Opowiedz nam o swoich początkach. Zawsze chciałeś być bramkarzem?
Łukasz Załuska: Bez żartów! Zacząłem grać w wieku 7 lat i oczywiście jak wszyscy chłopcy chciałem strzelać bramki. Niestety, okazało się że wyjątkowo kiepski ze mnie napastnik. Na szczęście znalazłem dla siebie odpowiednie miejsce na boisku.
Pierwszy klub w jakim występowałeś to...
...Ruch Wysokie Mazowieckie. Pochodzę z tego miasta i właśnie tam stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki. W Wysokiem Maz. trenowałem do 15 roku życia, potem otrzymałem możliwość dalszego rozwoju w Szamotułach, gdzie znajduje się jeden z lepszych w Polsce ośrodków kształcenia młodych piłkarzy. Uznałem, że warto spróbować.
I spróbowałeś...
Powiedzmy. Posiedziałem w Szamotułach 2 miesiące i uciekłem z powrotem do domu.
Jak to?!
Zwyczajnie. Byłem jeszcze małolatem, który pierwszy raz w życiu wyjechał zupełnie sam tak daleko od rodziny. Tęskniłem za domem, więc postanowiłem wrócić.
Co na to rodzice?
Mama oczywiście bardzo się ucieszyła, że znów będzie mnie miała przy sobie. Ojciec nie był zadowolony, ale jednocześnie uznał, że to moje życie i sam muszę zdecydować czego właściwie chcę. Tato chciał żebym piłkarsko ciągle się rozwijał a w Wysokiem Mazowieckiem nie było to możliwe. Zresztą po jakimś czasie ja też zrozumiałem, że Szamotuły to moja ostatnia szansa. Dlatego po roku jeszcze raz spróbowałem szczęścia, tym razem z pozytywnym skutkiem.
Szamotuły to Wielkopolska, a jak Wielkopolska to oczywiście Lech. Odwiedzałeś stadion przy Bułgarskiej żeby kibicować poznaniakom?
Od dziecka sympatyzowałem z Legią, więc kompletnie nie interesowały mnie mecze Lecha. Miałem natomiast okazję grać swój ligowy mecz na Bułgarskiej. Podczas pobytu w Szamotułach grałem jednocześnie w IV ligowych Obornikach Wlkp. Drużyna ta występowała w jednej lidze z rezerwami Lecha i właśnie podczas meczu z rezerwami zaliczyłem debiutancki występ na pierwszoligowej płycie. Inna sprawa, że przy pustych trybunach.
Liceum kończyłeś w Szamotułach?
W Szamotułach nie, ale dość blisko bo w Poznaniu.
Koledzy z klasy wiedzieli komu kibicujesz?
Nie rozpowiadałem wszem i wobec, że moim ulubionym klubem jest Legia. Nie jestem samobójcą! Co tydzień kupowałem na dworcu w Poznaniu „Naszą Legię” i szybko chowałem ją w środek „Przeglądu Sportowego”. Lekturę NL rozpoczynałem w bezpieczniejszych miejscach niż poznański dworzec główny...
Po pewnym czasie zgłosił się po ciebie Stomil. Jak wspominasz pobyt w Olsztynie?
W Stomilu pełniłem rolę zmiennika Wyłupskiego. Udało mi się nawet rozegrać 4 ligowe spotkania, ale o statystykach wolę nie mówić. Trochę bramek puściłem.
No tak. Na przykład 6 w jednym spotkaniu...
Taaak. Chociaż tych bramek, które wpuściłem w meczu z Legią akurat nie muszę się wstydzić.
Opowiedz o swoich wrażeniach z tego meczu.
Szczerze mówiąc od początku miałem przeczucie, że ten mecz nie skończy się dla mnie dobrze. Wybiegam na przedmeczową rozgrzewkę a z trybuny gości rozlega się donośne „wypier...!!!”. No ładnie – pomyślałem - niezłe powitanie zgotowali mi ziomale po szalu. Jadą po mnie a przecież kibicujemy tej samej drużynie!
Większość piłkarzy którzy przychodzą do Legii twierdzi, że od zawsze kibicują właśnie Legii. To taki sposób żeby przypodobać się kibicom?
Wcale nie chcę się przypodobać! Mówię po prostu jak jest. A prawda jest taka, że przyjeżdżałem na Legię w roli kibica zanim jeszcze tak na dobrą sprawę zacząłem poważnie myśleć o zawodzie bramkarza.
No to jakie mecze Legii widziałeś?
Byłem na Legii gdy ta grała z Goeteborgiem, Blackburn i Panathinaikosem. Także z Żylety oglądałem derby ’99, które wygraliśmy po golu Giuliano. Poza tym gdy trenowałem w Szamotułach kilka razy jeździłem na mecze Legii do pobliskich Wronek.
Wróćmy na chwilę do meczu Stomil - Legia.
