Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Zapłaciłem frycowe

wtorek, 8 lipca 2003 04:38
Życie Warszawy

Dokładnie rok temu Edward Trylnik został prezesem Legii SSA. Zastąpił Leszka Miklasa, który pozostał w klubie jako dyrektor generalny. Czy ten rok był dla Legii pomyślny?


To nie sensacja, zmiana ma na celu wzmocnienie działania naszego klubu jako spółki - wyjaśniał rok temu roszady na stanowisku prezesa Legii Andrzej Zarajczyk, prezes Polmotu, właściciela 80 proc. akcji Legii SSA.


Nieoficjalnie mówiło się, że chodziło o odsunięcie Leszka Miklasa i zastąpienie go "swoim" człowiekiem. Czy jednak zmiany wzmocniły klub z Łazienkowskiej? - Najważniejsze zadanie to ustabilizowanie sytuacji finansowej, wprowadzenie spółki na giełdę, zaś cel sportowy to awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów - mówił na pierwszej konferencji prasowej prezes Edward Trylnik.


Liga Mistrzów "nie wypaliła" , na giełdę Legii SSA nie wprowadzono. Co gorsza, w tym roku zespół z Łazienkowskiej nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Podobno osiągnięto stabilizację finansową w klubie, tak przynajmniej twierdzi prezes Trylnik, który obecnie przebywa na urlopie we Włoszech. - Przede wszystkim szkoda, że Legia nie obroniła tytułu, a przynajmniej nie awansowała do Pucharu UEFA. Po drugie, nie doprowadziliśmy do wejścia do spółki poważnego udziałowca, ale z miesiąca na miesiąc stabilizują się finanse klubu. Za pierwsze cztery miesiące tego roku po raz pierwszy od dłuższego czasu uzyskaliśmy dodatni przychód w wysokości 500 tys. zł. Nie udało się wprowadzić Legii na giełdę, ale to wynika z ogólnej sytuacji w kraju. Prawie wcale nie ma giełdowych debiutów. Nie ma dobrej atmosfery, aby obecnie wprowadzać klub na giełdę - komentuje prezes Trylnik.


Początki urzędowania w Legii nie były łatwe. Gigantyczne kwoty kontraktów, jak stwierdził Trylnik, oraz obiecana premia za mistrzostwo Polski w wysokości 3 mln zł, były trudnym orzechem do zgryzienia. - Na szczęście udało się obniżyć wysokości kontraktów, a ci, co nie grali i mieli wysokie kontrakty, już opuścili klub - wyjaśnia Trylnik.


Prezesowi przez długi czas sen z oczu spędzały umowy zawarte z Tomaszem Łapińskim i Rafałem Siadaczką. Obaj nie są już piłkarzami Legii.


Ostatni rok na Łazienkowskiej to ciągłe zmagania z zawodnikami. - Prywatnie lubię prezesa Trylnika, ale często byliśmy w opozycji - komentuje były kapitan legionistów Cezary Kucharski. - Nie jest łatwo szefować takiej firmie jak Legia. Pan Trylnik wcześniej nie miał doświadczenia w pracy w sportowej spółce akcyjnej, była to dla niego nowa praca, której musiał się nauczyć - dodał Kucharski.


Kością niezgody pomiędzy zawodnikami a prezesem były zaległości w wypłacie premii za mistrzostwo Polski. - Do 30 maja uregulujemy wszystkie zaległości za mistrzowski tytuł - mówił jeszcze pół roku temu prezes Trylnik.


Niestety, do dzisiaj piłkarze nie otrzymali całej kwoty, jaką mieli zagwarantowaną. - Ja rozstałem się z klubem w przyjacielskiej atmosferze. Nie mamy wobec siebie żadnych roszczeń finansowych, ale mają je moi koledzy. Okazało się, że zrobiono drużynie nadzieję i nie dotrzymano obietnicy. Tak działać nie można - zakończył "Kucharz", który dzisiaj odlatuje do Salonik, gdzie w nadchodzącym sezonie będzie piłkarzem Iraklisu.


W ciągu roku wiele mówiło się o dokapitalizowaniu drużyny, jednak ani duet Jacek Gmoch - Janusz Dorosiewicz, ani Zbigniew Jakubas, którzy podobno mieli zostać udziałowcami Legii, nie przywieźli worków z pieniędzmi na ul. Łazienkowską. Nic nie wyszło również ze starań właścicieli Polmotu, aby otrzymać dzierżawę na tereny, na których znajduje się m.in. stadion Legii.


Ostatecznie postanowiono, że zostaną one we władaniu miasta. Wydaje się, że rok prezesury Edwarda Trylnika przyniósł niewielkie korzyści, chyba że do takich zaliczyć np. podziękowanie od PKP, że w ciągu całego sezonu kibice Legii nie zniszczyli żadnego pociągu, którym udawali się na mecze wyjazdowe. - Trudno powiedzieć, czy rok w Legii mogę zapisać na plus. Gdybyśmy zdobyli tytuł mistrzowski, to z pewnością humory byłyby inne. Ja zapłaciłem frycowe. Zarządzanie sportową spółką akcyjną było dla mnie nowością. Teraz wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Zatrudniliśmy fachowca, pana Jerzego Engela, który powinien właściwie prowadzić sprawy związane ze stroną sportową i dlatego jestem optymistą - zakończył prezes Trylnik.

Podaj ten news dalej: