W poniedziałek wczesnym popołudniem działacze Legii zawieźli do siedziby PZPN ostatni wymagane dokumenty - z urzędu skarbowego...
Edward Trylnik: Tak. Zawiózł je Andrzej Młotek. Ja byłem z nim wcześniej w urzędzie skarbowym na Lindleya, gdzie odebraliśmy decyzję o tym, że na dzień dzisiejszy Legia nie zalega z podatkami.
A nie zalega?
- Zalega. Ale doprowadziliśmy do ugody, która pozwoliła nam na otrzymanie takiego oświadczenia z Izby Skarbowej.
Co to za ugoda?
- To pewnego rodzaju formularz, w którym wszystko jest dokładnie sprecyzowane, opisane. To pozwoliło uzyskać korzystną dla nas decyzję.
Ale dług pozostał.
- Tak jak w wielu innych klubach polskiej ligi, które - żeby otrzymać licencję - przedstawiły podobne dokumenty. Oczywiście, że spłacimy zaległości. Ale sposób, w jaki to zrobimy, i terminy to sprawy tajne. Jesteśmy winni trochę więcej niż pół miliona złotych.
Wiele osób jest zdziwionych, że Legia jako jedna z ostatnich dostała licencję.
- Powiem panu dlaczego. Bo w kwietniu my byliśmy święcie przekonani, że klub zostanie sprzedany! Skoro tak, to zdecydowałem się wstrzymać wszelkie decyzje związane z rekonstrukcją naszych długów. Kiedy okazało się, że pan Jakubas jednak akcji nie odkupi, wznowiliśmy te procedury.
To było wiadomo już dawno.
- Nie. Okazało się to 20 czerwca. Ja nie mam znajomości w urzędzie skarbowym, nie mogłem zadzwonić do kumpla i powiedzieć: "stary, daj mi takie zaświadczenie". Złożyliśmy stosowne dokumenty. Na ich rozpatrzenie czekaliśmy tydzień, pierwsza decyzja była odmowna. Odwołaliśmy się. Długo to trwało. Poza tym my płacimy kilka rodzajów podatków: VAT, PIT-4, PIT-8. Na każdy jest inny departament. Gdybyśmy zaczęli pisać odwołania w kwietniu, dziś nie byłoby żadnych problemów. Poza tym gdybym wiedział, że pan Jakubas nie kupi Legii, podatki byłyby uregulowane. To są sprawy priorytetowe. I z licencjami także zdążylibyśmy na czas.
Ja wyglądają sprawy zaległości wobec ZUS?
- Ugodę zawarliśmy wcześniej. Nie było to tak skomplikowane jak w przypadku urzędu skarbowego. Rozłożyliśmy kwotę na raty i przełożyliśmy na dalszy termin płatność pierwszej.
Ile Legia jest winna ZUS-owi?
- Ponad milion złotych.
Skąd pieniądze na ZUS, podatki...?
- Stąd, skąd zawsze bierzemy. Trzeba je zarobić. Ja mam nadzieję, że zostanie sfinalizowany transfer Stanko Svitlicy. Czekamy także na sponsorów. W drugiej połowie roku zawsze o nich łatwiej. Wiem to z własnego doświadczenia. Poczyniliśmy już pewne ruchy, by ich pozyskać. Nie chcę zdradzić konkretów, żeby nikogo nie spłoszyć.
Ile Legia jest winna piłkarzom?
- We wtorek, czyli dziś, zaczynamy wypłaty. Potrwa to wszystko do czwartku. Po tych wypłatach zostaną nam zaległości za czerwiec. Decyzje o wypłatach za lipiec zapadną do 20 sierpnia. Ale ta czerwcowa kwota nie jest wielka. Bo nie było meczów. Bo, niestety, odeszli Cezary Kucharski i Adam Majewski, którzy mieli wysokie kontrakty. A ich następcy już tyle nie zarabiają. Długi spółki są coraz mniejsze.
Skarbówce - ponad pół miliona złotych, ZUS-owi - ponad milion. A ile klub jest winny piłkarzom?
- Za mistrzostwo Polski sprzed roku prawie dwa miliony złotych premii. Jak dotąd wypłaciliśmy 30 proc. należności. W tej kwocie są także trenerzy, ale z nimi jest inna sprawa.
