Przerwa w rozgrywkach ekstraklasy piłkarskiej stanowi najgorszy okres dla kibica. Często po zakończeniu sezonu chcemy odpocząć chwilę od meczów, wyjazdów itd. Jednak zazwyczaj po paru dniach... czegoś nam brakuje. O ile podczas przerwy zimowej mamy możliwość kibicować naszym koszykarzom, w lecie możemy jedynie chodzić na mecze sparingowe (a większość z nich odbywa się za granicą). Już dłuższy czas zamierzałem obejrzeć żużel na żywo. Jakoś zawsze coś stawało na przeszkodzie...
W końcu, przy okazji półfinałów indywidualnych MP na żużlu, trafiłem po raz pierwszy na mecz żużlowy. Impreza rozpoczynała się o godzinie 17. na stadionie Gwardii. Wydarzenie to nie przyciągnęło jednak zbyt wielu kibiców (w porównaniu z zainteresowaniem żużlem w innych miastach). Na trybunach zasiadło niewiele ponad półtora tysiąca widzów. Atmosfera raczej piknikowa, ale tego można się było spodziewać. Cena biletów jak najbardziej przystępna - 8 zł ulgowe i 15 zł normalne. Co zdziwiło mnie na początku, była możliwość nabycia na stadionie piwa. I to nie tego znanego z reklam w TV, bezalkoholowego. Poza tym stoisko z kiełbaskami, itp. W tak gorący dzień kolejki ustawiały się tylko do dystrybutora ze złocistym napojem.
Na trybunach dominują całe rodziny, czasami można zauważyć trzy pokolenia! Przyzwyczajony do głośnego dopingu na meczach Legii, spodziewałem się chociaż sporadycznych śpiewów żużlo-maniaków. W tym elemencie zawiodłem się - zupełna cisza. Po każdym biegu zawodnicy otrzymują porcję braw. Na płocie nie wiszą żadne flagi... może dlatego, że to akurat nie spotkanie drużynowe? Natomiast możemy zaobserwować szale klubowe i czapeczki (dominują barwy WKM Warszawa, chociaż akurat zawodnicy tej drużyny nie brali udziału w imprezie). Poza tym można spotkać kibiców z wielu miast - Torunia, Tarnowa czy Gdańska. Wszyscy nastawieni pokojowo - studiują rozkład biegów popijając piwko. Klimat panujący na stadionie jest zgoła odmienny od tych, które znamy z meczów piłkarskich. Na pewno brakuje... atmosfery.
Nie można jednak powiedzieć, żeby same biegi nie były emocjonujące. Na dodatek potrafiły wciągnąć osobę, która żużlem nigdy się nie interesowała, a zasady gry również nie były dla mnie do końca jasne. Razem z kolegami, z którymi wybrałem się na stadion, zdecydowaliśmy się pobawić z żużlowego typera. Do tego potrzebny był program. Po jego nabyciu - obstawiamy. Przed poszczególnymi biegami, każdy z nas wybiera swojego faworyta. Punkty przyznawaliśmy sobie tak jak na torze - 3 punkty (I miejsce), 2 punkty (II miejsce), 1 punkt (III miejsce), 0 pkt (IV miejsce). W pierwszym biegu brał udział Gollob. Nawet największy laik kojarzy to nazwisko... więc wszyscy stawiamy na niego. Później już nie byliśmy tacy zgodni. Dlaczego postawię na Staszewskiego? Ano dlatego, że lubię Kazika :-). Tak mniej więcej wyglądało nasze typowanie. Same biegi wzbudzały sporo emocji - każdy chciał, żeby wygrał właśnie jego faworyt. Po kilku biegach następuje krótka przerwa... i kolejki do napojów "zawijają" już kilka razy. "Chcesz kupić piwo, bez stania w kolejce? Przyjdź podczas biegu Golloba. Każdy woli delektować się jego techniką jazdy, niż zimnymi napojami. One mogą poczekać" - mówi jeden z kibiców, stojących w kolejce... zamawiający właśnie 7 browarów. Jak się później przekonałem - miał rację.
Co pewien czas spiker informuje kibiców o aktualnym stanie rywalizacji oraz o zawodnikach, którzy wystartują w następnym biegu. Szkoda, że mówi dosyć cicho. My tymczasem sumujemy punkty. To był akurat mój dzień (nie chwaląc się ;-) i po połowie rywalizacji mam najlepsze wyniki spośród naszej piątki. Im bliżej końca, tym większe emocje. Końcowa kolejność (nasza) nie zmienia się już. Na torze zdecydowanie najlepszy był Tomasz Gollob, który wszystkie biegi kończył na pierwszym miejscu. To właśnie on zebrał tego dnia najwięcej oklasków.
Tuż pod koniec meczu zebrało nam się na rozmowę ze starszym kibicem Wybrzeża Gdańsk. Już po kilku zdaniach widać, że żużel jest jego pasją. Sam zaprasza nas na mecz do Gdańska. "U nas atmosfera jest wspaniała. Pełny stadion, lepsza niż tutaj widoczność - brak band oraz większy kąt nachylenia trybun. Możecie mieć problemy z dostaniem biletów, ale powołajcie się na mnie, to na pewno was wpuszczą" - powiedział nam. Poza tym doszło do pytania: "Czy zawsze tutaj tak mało ludzi przychodzi?". Mimo iż nie jesteśmy stałymi bywalcami żużlowych meczów, odpowiadamy twierdząco (frekwencję na WKM można śledzić w gazetach i jest ona niezwykle niska). Nasz rozmówca od razu stwierdza: "No tak... bo wy macie piłkę, Legię. W trójmieście wszyscy żyją żużlem." Przytakujemy, w Warszawie kibice emocjonują się tylko piłkarskimi pojedynkami legionistów.
Podsumowując, mecze żużlowe w Warszawie nie wywołują tyle emocji na trybunach, co w innych miastach (to samo potwierdzał również kibic Apatora Toruń). Emocji nie brakuje jednak na torze i rzeczywiście można się emocjonować wyścigami. Dodam, że jest to dosyć wciągające... Nawet nie zorientowaliśmy, gdy "poganialiśmy" tych, na których stawialiśmy, a pod adresem ich przeciwników padały uszczypliwe uwagi. Tym osobom, którym nie przeszkadza piknikowa atmosfera, polecamy mecze żużlowe.
Felieton
Żużel - inna atmosfera, inne emocje
wtorek, 22 lipca 2003 14:03
Bodziach