Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Winę biorę na siebie

poniedziałek, 9 czerwca 2003 07:49
Dragomir Okukaźródło: Życie Warszawy

Dlaczego Legia zajęła w sezonie 2002/2003 tylko czwarte miejsce?

Dragomir Okuka: Wszystkie problemy zaczęły się po zdobyciu mistrzostwa Polski. Z drużyny odeszli Murawski, Karwan, Czereszewski, zaś wcześniej Kowalewski. Wiosną sprzedano Omeljańczuka i Stanewa. Później nadeszły problemy finansowe, piłkarze grozili strajkiem. Nie ominęły nas także kontuzje: Dudka, Szali, Zielińskiego, Wróblewskiego. Mieliśmy zbyt wąską kadrę i nie było w zespole rywalizacji. Biorąc to wszystko pod uwagę, okazało się, że zabrakło nam punktów.


Jest Pan rozczarowany?

- Gdyby brakowało 7 czy 10 punktów do miejsca gwarantującego udział w rozgrywkach o europejskie puchary, nie rozpaczałbym. Ale zabrakło tylko jednego... Jestem z tego powodu rozczarowany.


A może Legia po prostu jest słaba?

- Nie zgadzam się z tą opinią. Przecież zespół doskonale prezentował się w lidze i spotkaniach pucharowych z takimi drużynami jak Barcelona, Utrecht czy Schalke. Nawet wiosną, która była dla nas nieudana, rozegraliśmy kilka dobrych spotkań m. in. z Lechem, z Widzewem, którego pokonaliśmy na ich boisku po 27 latach, czy zwycięstwo przy Konwiktorskiej nad Polonią po 10 latach. W końcówce wygraliśmy pięć meczów z rzędu. Pokonaliśmy także wyraźnie GKS, który wyprzedził nas w tabeli. Przegraliśmy puchary w pierwszych kolejkach rundy wiosennej, kiedy piłkarze słabo się prezentowali. Doszedł nowy bramkarz i boczny obrońca, gdy uciekł Stanew i odszedł Omeljańczuk. Jarzębowski wrócił po kontuzji. Formacja obronna, która zawsze była naszą siłą, okazała się słabsza. Po urazie Boruca, Mijanović dostał zbyt wcześnie szansę. Z Omeljańczukiem i Stanewem nie przegralibyśmy z Wisłą i Odrą. Nie można mówić, że Legia grała źle. Po prostu zabrakło szczęścia. W moim zespole nie ma takiego zawodnika, który mógłby zadecydować o losach meczu. W Wiśle jest Kosowski, Uche, Głowacki, Żurawski, Kuźba, a mimo to walczyliśmy bardzo długo z nimi o tytuł mistrza. Myślę, że zespół, mimo wszystko, dał kibicom dużo radości, choć oczekiwania po mistrzostwie Polski były duże. Trzeba na zimno przeanalizować wszystkie za i przeciw, żeby więcej to się nie powtórzyło. Poza tym w przyszłości Legię trzeba wzmocnić właśnie klasowymi zawodnikami takimi, jakich ma Wisła.


Czuje się Pan winny? Czwarte miejsce jest dla Pana porażką.

- Winę biorę na siebie. Bo to ja jestem odpowiedzialny za wynik.


Może przygotowania do rundy wiosennej były zbyt ciężkie? Piłkarzom brakowało przecież świeżości.

- W Polsce spotkałem się tylko z tym, że wszyscy twierdzą, iż zawodnicy są zmęczeni, brak im świeżości, są nierówne boiska. Kiedy się pracuje, każdy człowiek może popełniać błędy i na pewno popełnia. Ale po przeanalizowaniu wszystkiego na spokojnie myślę, że nie popełniłem błędu w przygotowaniach do sezonu. Problemem Legii w tym sezonie było odejście w ostatniej chwili dwóch podstawowych zawodników z linii obrony. Nie było czasu, żeby ich zastępcy przygotowali się do pierwszych meczów z Groclinem, Amiką, Wisłą. Na początku sezonu kilku zawodników doznało kontuzji. Mogli zastąpić Omeljańczuka: Dudek, Zieliński, Szala. Dodając do tego fatalną skuteczność w decydujących meczach z Ruchem i Szczakowianką, znaleźliśmy się poza pucharami.


Dlaczego tak późno dał Pan szansę Markowi Saganowskiemu?

- Wypatrzyłem go w Odrze Wodzisław, kiedy siedział na ławce rezerwowych. Wszyscy dziwili się, po co go ściągam do Legii. Powiedziałem, zobaczycie, ten chłopak ma talent. Będzie strzelał gole. Mieliśmy wtedy trzech napastników: Kucharskiego, Svitlicę i Yahayę. Wszyscy pytali mnie, dlaczego wprowadzam rezerwowego zawodnika Odry do Legii. Ci sami pytają mnie teraz, dlaczego nie dałem mu szansy wcześniej? Nie mogłem tego zrobić. Proszę pamiętać, że Saganowski był po poważnym wypadku. Musiałem mieć pewność, że Marek jest już w odpowiedniej formie i fizycznej, i psychicznej. I z perspektywy czasu sądzę, że w dobrym momencie stał się podstawowym zawodnikiem Legii.


Zarzucano Panu, że nie daje Pan szansy gry młodym zawodnikom.