Wyszło jak wyszło. Wiadomo, że na Legię każdy mobilizuje się podwójnie. Tak samo było w Stomilu. Sęk w tym, że legioniści również wystąpili w Olsztynie wyjątkowo skoncentrowani.
W czym pomógł im chyba trochę trener Stomilu, Marek Chojnacki?
To prawda. Przed tym spotkaniem w jednej z gazet ukazała się wypowiedź trenera Chojnackiego, w której stwierdził, że „Legia to już tylko nazwa”. W Olsztynie Legia chciała więc za wszelką cenę pokazać, że z marką „Legia” trzeba się liczyć zawsze, bo występy w tych barwach do czegoś zobowiązują. I pokazała. Szkoda tylko, że to ja 6 razy musiałem wyciągać piłkę z siatki. Niezły pogrom...
Akurat do ciebie trener Stomilu nie miał po tym meczu pretensji. Wprost przeciwnie - stwierdził, iż pomimo tych 6 bramek byłeś najjaśniejszym punktem drużyny.
To były miłe słowa, ale niespecjalnie mnie pocieszyły. Raz, że 6 bramek to co by nie powiedzieć 6 bramek i żadna pochwała tego nie zmieni. Dwa, że po takim występie nie miałem co liczyć na zainteresowanie trenerów i działaczy z Warszawy moją osobą.
To znaczy, że już wtedy byłeś przez Legię obserwowany?
Nie, ale pomimo tego chciałem dobrze wypaść w tym meczu. Wiadomo - przyjadą trenerzy, może moja gra wpadnie komuś w oko? Może dostanę szansę aby pokazać się w Warszawie? Po meczu w Olsztynie straciłem jednak nadzieję.
A jednak rok później znalazłeś się w Legii.
To, że Legia się mną zainteresowała było dla mnie dużym zaskoczeniem. A kiedy zdecydowano się podpisać ze mną umowę nie namyślałem się długo. Kontrakt mam ważny do 2007 roku i mam nadzieję, że uda mi się go wypełnić.
Pierwsze wrażenia z Legii?
Na pierwszy trening przyjechałem trochę za wcześnie. Do szatni wprowadził mnie trener Kubicki. Jako, że jeszcze nikogo nie było zająłem sobie miejsce i cierpliwie czekałem na resztę chłopaków. Później okazało się, że zająłem miejsce Murasia, który akurat odchodził do Bielefeldu. Teraz siedzę między Aco Vukovicem i Markiem Jóźwiakiem.
Miałeś jakieś problemy z aklimatyzacją?
Żadnych! Tyle się mówi o tym, że w Legii jest specyficzna, ciężka atmosfera, że niełatwo się tu zaaklimatyzować. Tymczasem tak naprawdę każdy jest przyjmowany bez problemów. Podejrzewam , że dużo trudniej byłoby mi się odnaleźć w jakimś śląskim klubie. Na zgrupowania kadry młodzieżowej przyjeżdżali chłopaki ze Śląska i czasem trudno było zrozumieć o co im chodzi. Nawijali gwarą a ty stałeś i potakiwałeś, chociaż tak naprawdę nie miałeś zielonego pojęcia o czym mówią. Tam dopiero muszą być problemy z aklimatyzacją! W Legii brakuje mi natomiast wspólnych wyjść. Wiem, że w innych drużynach od czasu do czasu piłkarze pójdą razem do klubu czy restauracji. W Legii jest inaczej – po treningu każdy wsiada w samochód i jedzie do domu. Z drugiej strony zdecydowana większość kolegów ma żony, dzieci i rodzinne obowiązki nie pozwalają im na zbyt częste spotkania z kolegami.
Trafiłeś do Legii w czasie gdy o miejsce w bramce rywalizowali Radek Stanew i Artur Boruc. Gdybyś to ty miał ustalać meczowy skład, w pierwszej jedenastce bronił by Rado czy Artek?
Ciężkie pytanie... Gdybym miał ich oceniać tylko na podstawie samych treningów to u mnie w pierwszym składzie grałby zdecydowanie Artek. Na treningach prezentował się dużo lepiej od Radka, bardziej się spinał podczas ćwiczeń. Rado dla odmiany na treningach był bardzo wyluzowany i niewiele rzeczy mogło wytrącić go z równowagi. Z tym, że Radek wchodził do bramki podczas meczu i bronił rewelacyjnie, obserwując go na boisku nie miałem wątpliwości, że trener słusznie robi stawiając na niego. Wszystko mu się udawało – miał poparcie prasy, kibiców i bronił naprawdę bardzo dobrze. Dla zawodnika takie poparcie kibiców jest bardzo ważne. Nabiera się wtedy pewności siebie. Dużo rozmawiałem z Radkiem i wiem który mecz na Legii był dla niego najcięższy. Wbrew pozorom nie był to mecz z Barceloną, Schalke czy Wisłą, tylko pierwszy ligowy mecz w Warszawie, kiedy wracał do pierwszego składu po kontuzji. Gdy Radek wyszedł na rozgrzewkę trybuny powitały go głośnym okrzykiem... „Artur Boruc”. Zdecydowanie nie czuł się wtedy najlepiej.
