Tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej pozwoliłem sobie napisać tekst pod tytułem "Samozagłada". Nie przypuszczałem wtedy, iż niektóre zawarte w nim zdania będą prorocze i sprawdzą się na zakończenie sezonu. Chodzi mi głównie o to, że miałem wielkie wątpliwości co do tego, czy Legia obroni mistrzowską koronę z roku 2002. Nie trzeba było wtedy być wielkim znawcą futbolu, aby przewidzieć, że będzie to ponad siły "Wojskowych" i "majstra" zagarnie zdecydowanie najlepsza w tym sezonie krakowska Wisła. Nikt jednak nie przewidział, że w 2003 roku Legii zabraknie nawet w europejskich pucharach! Brak "Wojskowych" w tych rozgrywkach to na pewno wielka strata dla futbolu nad Wisłą. Można bowiem przypuszczać, że gdyby Legia w nich wystartowała, nie spisałaby się gorzej niż przed rokiem, kiedy to mogliśmy pasjonować się meczami z FC Utrecht (który wywalczył nie tak dawno Puchar Holandii, gromiąc w finale słynny Feyenoord) czy Schalke 04. Brak Legii w rozgrywkach o puchar UEFA to również olbrzymia strata finansowa dla klubu z ulicy Łazienkowskiej. W swoim felietonie przewidziałem również odejście Dragomira Okuki, Ajazdina Nuhiego oraz Stanko Svitlicy. Co prawda Stanko w chwili obecnej nadal jest piłkarzem Legii, ale jego odejście jest już niemal przesądzone. Kwestią pozostaje tylko znalezienie klubu dla najlepszego snajpera Ekstraklasy w roku 2003. Chętnych do zatrudnienia Svitlicy jednak nie brakuje. Oczywistym jest, że chęć sprzedaży supersnajpera wynika tylko z jednego faktu. Ogromnych kłopotów finansowych klubu z ulicy Łazienkowskiej 3. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, iż sprzedaż Svitlicy nie uratuje w żaden sposób klubu, gdyż większą część pieniędzy z ewentualnego transferu przejmie niejaki pan Fijałkowski, który to sprowadził do Legii serbskiego zawodnika. Z odszedł już Adam Majewski, a z zamiarem opuszczenia Łazienkowskiej nosi się również Jacek Zieliński, który chce dorobić "kilka groszy" do piłkarskiej emerytury. Jak należy przypuszczać, nie będą to wszystkie ubytki, jakie czekają Legię przed zbliżającym się sezonem. Niestety, szanse na to, iż będziemy świadkami transferów w odwrotnym kierunku, czyli krótko mówiąc do klubu, są raczej niewielkie. Owszem niewykluczone, że jacyś nowi zawodnicy "wzmocnią" zespół prowadzony przez Dariusza Kubickiego, ale jest mało prawdopodobne, że będą to piłkarze ze znanymi nazwiskami. Niestety przyczyną tego stanu rzeczy jest chroniczny brak pieniędzy, na który cierpi klub ze stolicy Polski. Niestety aktualny właściciel klubu, firma PolMot, zajmująca się m.in. dystrybucją na Polskim rynku motoryzacyjnym samochodów marki Skoda, z jej dyrektorem Andrzejem Zarajczykiem, nie jest w stanie zabezpieczyć finansowo bytu stołecznemu klubowi. Nie tak dawno mówiło się i pisało w ogólnopolskiej prasie nie tylko o charakterze sportowym, o przejęciu udziałów Legii przez właściciela firmy Multico, pana Zbigniewa Jakubasa. Jeden z najbogatszych ludzi RP miał być zbawcą warszawskiego klubu, który ma ambicję odbudować swoją potęgę. Niestety, ku olbrzymiej rozpaczy niemal wszystkich sympatyków "Wojskowych", do przejęcia Legii przez p. Jakubasa nie doszło. Trudno ocenić, czy niedoszły inwestor Legii wystraszył się sumy odstępnego i warunków przejęcia klubu proponowanych przez prezesa Zarajczyka, czy po prostu po dłuższym przemyśleniu doszedł do wniosku, że inwestowanie w futbol jest nieopłacalne? Nie można wykluczyć, że rezygnacja z finansowania Legii była poparta oboma argumentami. Być może przyczyna tkwi również w tym, że przedłuża się decyzja w sprawie budowy nowego stadionu, który ma powstać przy ulicy Łazienkowskiej. Sprawa ciągnie się już od przeszło sześciu lat i jej końca nie widać! Co gorsza nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie zapadły jakiekolwiek konkretniejsze decyzje w tej sprawie. Wydaje się, iż nie bardzo włodarzom miasta Warszawy zależy na tym, aby ten obiekt w końcu powstał. Najprawdopodobniej przyczyną są znów pieniądze, a raczej ich brak. Nie dziwi zatem decyzja, jaką podjął pan Jakubas. Tylko nasuwa się pytanie, co dalej? Głównym udziałowcem pozostaje holding Pol-Mot, który... nie ma pieniędzy. Jego prezes Andrzej Zarajczyk, który równocześnie rządzi Legią, robi dobrą minę do bardzo złej gry. Mimo że sytuacja wygląda wręcz tragicznie, pan prezes nie traci dobrego humoru! Bez zająknięcia poinformował o dalszym finansowaniu Legii przez Pol-Mot i związaniu się z "Wojskowymi" na kolejne dwa lata. Wychodzi na to, że będziemy świadkami dalszej wegetacji klubu. Bo na diametralną poprawę raczej nie ma co liczyć.
Wszyscy będziemy z niecierpliwością nasłuchiwać kolejnych wieści z siedziby klubu, dotyczących transferów zawodników z klubu i do klubu. Póki co, wieści jak na razie nie napawają wielkim optymizmem. Chyba, że prezes Zarajczyk okaże się na tyle operatywną osobą, iż zaskoczy ponownie swoimi decyzjami wszystkich kibiców Legii. Trudno na dzień dzisiejszy w to uwierzyć, ale należy mieć nadzieję. Tylko że znane przysłowie mówi: "nadzieja matką głupich".
Felieton
QUO VADIS Legio?
sobota, 14 czerwca 2003 17:25
Sebastian Mazur