Jak Jerzy Engel czuje się na nowym stanowisku dyrektora sportowego?
Jerzy Engel: Dla mnie to nie jest nowa rola z tego względu, że takie stanowisko już piastowałem. Natomiast nie ukrywam, że w dzisiejszych czasach jest niesłychanie trudno poruszać się osobie takiej jak ja. Mam łączyć szkolenie z organizacją, także ze sprawami finansowymi, to nie jest prosta sprawa, ponieważ zmieniły się czasy i coraz trudniej jest znaleźć sponsorów dla futbolu.
A czy nie tęskni pan do przeprowadzania treningów, ustalania taktyki czy budowania atmosfery zespołu?
- Na pewno tak, to jest moja pierwsza praca i ją kocham najbardziej. Ale takie są dzisiaj realia, sprawuję inną funkcję i muszę się do niej przystosować.
Co należy do pana nowych obowiązków?
- Mam wspomagać Dariusza Kubickiego w sprawach szkoleniowych oraz zarząd klubu i władze spółki jeśli chodzi o sprawy organizacyjne.
Przed czterema laty Dariuszowi Kubickiemu nie powiodła się przygoda w roli szkoleniowca pierwszej drużyny, jeżeli sytuacja powtórzyłaby się i tym razem, czy zostałby Pan trenerem Legii?
- Nie można wszystkiego widzieć w czarnych kolorach, dlaczego Darkowi ma się nie udać. Nie ma co gdybać, ja jestem od tego, żeby pomóc Darkowi, nie zamierzam czyhać na jego posadę. Postaram się zrobić wszystko, żeby Legia grała na najwyższym poziomie i spełniła oczekiwania kibiców.
Dużo mówiło się o tym, że Jerzy Engel zostanie szkoleniowcem Groclinu Grodzisk, tymczasem pozycja dyrektora sportowego w Legii?
- Nie miałem żadnej konkretnej propozycji z Groclinu, to po prostu jedna z wielu plotek krążących w środowisku piłkarskim na mój temat. Wybiera się z tych propozycji, które się otrzymuje, a najciekawsza była oferta Legii i dlatego ją wybrałem.
A jak wspomina pan swoją pierwszą przygodę w Legii? Co najbardziej zapadło w pamięć z czasów trenerskich?
- Była to fantastyczna przygoda, najbardziej zapamiętałem mecz z Interem w Warszawie. Po bezbramkowym remisie na San Siro do 118 minuty meczu przy Łazienkowskiej również utrzymywał się wynik 0:0. Wtedy to Fanna zdobył bramkę i odpadliśmy z III rundy Pucharu UEFA. To był niesamowity moment, przygotowaliśmy już pięciu zawodników do strzelania karnych m.in. Dariusza Kubickiego, Dariusza Wdowczyka, a tymczasem zeszliśmy z boiska pokonani po meczu w którym byliśmy zdecydowanie lepsi. To była bardzo trudna dla nas chwila, chociaż niezwykle przyjemnie było grać na tak wysokim poziomie.
Czy chciałby pan poprowadzić Legię raz jeszcze?
- W tej chwili nie ma o tym mowy. Jest trener, ja pełnię zupełnie inną funkcję i każdy jest odpowiedzialny za swoje zadanie.
A może za parę lat?
- Z przyjemnością poprowadziłbym Legię jeszcze raz, no chyba że się zestarzeję i wtedy już będzie za późno.
Przejdźmy do spraw związanych z przygotowaniami Legii do nowego sezonu. Jak będą wyglądały treningi, obozy i sparingi?
- Całe przygotowania są oparte o dwa zgrupowania. Pierwsze w Białej Podlaskiej dobiegło końca we wtorek. Natomiast drugi obóz rozpocznie się 11 lipca, drużyna leci do Francji, rozegra sześć spotkań z bardzo ciekawymi przeciwnikami i wraca 27 lipca.