- Legia to wielka drużyna, w której nie ma czasu na naukę. Od Legii wymaga się zawsze gry na najwyższym poziomie, goli, zwycięstw i sukcesów. Młody zawodnik w Legii musiałby być dwa razy lepszy od starszego, żeby zająć jego miejsce. Bo na boisku nie liczą się tylko umiejętności, ale także rutyna, spryt boiskowy. Pytano mnie często, dlaczego grają Vuković i Kucharski, a nie młodzi. Moim zdaniem obaj są wartościowymi zawodnikami, a ci, którzy czasem dostawali szansę i grali za nich, wcale nie prezentowali się lepiej. W Legii praktycznie jest tylko jeden taki zawodnik, który na razie jest talentem, ale nie oszlifowanym. To Mariusz Zganiacz. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby Legia miała młodych zawodników, którzy już teraz mogliby prowadzić grę. Niestety rzeczywistość jest inna, Legia nie ma wartościowych, młodych piłkarzy. Na razie Mariusz jednak nie jest w stanie zastąpić "Aco" Vukovica. Na to trzeba jeszcze poczekać rok, może dwa. Zganiacz dostaje swoją szansę i gra tyle minut, ile nakazuje zdrowy rozsądek i sytuacja na boisku. Co do Golańskiego, to chłopak ma pecha, bo non stop prześladują go kontuzje, więc siłą rzeczy nie mógł grać.


Dlaczego nie chciał Pan zgłosić zespołu do rozgrywek Pucharu Intertoto?

- Moim zdaniem wcześniej łatwiej było awansować do rozgrywek Pucharu UEFA. Teraz niezwykle trudno się przebić z Pucharu Intertoto. W pierwszej i drugiej rundzie gra się ze słabszymi drużynami, ale już w trzeciej można trafić na klasowe drużyny niemieckie czy hiszpańskie, a w czwartej i piątej dochodzą jeszcze zespoły włoskie czy francuskie. W ubiegłym roku ton rozgrywkom nadawały Werder, Malaga czy Bologna. Z pewnością w walce z którąś z renomowanych drużyn ponieślibyśmy porażkę. A tak wykorzystam czas na zmianę stylu, zespołu. Drużyna odpocznie i będzie mi łatwiej ją przygotować do nowego sezonu.


To znaczy, że zostanie Pan w Legii?

- Wszystko powinno rozstrzygnąć się w czwartek albo piątek.


Gdyby Pol-Mot Holding miał nadal 80 procent akcji w Legii, gdyby ich nie sprzedał, zostanie Pan?

- Nie lubię bawić się w hipotezy. Mam już propozycję od prezesa Pol-Mot Holding Andrzeja Zarajczyka przedłużenia kontraktu, więc być może zostanę.


Lubi Pan Warszawę?

- Tu jest bardzo fajnie. Osiągnąłem z zespołem Legii mistrzostwo Polski, wywalczyłem Puchar Ligi, pobiłem kilka rekordów, przełamałem niejedną złą passę. Poza tym była to moja pierwsza praca poza granicami Serbii i Czarnogóry. W tak wymagającym klubie udało mi się spełnić wiele marzeń. Moi podopieczni zmierzyli się z tak słynnymi drużynami, jak Barcelona czy Valencia. Poznałem wspaniałych kibiców, którzy pokazali mi jak wygląda prawdziwy doping i szczere podziękowanie za sukces. W gorszych momentach, kiedy niektóre dzienniki żądały mojego odejścia, czułem wsparcie prezesa Zarajczyka, który cały czas darzył mnie zaufaniem. I dziękuję mu za to, bo bez obustronnego zaufania nie byłoby sukcesów. Myślę, że nie zawiodłem oczekiwań w 2002 roku. Mam jedynie żal, że w ubiegłym roku, po tych wszystkich sukcesach Legia nie została wybrana przez dziennikarzy najlepszą drużyną w Polsce. Byliśmy dwukrotnie lepsi od Wisły, ale to krakowski zespół odbierał nagrodę. Mimo to, na pewno wszystkie chwile spędzone w Warszawie i sukcesy z Legią będę pamiętał do końca życia.


Prezes Zarajczyk twierdzi, że istnieje wielkie prawdopodobieństwo, iż akcji Legii S.S.A. nie sprzeda. Co będzie Pan chciał zmienić w Legii?

- Nie zagramy w rozgrywkach o Puchar UEFA i żałuję, że kibice nie obejrzą meczów z udziałem zagranicznych drużyn. Ale będzie okazja do wprowadzenia do zespołu nowych piłkarzy. Wiem, że nie ma pieniędzy. Spodziewam się, że kilku zawodników odejdzie, a do drużyny mogą dołączyć jedynie ci, którzy są w posiadaniu swojej karty. Ci dobrzy są dla Legii zbyt drodzy. Ale mam nadzieję, że znajdą się tacy, jak Saganowski czy Surma albo Dudek, którzy odnaleźli się w Legii.


Z zespołem trenuje Dickson Choto. Jak ocenia Pan jego umiejętności?

- W Dębicy nadarzyła się okazja, żeby go sprawdzić. Ale grając przeciwko Piszowi, Świerczewskiemu czy Włodarczykowi nie sprawdził się zbytnio.


Jak będą wyglądały przygotowania do kolejnego sezonu?

- Do 26 czerwca zawodnicy mają wolne. Później będziemy trenować w Warszawie. Następnie wyjeżdżamy do Francji, gdzie zagramy z czołowymi zespołami tego kraju. Po powrocie do Polski będziemy przygotowywać się do rozgrywek ligowych, które rozpoczynają się w połowie lipca na naszych obiektach.


Czego Panu życzyć?

- Spokoju i zdrowia.

Rozmawiał Maciej Rowiński

Podaj ten news dalej: