Kiedy kilka minut po godzinie dziesiątej pod stadion MKS-u podjechał autokar, nikt nie wiedział co wydarzy się na boisku w Jaworznie. Nikt nie przypuszczał, że Świt zagra aż tak osłabiony i w atmosferze skandalu pożegna się z marzeniami o pierwszej lidze...
Dlatego też, od początku przystąpiliśmy do rozgrzewania gardeł przed tym, co miało nas czekać na trybunach stadionu Victorii. 33 najzagorzalszych kibiców drużyny z Nowego Dworu oraz 2 przyjaciół z Ząbek (wielki dzięki za wsparcie) nie żałowało gardeł. A że rozgrzane gardła trzeba chłodzić, to i duża liczba postojów w przydrożnych barach nie powinna nikogo dziwić. Dodatkowo – jeden z Nas obchodził tego dnia urodziny (jeszcze raz Andrzejku – sto lat i niech Ci gwiazdka...). Podróż odbywała się zatem w bardzo miłej atmosferze i nawet panowie w mundurach, którzy towarzyszyli nam od Częstochowy, nie potrafili jej zepsuć. Zresztą, nawet nie próbowali – mało tego – nie czynili żadnych przeszkód, kiedy zatrzymywaliśmy się na kolejne postoje w celu uzupełnienia napojów, niekoniecznie chłodzących...
Pod stadion w Jaworznie podjechaliśmy niedługo po godzinie 16.00. I zaraz zostaliśmy (po przeszukaniu przez ochroniarzy) odprowadzeni do sektora wydzielonego dla gości. Niestety, nie udało się wnieść rac, które zostały zarekwirowane przez panów, którzy z taką przyjemnością nas macali... Zaraz po wejściu do „klatki” ze śpiewem na ustach przystąpiliśmy do wieszania flag. Nie podobało się to ochronie, ale po krótkich negocjacjach ustąpili i można było wspiąć się na kraty. Centralne miejsce zajęli „Czystej krwi Nowodworzanie” a mniejsze płótna trafiły na boki. Znalazło się także miejsce dla flagi Dolcanu. Po wykonaniu tych czynności wyraziliśmy zdziwienie miejscem, do którego rzucił nas los i wola PZPN. Ponieważ stadion jest „malowniczo” położony między małymi chatkami, zarośniętymi różnymi chaszczami łąkami, a hen daleko widać las, nie powinno dziwić nikogo, że zaśpiewaliśmy „Pole, pole jakie pole...” Nasze zdziwienie wzbudził także fakt, że przyjechaliśmy na mecz z drużyną Garbarni – Szczakowianki Jaworzno, a na trybunie głównej stadionu widniał napis „Victoria”. Oczywiście spytaliśmy miejscowych „Gdzie jest wasz stadion... Szczakowa gdzie jest wasz stadion”, ale nie potrafili nam udzielić sensownej odpowiedzi...
Gdy wyszli na boisko piłkarze Świtu, przywitaliśmy ich gorącymi brawami i śpiewem: „Biało – zieloni...”. Fani Szczakowianki również zaprezentowali się z dobrej strony, odpalając świece dymne i fajerwerki. Ciekawe tylko, ilu z nich uległo podtruciu przez gęsty, czarny dym, który spowił ich sektor. Coś nie wyszło, czy tak miało być?
W tym czasie grupka młodzieńców z Jaworzna podeszła pod nasz sektor i zaczęła ubliżać Świtowi i Legii. Naszą odpowiedzią był śmiech i piosenka znana z programu dla dzieci pt. „Domowe przedszkole”. Ponieważ śmiać zaczęli się także licznie zgromadzeni jaworzniańscy „piknikowcy”, chłopcy szybko się oddalili. Być może przygarnął ich „młyn” gospodarzy...
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego do naszego sektora przybyli kibice, którzy w podróż wybrali się samochodami, 14 fanów z Bielska Białej oraz kilku fanatyków Zagłębia Sosnowiec. Wielkie dzięki za wsparcie i szacunek dla Was z naszej strony! Kibice Podbeskidzia mieli ze sobą duże płótno, ale ze względu na brak miejsca, a także brak „oficjalnej” zgody między naszymi klubami, nie wywiesili go...
Od momentu, kiedy piłkarze wyszli na murawę rozpoczęliśmy gromki doping. „Biało – zieloni...”, „Hej Świt...” i „Na zawsze M, na zawsze K, na zawsze S...” były głównymi hitami tego popołudnia. Pomimo tego że było nas ok. 80 osób, wielokrotnie udało się nam „przebić” ze swoim śpiewem przez 5 – 6 tys. miejscowych (o czym można się było przekonać oglądając transmisję w Canal+), w ogromnej swej większości „piknikowców”. Wznosiliśmy także okrzyki na cześć klubów, z którymi sympatyzujemy: Legii Warszawa, Zagłębia Sosnowiec, Legionovii i naszej „zgody” Dolcanu Ząbki. Świt grał w rezerwowym składzie, ale ambicja niektórych piłkarzy, ich zaangażowanie w grę i upływający czas sprawiały, że jeszcze głośniej zaczęliśmy dopingować, a nadzieja, że może się uda awansować, zagościła w naszych sercach. Nawet wtedy, gdy walczący, „gryzący trawę” Michał Karwan usiłował wybić piłkę i nieszczęśliwie wbił ją do własnej bramki nie przestaliśmy śpiewać. Dopingowaliśmy Świt z całych sił, nie zwracając uwagi na drużynę przeciwników. Jedynie w momencie rozwinięcia przez gospodarzy „sektorówki” w pasy skomentowaliśmy to śpiewem „Ładna firanka...”. Wtedy też na okrzyki miejscowych, że chcielibyśmy taką odpowiedzieliśmy, że i owszem, ale nie w depozycie policyjnym... Biedni, znowu nie wiedzieli co odpowiedzieć...
Wytchnienie zdartym gardłom dała dopiero przerwa. Można było odpocząć i rozejrzeć się dookoła. Byliśmy w lekkim szoku widząc obok „klatki” młodzieńców z szalami Szczakowianki i Victorii siedzących wspólnie. Jeszcze bardziej zaintrygowała nas obecność jakichś nieciekawych osobników w koszulkach krakowskiej Wisły. Czyżby szykowała się nowa zgoda Szczakowianki (oprócz Groclinu i Policji)??? Nie mogliśmy sobie odmówić wymienienia z nimi porcji „zwyczajowych uprzejmości”...
Atmosferę panującą na stadionie najlepiej ilustruje przygoda piszącego te słowa, który to opuścił wydzielony dla nas sektor, udał się ok. 20 metrów do stoiska, na którym można było kupić napoje i roztrąciwszy delikatnie łokciami grupkę kibiców z szalikami Szczakowianki dokonał zakupu, po czym spokojnie, nie niepokojony przez nikogo wrócił między swoich. Miejscowych nie zainteresował nawet piękny szal w barwach Świtu, otulający jego szyję... Ale cóż, pisałem wcześniej, że dziwne miejsce to Jaworzno...
Rozweselił nas także kolega, który odkrył poważną „aferę pedofilską”. Niedaleko naszego sektora przechadzał się osobnik przebrany za bliżej nieokreślone zwierzę odziane w koszulkę Garbarni. Kiedy podszedł do ogrodzenia obległy go zaraz dzieci, które owa persona z lubością gładziła po głowach... Wtedy też poczucie odpowiedzialności i troska o los biednych molestowanych dziatek nie pozwoliły nam siedzieć cicho i okrzykami ostrzegliśmy rodziców nieszczęsnych maleństw, o skutkach, jakie może to mieć na dalsze życie tych dzieciątek...
Podczas przerwy spotkania doszło także do małego incydentu z ludźmi odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo na stadionie, kiedy to jeden z ochroniarzy postanowił sprawdzić na nas skuteczność gazu łzawiącego...
Ale przyszedł czas, kiedy to na murawie ponownie pojawili się piłkarze obu drużyn. Rozpoczął się także doping z naszej strony... Nie ustawaliśmy we wspieraniu zawodników Świtu. Nawet zdobyta przez gospodarzy (z ewidentnego spalonego) bramka nie osłabiła naszego śpiewu. Tym bardziej, że Świt ruszył do przodu i zaczął stwarzać sobie sytuacje do zdobycia gola, który dałby upragniony awans.
Rozochocili się też kibice Szczakowianki, którzy dopiero wtedy zaczęli żywiej uczestniczyć w widowisku. Kilku z nich pojawiło się niebezpiecznie blisko jednej z biało-zielonych flag – „Szachownicy” i dopiero nasza zdecydowana interwencja spowodowała, że wycofali się na bezpieczną odległość.
Wtedy też panowie z ochrony zaczęli używać swoich rozpylaczy gazu łzawiącego. Szkoda, że do zapewnienia bezpieczeństwa na stadionie działacze Garbarni wynajęli agencję ochrony, której pracownikami są frustraci uwielbiający pokazywać, jacy to oni nie są męscy. Ale tak będzie, dopóki podobne im indywidua, które nie zdały testów psychologicznych kwalifikujących do pracy w Policji ze względów na skrzywienie sadystyczne, będą znajdować miejsce pracy w ochronie. Inna sprawa, czy byliby tak odważni, gdyby nie oddzielająca nas krata, zza której można było bez przeszkód rozpylać gaz.
Całe to zamieszanie spowodowało interwencję Policji, której to funkcjonariusze uspokoili krewkich ochroniarzy, a także wzbudziło aplauz fanów Szczakowianki!!! Kiedy użyto wobec nas gazu miejscowi bili brawo!!! Jakaś paranoja... A potem fani Garbarni dziwią się piosenkom, w których głosi się ich koalicję z pewną instytucją...
Po krótkiej przerwie znowu zaczęliśmy śpiewy. Kiedy miejscowi poczęli ściągać swe płótna z naszej strony rozległo się „Ściągaj tę szmatę...”. Nie można było się powstrzymać... Nie przestaliśmy śpiewać nawet po utracie trzeciej bramki. I wtedy też nad całym stadionem rozległy się okrzyki sławiące klub z Jaworzna. Dopiero przed samym końcem spotkania zaczęliśmy zdejmować nasze flagi i szykować się do smutnego powrotu...
Po zakończeniu spotkania oczekiwaliśmy podziękowań ze strony zawodników Świtu. Niestety, tylko sześciu z nich podeszło do nas podziękować za doping i wsparcie. Na pewno miał na to wpływ wtargnięcie kibiców Szczakowianki na murawę, jednak jeśli kilku mogło podejść, dlaczego nie uczynili tego pozostali? Jest to kwestia, która wymaga wyjaśnienia... Dla tych, którzy podeszli do nas, podziękowania i nasz szacunek.
Wkrótce po pożegnaniu z piłkarzami Świtu do „klatki” weszła duża grupa Policji i zaczęła nas wyprowadzać do wyjścia. Jeszcze poleciało w naszą stronę kilka jakichś przedmiotów m.in. raca i wulkan ale szybko odbyły drogę powrotną - za płot... Policjanci w stanowczy, aczkolwiek grzeczny i spokojny sposób przynaglili nas do wyjścia, po czym wsiedliśmy do podstawionego autokaru i wraz z kibicami z Sosnowca i Bielska opuściliśmy stadion.
Dowodzący policyjną obstawą wyraził zgodę i udaliśmy się do Sosnowca, gdzie pożegnaliśmy wspierających nas kibiców Zagłębia i Podbeskidzia. Jeszcze raz – wielkie dzięki!
Zaraz po wyjeździe z Sosnowca zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, gdzie ponownie zaopatrzyliśmy się w płyny mające mieć zbawienny wpływ na zdarte, obolałe gardła. Drogę powrotną pokonaliśmy szybko dzięki kierowcy, który niezbyt przejmował się różnymi ograniczeniami. Dziękujemy.
Powrót był smutny... Rozpamiętywaliśmy porażkę i analizowaliśmy przyczyny. Po raz kolejny okazało się, że do starszych zawodników, takich, którzy mają doświadczenie ligowe, nie można mieć zaufania. Są „umoczeni” w układy, układziki – to takie towarzystwo wzajemnej adoracji... Młodzi grali ambitnie, dawali z siebie wszystko. Dlatego też prosimy prezesa – p. Szymańskiego – żeby nie rozstawał się ze Świtem. Niech pokaże wszystkim oszustom i przekręciarzom, że można stworzyć drużynę z piłkarzy młodych, ambitnych, żądnych sukcesów. Takich, którzy tułają się gdzieś po III i IV ligach. I niech zrobi wszystko, aby zostawić w MKS-ie trenera Copjaka, bo do jego fachowości nie można mieć żadnych zastrzeżeń. I jeszcze jedno – trzeba szkolić młodzież. Chłopcy z młodszych roczników grają bardzo dobrze, a grając w barwach klubu ze swojego miasta żaden z nich nigdy nie odstawi nogi, nigdy nie będzie się oszczędzał! Przyszłość Świtu należy do nich.
Felieton
Wyjazd Świtu do Jaworzna
piątek, 27 czerwca 2003 18:46
Grzegorz Kecik