Cel w nowym sezonie to mistrzostwo Polski?
- Legia nie może sobie stawiać innego celu, jesteśmy skazani na coroczną walkę o tytuł mistrza Polski.
Kto zasili kadrę Legii?
- Dzisiaj żyjemy w takich czasach, że najważniejsze dla klubów jest, aby nie stracić zawodników. Kiedy popatrzymy na tegoroczny ruch transferowy, to okazuje się, że polskie kluby nie dokonują pieniężnych transferów za granicę poza potentatami Legią i Wisłą. W związku z tym robimy wiele, żeby nie stracić zawodników. Cały czas mówi się, że Stanko Svitlica może odejść, ma kilka ciekawych propozycji. Trzeba więc mocno pracować, żeby uzupełniać te pozycje, które są w zespole newralgiczne. Przyszedł do nas Tomasz Sokołowski z Amiki, myślę że jest to ciekawy piłkarz, może dać nam nową jakość. Kadrę uzupełnił także bramkarz Zagłębia, Andrzej Krzyształowicz, zawodnik który miał do nas trafić już w lutym, pozyskaliśmy także wartościowego środkowego obrońcę – Choto.
A jak wygląda sprawa Arkadiusza Klimka? Podobno był już jedną nogą w Legii?
- W tej chwili nie ma tematu, ustaliliśmy z Arkiem warunki finansowe, ale on woli szukać chleba zagranicą. Jeżeli domówi się z zachodnim klubem, to sprawa jego transferu do Legii upadnie definitywnie.
Kto zostanie numerem jeden w bramce Artur Boruc, czy nowy nabytek Andrzej Krzyształowicz?
- To pytanie do pierwszego trenera, to on będzie podejmował decyzje. Ja jako kibic, poparłbym Artura, gdyż zrobił on ogromne postępy w zeszłym sezonie. Jest to wielki talent, potrzebuje jeszcze ogrania, ale według mnie zasługuje na szansę.
Ilu zawodników będzie liczyła drużyna Legii w nowym sezonie? Czy będzie chciał pan wypracować model standardowej, europejskiej drużyny, której kadra opiera się na 20 – 22 zawodnikach?
- Jak pokazują statystki w ciągu sezonu nie gra więcej niż 18 zawodników, w związku z tym, trzeba mieć kadrę składającą się właśnie z około 20 piłkarzy, żeby zabezpieczyć sobie wszystkie sprawy szkoleniowe i myślę, że podobnie będzie w Legii.
Kogo uznałby pan za najzdolniejszego piłkarza Legii?
- Mamy wielu zdolnych piłkarzy, ale runda wiosenna pokazała, że mamy dwóch bardzo utalentowanych futbolistów, którzy pukają już do reprezentacji. Mam tu na myśli Marka Saganowskiego i Tomka Jarzębowskiego, ta dwójka pokazał się z bardzo dobrej strony i kto wie czy ten sezon nie będzie dla nich zdecydowanie przełomowy.
Kto będzie pełnił funkcję rozgrywającego?
- Mamy trzech świetnych zawodników, którzy na tę pozycję kandydują. Przez ostatnie dwa lata Aleksandar Vuković doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków. Wesprzeć go może Mariusz Piekarski, a także wschodząca gwiazda Legii, młody talent – Mariusz Zganiacz. Jest rywalizacja o tę pozycję i kluczowe znaczenie będzie miał okres przygotowawczy.
Wielu kibiców twierdzi, że to Mariusz Zganiacz już powinien być playmakerem.
- Wygrać rywalizację z Piekarskim i Vukoviciem będzie mu niezwykle ciężko.
Terminarz rozgrywek nie jest zbyt łaskawy, Legia ma łatwiejsze spotkania na jesieni i jeżeli nie zdobędzie mistrzostwa I rundy, trudno będzie marzyć o mistrzostwie Polski.
- Trzeba pamiętać, że w wyniku reformy rozgrywek w tym sezonie gramy o 4 spotkania mniej niż w poprzednim, jest 12 punktów mniej do zdobycia. Dlatego każdy musi wiedzieć, że jeżeli pogubi punkty na początku będzie mu bardzo trudno odrabiać straty. Ze swojej strony robimy wszystko, żeby dobrze przygotować się już do pierwszych spotkań ekstraklasy, aby tych punktów nie stracić.
A podoba się panu kolejna reforma ekstraklasy? 14 drużyn czy to jest optymalna możliwość?
- Nie za bardzo, jeśli w Polsce na ligę będzie stać 20 drużyn to niech gra 20, jeżeli 10 to niech gra 10. Nie może dochodzić do tak bezsensownej sytuacji, że jedna drużyna nie jedzie na mecz, a druga gra całą rundę juniorami. Bankructwo musi być jednoznaczne, jeśli kogoś nie stać na ligę to musi ją opuścić.
Cofnijmy się teraz 13 miesięcy, wtedy to nasza reprezentacja pod pana wodzą szykowała się do podboju świata. Skończyło się niewypałem, ale z porażki można było wyciągnąć wnioski. Tak się jednak nie stało, nie było drugiej szansy dla Jerzego Engela. Zmiana trenera miała przynieść kadrze nową świeżość, jednak upadliśmy jeszcze niżej. A czy dziś z perspektywy czasu ma pan żal do zarządu PZPN, że zrezygnował z pana usług?
- Nie mam żalu, to są decyzje ludzi, którzy myśleli, że ktoś inny zrobi to lepiej. Każda zmiana niesie ze sobą ryzyko, mogło być lepiej, ale niestety nie jest gorzej.
W „Piłce Nożnej” mogliśmy przeczytać, że zwolniono pana, ponieważ grupa w eliminacjach Mistrzostw Europy (ME), którą pan wylosował teoretycznie wydawała się bardzo łatwa. Czy to prawda?
- Trzeba by się spytać tych, którzy mnie zwalniali, niemniej jednak grupa wydawała się bardzo łatwa i każdy myślał, że poprowadzi drużynę w dowolny sposób i wtedy będzie tym pierwszym, który awansuje do ME. Jak się okazuje nie jest to takie proste, albo się wie i umie, albo się nie wie i nie umie. Trzeba być profesjonalistą w tym zwodzie i mieć te dwadzieścia lat praktyki. Szkoda, że wszystko się tak potoczyło, bo tylko dzięki wynikom w 2001 roku mieliśmy szansę, żeby taką „łatwą” grupę wylosować. Na specjalnej konferencji udało się też domówić kalendarz gier zgodnie z naszymi oczekiwaniami, sytuacja była wręcz komfortowa i najbardziej mi żal, że szansa ta została zmarnowana.
Trzynaście miesięcy temu pisało się i mówiło się, że Polska będzie walczyła o ambitne cele na Mistrzostwach Świata. Miała być przynajmniej 1/8 finału, skończyło się na kompromitacji. Ale dzisiaj jest jeszcze gorzej, gdzie podziali się ci zawodnicy, co stało się z polską piłką?
- Zawodnicy są a polska piłka zawsze broniła się świetnymi graczami i znakomitymi trenerami. Trzeba dać tylko szansę, ażeby ten zespół mógł jak dwa lata temu pracować w spokojnej atmosferze. Wówczas wiele rzeczy było poukładanych wprost świetnie, dbał o nie głównie Zbigniew Boniek jako prezes od spraw organizacyjnych. Natomiast mój departament pracował znakomicie, byli tam sami profesjonaliści znakomicie wywiązujący się ze swoich obowiązków. Szkoda, że zdecydowano się z tego wszystkiego zrezygnować, może dziś bylibyśmy w innych nastrojach i w innym miejscu.
Dziękuję bardzo.
- Dziękuję.
Rozmawiał Kowi