dodał Listkiewicz.