Gratulować przejęcia Legii czy wręcz przeciwnie? Traci Pan szansę na pracę w Realu. Dragomir Okuka jest wolny, a zawsze mawiał, że jak dostanie propozycję z Madrytu, to weźmie tam Pana na asystenta.
Dariusz Kubicki: To czysta kurtuazja, ale oczywiście miło takie rzeczy słyszeć. Współpracowało nam się bardzo dobrze. Z objęcia funkcji pierwszego trenera Legii bardzo się cieszę. Czekałem na tę ponowną szansę przez cztery lata, ciężko na nią pracowałem.
Spodziewał się Pan odejścia Okuki?
- Przeczuwałem to od dawna, ale o jego decyzji dowiedziałem się dopiero po zakończeniu rozgrywek. Liczyłem się z tym, że dostanę propozycję przejęcia zespołu, jednak w związku z zapowiadaną zmianą właściciela klubu niczego nie mogłem być pewien. Zresztą próbowałem nakłonić Drago, żeby jeszcze z nami został. Przekonywałem go, że teraz będzie mu się pracowało łatwiej, ponieważ zdążył dobrze poznać naszą kulturę, język, sposoby funkcjonowania naszego futbolu.
Trener Okuka miał już dość stanu permanentnej niepewności. Wciąż nie było wiadomo, jakimi środkami dysponuje klub, z drużyny odchodzili klasowi piłkarze. No i słabe jak na Legię czwarte miejsce w lidze. Co w największym stopniu zdecydowało o jego rezygnacji?
- Czasami w pracy trenera jest coś takiego jak przeczucie, że potrzebna jest zmiana. Głównym powodem była jednak chyba sytuacja rodzinna. Naprawdę nie jest łatwo tak długo żyć z dala od domu, praktycznie samemu. Przyjaciele, znajomi, współpracownicy nie zastąpią najbliższych.
Pan mówi, że cztery lata czekał na drugą szansę. Większość trenerów nigdy jednak takiej nie dostaje. Raz nie powiedzie im się z Legią i więcej do niej nie wracają.
- Byłem w trochę innej sytuacji z tego względu, że zostałem w klubie. Przez pewien czas pracowałem z drużyną rezerw. Pozwolono mi nabrać nieco dystansu, spokojniejszego spojrzenia. Potem zostałem asystentem, a następnie naturalną koleją rzeczy pierwszym trenerem. Zresztą gdy podpisywałem umowę o pracę w charakterze drugiego szkoleniowca, mówiło się, że następnym krokiem może być przejęcie przeze mnie drużyny. Gdy zostawałem asystentem Okuki, uczciwie mu powiedziałem, że bycie asystentem nie wyczerpuje moich ambicji.
Kariery trenerskie na ogół zaczynają się inaczej niż Pańska. Młody trener najpierw bywa asystentem, potem systematycznie awansuje. Dariusz Kubicki zaczął w 1999 roku od razu od wejścia na szczyt. Upadek musiał więc być tym bardziej bolesny.
- Oczywiście zawsze korzystniej jest zaczynać od niższego szczebla i potem awansować, a każda degradacja bywa bolesna. Takie sytuacje uczą jednak pokory, dystansu do zawodu. Zdążyłem także uzupełnić wiedzę od strony teoretycznej. W Polsce nie chciano uwzględnić mojej licencji zdobytej w Anglii, zostałem więc najpierw trenerem drugiej klasy, a od piątku 6 czerwca, dnia moich 40. urodzin, jestem już trenerem pierwszej klasy. Półtora roku temu byłem na stażu w Sunderlandzie. Klub mi to umożliwił, dając do zrozumienia, że są tutaj zainteresowani moim rozwojem.
Przez minione cztery lata były jednak oferty z klubów pierwszoligowych, jak choćby z Płocka. Odrzucane. Czy to dlatego, że wciąż Pan czekał na Legię?
- W Płocku było wtedy dwóch kandydatów i przegrałem rywalizację z Darkiem Wdowczykiem. Wtedy pracowałem w Legii jako trener rezerw i ofertą wyrażałem zainteresowanie. Natomiast gdy byłem asystentem Drago, dostałem dwie, trzy kolejne propozycje, ale wtedy one mnie już nie obchodziły. Widziałem, że jestem doceniany w klubie, przez Okukę. Zdawałem sobie także sprawę, że z Legii może i łatwo byłoby odejść. Trudniej natomiast byłoby wrócić.
Pańskie losy często łączyły się z losami Dariusza Wdowczyka. Graliście na bocznej obronie w Legii i w reprezentacji, z tym że on po drugiej stronie boiska. Mniej więcej w tym samym czasie zostaliście trenerami warszawskich zespołów pierwszoligowych. On wtedy zdobył mistrzostwo Polski z Polonią, Pan został zwolniony po jednej czwartej sezonu. Dlaczego jemu się udało? Dlatego że miał nad sobą doradzającego mu Jerzego Engela?
- Praca w Polonii na pewno była wtedy bardzo dobrze poukładana. Chcę jednak podkreślić, że gdy Jerzy Engel został selekcjonerem, to Darek prowadził Polonię przez całą rundę wiosenną i nie zmarnował dorobku. Ale na pewno przynajmniej na początku i mnie przydałoby się takie wsparcie.
Teraz jednak Wdowczyk pracuje w trzecioligowej zaledwie Koronie Kielce, a Pan jest znowu na szczycie. No, choć może nie na samym.
- Nie widzę nic zdrożnego w pracy w trzeciej lidze. Sam w niej pracowałem, prowadząc rezerwy Legii. Człowiek może się rozwijać na każdym poziomie rozgrywek, niekoniecznie na najwyższym szczeblu. Gorzej, gdy ma się dłuższą przerwę, nie ma kontaktu z zespołem i traci się kontakt z rzeczywistością.
Dragomir Okuka miał w Legii kiepski początek, a mimo to cieszył się nieustającym zaufaniem władz klubu. Czy Pan także będzie pracować z poczuciem komfortu?
- Pamiętam taką rozmowę z członkami zarządu po zwolnieniu trenera Smudy, w trakcie której padło stwierdzenie, że bez względu na to, kto zostanie nowym szkoleniowcem, musi dostać kredyt zaufania. Ustalono, że chwilowe niepowodzenie nie może podważyć dalekosiężnych planów. Moim zdaniem o pracy trenera można coś powiedzieć przynajmniej po roku, może po pół roku. Mam nadzieję, że ja także będę miał okazję sprawdzić się w dłuższym okresie, a nie tylko przez kilka spotkań.
Piłkarze Legii dzwonili z gratulacjami?
- Dostałem kilka telefonów i było to bardzo miłe. A którzy dzwonili? Nie powiem, bo nie chcę, by ludzie myśleli, że akurat tych mam zamiar jakoś faworyzować. Gdy spotkamy się po krótkich wakacjach, oświadczę, że teraz wszyscy zaczynają od nowa i każdy dostanie okazję przekonania mnie na treningach. Zaczyna się nowy rozdział.
Jaki ma Pan pomysł na Legię?
- Te pomysły zrodziły się troszkę wcześniej, rozmawialiśmy o nich z Drago Okuką. One z kolei są uzależnione od potencjału ludzkiego i oczywiście możliwości finansowych klubu. To naczynia połączone. Mam deklaracje, że zespół zostanie wzmocniony trzema-czterema zawodnikami. Chcielibyśmy grać skutecznie jak do tej pory, ale może troszeczkę bardziej efektownie. Od dawna myśleliśmy o zmianie ustawienia drużyny na system 4-4-2, lecz w trakcie sezonu ciężko było coś zmieniać.
A Pan kogo wybierze na asystenta?
- Biorę pod uwagę dwie osoby. Myślę właśnie o Gawarze i Jerzym Krasce. Do obu mam ogromne zaufanie, obaj pracują już długo w klubie. Wprowadzania innych zmian nie widzę potrzeby, tym bardziej że wszystko bardzo dobrze funkcjonuje. O pracy Krzysztofa Dowhania z bramkarzami niech świadczą choćby dwa zagraniczne transfery - Wojciecha Kowalewskiego i Radostina Stanewa.
Jacy zawodnicy przyjdą do Legii?
- Chciałbym ściągnąć lewego obrońcę. Nie ma tu tajemnicy, że interesuje nas Mirko Poledica. Chcemy też zawodnika na prawą stronę. Rozmawiamy z Giuliano, bo nie chodzi mi tu konkretnie o prawą obronę. Może być także ktoś, kto stworzy konkurencję po tej stronie pomocy. I oczywiście zechcemy sprowadzić bramkarza, ponieważ Zoran Mijanović pożegnał się definitywnie z klubem. Myślę tu o zawodniku doświadczonym, który w każdej chwili mógłby zastąpić Artura Boruca. Chciałbym także, by wrócił do nas któryś z młodych wypożyczonych napastników - Adam Cieśliński lub Łukasz Mierzejewski.
Co z najstarszymi w zespole - Markiem Jóźwiakiem i Jackiem Zielińskim?
- Mają jeszcze z Legią roczne kontrakty. Nie sądzę, żeby nie mieli już nic do zaoferowania. Dla mnie to, czy zawodnik ma 36 lat, czy 19, nie ma żadnego znaczenia. Do momentu, gdy będziemy wiedzieli, jaką kadrą możemy dysponować, nie chciałbym zgadzać się na odejście żadnego zawodnika. Choć na niektóre sprawy oczywiście nie mam wpływu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że odejdzie Stanko Svitlica.
Odejście króla strzelców ligi nie może być z pożytkiem dla zespołu, ale dla klubu pożytek być może. To chyba najlepszy moment, żeby sprzedać Svitlicę. Za rok skończyłby mu się kontrakt i Legia nie dostałaby za niego złotówki.
- Stanko w tym sezonie doskonale się wypromował. Jest spore zainteresowanie klubów jego osobą. Takie sytuacje trzeba wykorzystywać, ale ja jako trener oczywiście cieszyłbym się, gdyby z nami został. Wydaje mi się, że sprawa jest przesądzona. On też widzi, że lepszej okazji mieć nie będzie. Dla obu stron jest to najlepsze rozwiązanie. Nasz klub może sporo na nim zarobić, a i on może polepszyć sobie zarobki.
Czy fakt, że Legii zabraknie w europejskich pucharach, ułatwi Panu pracę, czy może utrudni?
- Puchary są takim przerywnikiem, można powiedzieć - świętem piłkarskim, do którego zawodnicy Legii są przyzwyczajeni. Udział w nich byłby dla klubu korzystny z każdego punktu widzenia, także ekonomicznego. Legia musi wrócić na to miejsce, w którym powinna być.
Rozmawiali Robert Błoński i Maciej Weber
Wywiad
Zaczyna się nowy rozdział
niedziela, 15 czerwca 2003 22:17
Dariusz Kubickiźródło: Gazeta Wyborcza