fot. Hagi / Legionisci.com

Relacja z trybun: Legia to my!

Bodziach, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Po poniedziałkowym losowaniu 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów była euforia. Możliwość rywalizacji z Crveną zvezdą byłaby w końcu tym, na co czekaliśmy długie lata, grając po drodze z Botoszanami, Tyraspolami, czy wyspiarzami z Mariehamn. Najpierw jednak trzeba wyeliminować Spartaka Trnava - mistrza Słowacji. Nasi gracze we wtorkowy wieczór odstawili na murawie taki kabaret, że nikogo nie może dziwić frustracja kibiców.

Niestety już po dwóch tygodniach od rozpoczęcia sezonu, wróciło hasło "Legia To My". Ale inaczej być nie mogło.

Przy wejściu na stadion prowadzona była kolejna zbiórka na oprawy w nadchodzącym sezonie. Niestety kolejny raz frekwencja była zdecydowanie poniżej oczekiwań - na trybunach zasiadło łącznie niespełna 14 tys. widzów. Marnie. Nawet Żyleta na kilka minut przed rozpoczęciem spotkania prezentowała się słabiutko.



Kibice gości, a przynajmniej główna ich grupa, podróżowali transportem kołowym - kilkoma autokarami, które od granicy polsko-słowackiej miały mocną eskortę policyjną. Słowacy do Warszawy dotarli z lekkim opóźnieniem, więc kilkanaście minut minęło, zanim cała ich grupa zajęła miejsca w klatce. Wraz z nimi zawitali (50 os.), czego zresztą można się było spodziewać, fani kieleckiej Korony - od pewnego czasu utrzymujący bardzo dobre relacje ze spartakowcami. Koroniarze wywiesili w sektorze gości flagę "YBH '01", obok niej powieszone zostało płótno grupy mocnych wrażeń z Trnawy - "Red Black Animals".



Nasz doping od samego początku stał na dobrym poziomie. Kolejny raz pokazaliśmy, że nie ilość znaczy jakość. A ci, którzy odpuścili tego dnia, niech zadadzą sobie pytanie, czy naprawdę zrobili wszystko, żeby wspierać swój ukochany klub. W naszym repertuarze nie mogło zabraknąć pojedynczych uprzejmości pod adresem przyjezdnych. Żyleta skandowała "Legia Warszawa pier...li Spartaka Trnava", "Żółto-czerwona, kielecka k... Korona" oraz "Jest k... taka, co ma kolegę Spartaka". Były także "pozdrowienia" dla UEFA. Na boisku była niestety stara bieda - tak fatalnie prezentującej się Legii nie widzieliśmy już dawno. Długo fanatycy robili dobrą minę do złej gry, skandując m.in. po straconej bramce "Legia walcząca, Legia walcząca do końca". Niestety walki i zaangażowania tego dnia nie mieliśmy okazji zaobserwować.

Przyjezdni, pokrzepieni korzystnym wynikiem, bardzo dobrze bawili się na naszym stadionie. Co ciekawe doping prowadzili w asyście trąbki. Naszym graczom nie pomagał głośny doping. Zachowywali się tak, jakby byli na boisku za karę, a zamiast do Belgradu, woleli pojechać do Kosowa lub Luksemburga. W końcu kibice nie wytrzymali po kolejnym amatorskim zagraniu i ryknęli "Legia grać, k... mać!". Później głośny doping przeplatał się właśnie z okrzykami "Legia grać...", jak również "Legia to my", czy "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie".

Niestety, ci którzy liczyli, że uda się doprowadzić do remisu, który dawałby ciut większe szanse na awans do kolejnej rundy, stracili nadzieje w końcówce, kiedy nasze asy kolejny raz zachowały się jak amatorzy, tracąc drugą bramkę. Szok. Rywal ze Słowacji miał być jedynie spacerkiem przed rundą trzecią, tymczasem wszystko na to wskazuje, pogrzebie szanse naszego klubu na awans. Takich gwizdów i złości, jaka zionęła z każdego kolejnego okrzyku "Legia to my, Legia to my, ejaeja Legia to my" nie było już dawno. Grajki, nieco opieszale, podeszły pod gniazdo, gdzie usłyszały to, co usłyszeć musiały. Za tydzień mają ostatnią szansę. Ale zanim przyjdzie nam wspierać Legię w Trnawie, czeka nas jeszcze wyjazdowy mecz z Koroną, który już w najbliższą sobotę.

Frekwencja: 13 961
Kibiców gości: 550
Flagi gości: 12

Autor: Bodziach

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.