Od kilku tygodni nie chciał Pan zdradzić, z kim i w jakim charakterze podpisał kontrakt. Czy chodziło właśnie o funkcję dyrektora sportowego Legii, którą zaczął Pan pełnić 17 czerwca?
Jerzy Engel: Nie. To była tylko jedna z propozycji, którą wybrałem i cieszę się, że właśnie tę.
Jakie były te inne?
- Nie mówmy o innych. Wybrałem Legię.
Dlaczego zdecydował się Pan po latach wrócić na Łazienkowską jako dyrektor sportowy?
- Podobną funkcję nie tak dawno przecież pełniłem w Polonii, gdy trenerem był Dariusz Wdowczyk. Współpraca dała znakomite efekty. Jestem pewien, że podobne będą w Legii.
W Polonii był Pan coachem, czy oznacza to, że Dariusz Kubicki będzie pełnił rolę asystenta?
- Nie. W Polonii była inna sytuacja. Darek Wdowczyk debiutował w roli szkoleniowca. Natomiast Darek Kubicki ma już za sobą długi staż trenerski i osiągnięcia zarówno w samodzielnej pracy, a także jako asystent. Jako drugi trener zdobył mistrzostwo Polski. Oczywiście, zawsze będę służył radą merytoryczną. Dariusz Kubicki i Krzysztof Gawara będą mieli zatem pełną swobodę działania.
Był Pan już trenerem Legii. Zdobył nawet z legionistami wicemistrzostwo Polski. Czy zamierza Pan poprawić to osiągnięcie?
- Oczywiście. Oba zespoły warszawskie prowadziłem zresztą z dobrym skutkiem. Polonia była przecież mistrzem. Nie ukrywam, że dziś zdecydowanie mocniejszym klubem jest Legia. Dlatego cieszę się, że wróciłem na Łazienkowską.
Co Pan zamierza zmienić w klubie, któremu brakuje pieniędzy?
- Dzisiaj podobna sytuacja jest w niemal wszystkich klubach w Polsce. Cała nasza piłka przeżywa trudne chwile. Wiele zależy od ludzi, a nie od środków, którymi dysponują. Niczego więcej nie mogę powiedzieć.
Ale wizję prowadzenia klubu już Pan z pewnością ma?
- W klubie zawsze musi być ktoś, kto daje gwarancję rozwoju drużyny; dla obu stron - szefów i właścicieli spółki oraz pionu szkoleniowego. Prezes Andrzej Zarajczyk wybrał mnie do tej roli. Będę odpowiedzialny za politykę kadrową krótkofalową, jak i w dłuższej perspektywie oraz pełną współpracę z menedżerem Legii Januszem Olędzkim i trenerem Darkiem Kubickim. Pierwszy zespół jest w tej chwili oczkiem w głowie spółki i czwarte miejsce wywalczone w minionym sezonie nikogo nie satysfakcjonuje.
Zna się Pan na kupowaniu i sprzedawaniu piłkarzy, co potwierdził Pan pracując w Polonii. Czy uda się Panu sprzedać Stanko Svitlicę za milion dolarów?
- Transfery są tylko jednym ze sposobów tworzenia budżetu klubowego, coraz mniej atrakcyjnym. Rynek transferowy powoli się kurczy. Trzeba teraz umieć przestawić się na inne sposoby pracy klubu i myślę, że takie w Legii wypracujemy.
Jaki będzie ten nowy system pracy?
- Wkrótce o nim poinformujemy.
Nie boi się Pan, że został wsadzony na narowistego konia?
- W prawie każdym polskim klubie istnieje dziś wielkie ryzyko pracy.
Nie wszyscy kibice pamiętają, że kiedyś trenował Pan Legię. Większość raczej kojarzy Pana jako menedżera Polonii i trenera reprezentacji, która poniosła porażkę na mundialu. Nie boi się Pan, że kibice źle Pana przyjmą?
- Sondaże opinii publicznej wskazują, że kibice uważają nasz awans i udział w mundialu za wielki sukces. Kibice wiedzą, że nie mogliśmy wywalczyć awansu z grupy. To, co zrobiliśmy, już było ponad możliwości zespołu. Zresztą rok po mundialu widać, że nie potrafimy nawet zbliżyć się do tamtego poziomu. Miałem czat z ponad 1600 internautami i wszyscy wypowiadali się w takim samym tonie: "kiedy wrócą moje czasy reprezentacji narodowej, żeby można było przeżywać mecze, tak jak dawniej".
Nie chcemy przypominać, że łaska pańska (i kibiców) na pstrym koniu jeździ.
- To dobrze, tylko wówczas, kiedy jest duża presja kibiców, osiąga się dobre wyniki. Jako selekcjoner reprezentacji narodowej zdawałem sobie sprawę, że jestem odpowiedzialny przed 40 milionami i nie ugiąłem się.
Na jaki okres opiewa Pański kontrakt z Legią?
- Powiem o tym za tydzień.
A o wysokości kontraktu też dowiemy się dopiero w czwartek?
- O tym w ogóle nie będziemy mówić. To jest tajemnica spółki, której nie mogę złamać.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Z Legią też się uda...
środa, 18 czerwca 2003 06:53
Jerzy Engelźródło: Życie Warszawy