Doping pomaga?
Kiedy masz za sobą kilka tysięcy kibiców może cię to naprawdę uskrzydlić. Niestety, na trybunach można też spotkać ludzi, którzy skreślają zawodnika po jednym nieudanym zagraniu i już do końca meczu musi wysłuchiwać obelg kierowanych w jego stronę. Oglądam mecze z trybuny krytej i często jestem świadkiem takich sytuacji. To na pewno nie pomaga a wręcz przeciwnie - rozprasza.
Większość kibiców jest jednak z wami na dobre i na złe co udowadniają tworząc niezapomnianą oprawę spotkań. Która z choreografii zrobiła na tobie największe wrażenie?
Witamy w piekle! Niezła była też derbowa choreografia z panoramą miasta, ale piekiełka nic nie przebije. Przynajmniej do tej pory nie widziałem lepszej kartoniady.
Który z polskich bramkarzy jest twoim zdaniem najlepszy?
Zdecydowanie Grzesiek Szamotulski!!! Jest najlepszy, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ma też specyficzny charakter - widać, że im więcej adrenaliny, tym lepiej broni. Na Legii grał przed publicznością, która mobilizuje, ale i wymaga i grał w takich warunkach świetnie. We Wronkach chyba brakuje mu odpowiednich bodźców bo nie spisuje się tam na miarę swoich możliwości. Zresztą zapytany o to, czego najbardziej brakuje mu we Wronkach, odpowiedział „300 kibiców Legii”. Zdecydowanie nie służy mu spokojny i senny klimat Wronek – to jest facet stworzony do walki ! Gdy jest w formie – zdecydowanie bezkonkurencyjny.
Porozmawiajmy o tym jak organizujesz sobie czas wolny.
Właściwie nie ma o czym rozmawiać, bo zwykle nie robię nic. Najgorzej jest zorganizować sobie czas przed popołudniowym treningiem. Wtedy najczęściej do 11 leżę w łóżku, później jadę przekąsić coś na Torwar. Czasem wyskoczymy gdzieś z kilkoma kolegami z drużyny. Wcześniej grywałem trochę na komputerze, ale... się zepsuł i już nie grywam.
A z internetu korzystasz?
W Warszawie nie mam dostępu, ale staram się korzystać dość regularnie. Legialive też odwiedzam :)
Wrażenie robią Twoje tatuaże. Co przedstawiają?
Nie mogę powiedzieć co przedstawiają! To tajemnica państwowa (śmiech). Mówiąc całkiem poważnie, nie znam osoby, która po zrobieniu pierwszego tatuaża nie myślałaby o kolejnych. Ja też ciągle zmieniam swoje wzory, ostatnio np. powiększyłem tatuaż na ramieniu. Myślałem też o zrobieniu wzoru dłoni składającej się w literę “L”, ale znajomi odradzili mi to strasząc plażowymi niebezpieczeństwami. Jeszcze nad tym pomyślę...
Zmieniając trochę temat - czy dla piłkarzy Legia to tylko miejsce pracy czy coś więcej?
Nie mogę tego ocenić bo nie siedzę w skórze kolegów. Znam natomiast podejście do tematu Jarzy, Wróbla, czy Artura Boruca i wiem, że dla nich Legia to coś więcej niż miejsce pracy. Tak samo chyba nikt nie ma wątpliwości, że mocno związani z klubem są Jacek Zieliński i Czarek Kucharski.
A ty czujesz się prawdziwym legionistą?
Kibicuję Legii, ale jako piłkarz nic dla niej nie zrobiłem i jest za wcześnie bym mógł nazywać siebie prawdziwym legionistą. Mam nadzieję, że za kilka lat będę mógł z dumą właśnie tak siebie określać, ale najpierw muszę zacząć grać! Mam już 21 lat i jest to wiek ,w którym bramkarz powinien regularnie występować na boisku wyżej niż tylko w IV ligowych rezerwach.
Więc co - wypożyczenie?
Prawdopodobnie tak. Nie wiadomo czego możemy się spodziewać po sezonie, ma zmienić się właściciel klubu, chodzą też słuchy o nowym trenerze. Niezależnie jednak od tego muszę grać bo to ostatni gwizdek. Trener Okuka nie ma zaufania do młodych piłkarzy i postawił na swojego rodaka Mijanovica, dla mnie nie ma miejsca nawet na ławce rezerwowych. Nie czuję się gorszy od Zorana i chcę to udowodnić!
Jakie zespoły wchodzą w grę?
Jest jeszcze za wcześnie żebym wskazał jedną drużynę. Chodzi jednak o kilka drużyn II ligi. Chcę regularnie występować na boisku i pokazać , że warto na mnie stawiać. A potem wrócić do Warszawy i bronić bramki Legii.
Rozmawiała turi_CF
Wywiad
Muszę zacząć grać
poniedziałek, 9 czerwca 2003 21:17
Łukasz Załuska