Piłkarzom nie zapłaciliśmy czerwcowej raty za kontrakty; miesięczne opóźnienia mamy także, jeśli chodzi o płatności za mieszkania. No i pozostaje kwestia premii za ubiegły sezon. Też są niewypłacone, ale przecież zawodnicy nie zrealizowali postawionego przed nimi zadania - nie awansowali do europejskich pucharów. Co więc nam dało zwycięstwo w Lubinie czy też remis z Ruchem albo Szczakowianką? We wtorek mam spotkać się z piłkarzami i porozmawiać o tym. Może znajdziemy jakieś rozwiązanie tej sprawy. Chyba trzeba będzie zmienić regulamin i płacić, nawet sporo, za osiągnięty cel. Jeśli zaś chodzi o płacenie piłkarzom tzw. umów o pracę, to nie mamy ani jednego dnia poślizgu.
No, a jeśli Svitlica zostanie w Legii, a sponsorów nie uda się pozyskać?
- Pan to jest wielki pesymista. Ja nie biorę pod uwagę tego, że będzie aż tak źle. Ja już od września słyszę, że nic się nie uda... Ale jakoś udaje nam się od pięciu miesięcy żyć z tego, co sami zarobimy. A wpływy nie są małe. To aż osiem milionów złotych. Trzy z transferów, reszta z działalności marketingowo-sponsorskiej. Mimo to sytuacja jest ciężka. Z zapaści finansowej wychodzi się bardzo ciężko. Żal mi, że nie zakwalifikowaliśmy się do pucharów. Gdybyśmy, jak w zeszłym roku, awansowali do trzeciej rundy Pucharu UEFA, zarobek wyniósłby około pięciu milionów złotych. Tyle nam teraz brakuje.
Ile wart jest król strzelców poprzedniego sezonu?
- Chcieliśmy milion euro. Takie oferty menedżerowie, w naszym imieniu, przedstawiali zagranicznym klubom. Ale nie znalazł się chętny. W tej chwili cena wynosi 600-700 tys. euro.
A nie 500 tys.?
- Jeśli byłoby to pół miliona euro netto, dla klubu, już po odliczeniu wszystkich prowizji, podatków, tobyśmy się zastanowili...
A jak to było z kupowaniem Legii przez pana Jakubasa?
- Byłem przy rozmowie właściciela Pol-Motu Andrzeja Zarajczyka z panem Zbigniewem Jakubasem, w której z ust właściciela firmy Multico padło zdanie: "biorę Legię, jutro podpisujemy stosowne dokumenty". Tymczasem nie podpisano ich do dziś. Najpierw słyszałem, że spotkanie przekładano o kilka dni, a potem wszystko ostatecznie upadło.
A nie było tak, że gdy Zbigniew Jakubas zgłosił się, by kupić Legię, pan Zarajczyk w ostatniej chwili podwyższył cenę?
- Proszę zadzwonić do pana Zarajczyka. Z tego, co wiem, to kwota była ustalona i niezmieniana.
Czy Pol-Mot, główny udziałowiec, zamierza podwyższyć kapitał spółki?
- Już to zrobił. Na posiedzeniu zarządu zapadła decyzja o podwyższeniu kapitału spółki o dwa tysiące akcji. Kto je kupi, będzie właścicielem aż 57 proc. akcji. Ofertę rozesłaliśmy do różnych firm. Decyzja o tym, kto, za ile i czy w ogóle je kupi, ma zapaść do końca września. Cena akcji nie jest podana na jawnym rynku. Wszystko jest sprawą negocjacji.
Co z Garcią i Choto?
- Wysłaliśmy nasze oferty do menedżerów obu zawodników. Trenerzy chcą argentyńskiego napastnika, ale we wszystko być może wmiesza się jego klub - Racing Buenos Aires. Jeśli okaże się, że nie będziemy mogli pozyskać go za darmo, Manuel nie zostanie w Legii. Niestety, bo trenerzy są nim zainteresowani. Nie jest zamknięta sprawa Dicksona Choto. Ale tu też wszystko rozbija się o jego klub z Zimbabwe. Nie stać nas na gotówkowe transfery.
Czy w środę Legia zagra z Maccabi Netanya, czy Legionovią?
- Wszystko wskazuje na to, że o 18 lub 18.30 naszym rywalem będzie klub z Izraela. Nie wiem jednak, czy od policji dostaniemy zgodę na organizację imprez masowych. Na wymaganym przez PZPN dokumencie mamy już 80 proc. podpisów. Jeśli we wtorek rano będzie ostatni, gramy z Maccabi [na spotkanie z drużyną z Izraela Legia planuje sprzedawać bilety. Ceny nie są jeszcze znane - red.].
Rozmawiał Robert Błoński