Tak jak wszyscy nie mogłem się doczekać rozpoczęcia sezonu. Przebywając na
urlopie przewracałem na okrągło strony telegazety, aby dowiedzieć się czegoś
nowego na temat sytuacji w Legii i innych drużynach. Podczas letnich
zgrupowań wszyscy zapewniają o świetnym przygotowaniu swoich drużyn i walce
o najwyższe cele. Gdyby wszystkie marzenia się spełniały, to ekstraklasa
musiałaby mieć z 10 mistrzów, składać się ze 100 drużyn, z których
przynajmniej 14 grałoby w europucharach. Te zamierzenia boleśnie weryfikuje
życie, dlatego zachowanie odrobiny realizmu pozwala później uniknąć
bolesnych rozczarowań.
Choć nie uważam poprzedniego sezonu za najgorszy, gdyż postawa Legii
szczególnie w rundzie jesiennej była przyzwoita. W rundzie wiosennej drużyna
grała w kratkę, ale niepowodzenia zostały osłodzone m.in. wygranymi w ładnym
stylu z Widzewem czy Polonią na ich stadionach. Niestety nawet ubaw po
blamażu Polonii z Tobołem Kustanaj nie osłodzi braku Legii w tegorocznym
pucharze UEFA. Jeżeli przyjrzeć się sezonowi transferowemu, to poza
Groclinem praktycznie żaden klub naszej ekstraklasy nie może odnotować
znaczących wzmocnień. Nawet Wisła Kraków, która stanęła przed ogromną szansą
awansu do Ligi Mistrzów została osłabiona. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy
nie zdarzyło się nic takiego, co mogłoby spowodować, że obecny sezon będzie
znacząco odmienny - wręcz historyczny. Jeśli już to może on być historyczny
dla drużyn z drugiej i trzecich lig, tam rzeczywiście widać znaczne
inwestycje i wzmocnienia wśród niektórych klubów.
Sezon 2003 / 2004 będzie podobny do poprzedniego. W walce o mistrzostwo będą
się liczyć Wisła, Groclin i Legia. O utrzymanie walczyć będą beniaminkowie i
kluby z kłopotami finansowymi jak Widzew czy Polonia. Ewentualny awans Wisły
Kraków do fazy grupowej Ligi Mistrzów i zarobione tam pieniądze mogą
doprowadzić do jej dominacji w naszej ekstraklasie przez kilka najbliższych
sezonów jak np. Dynama Kijów na Ukrainie, czy Rosenborga Trondheim w
Norwegii. Nie powiem by mnie to cieszyło, ale z drugiej strony Polska
zajmuje w tej chwili 16 miejsce w klubowym rankingu UEFA. Ostatni raz tak
wysoko byliśmy w roku 1996, tyle że dzisiaj oznacza to tylko 1,24 punktu do
zajmującego 15 pozycję Izraela (mistrz Izraela odpadł w II-ej rundzie el.
LM), które dzieli nas od wystawienia wicemistrza w eliminacjach Ligi
Mistrzów w sezonie 2004/2005!!! Przegoniliśmy takie kraje jak Norwegia i
Ukraina, których mistrzowie grali w Lidze Mistrzów przez kilka sezonów z
rzędu - często z sukcesami. Nasza ekstraklasa jest zdecydowanie wyżej
notowana niż takie ligi jak rosyjska, chorwacka czy szwedzka. Wyniki
reprezentacji powodują jednak, że w powszechnej opinii piłkarskiej Europy
jesteśmy słabsi od takich krajów jak Szwecja czy Rumunia, co niestety
przekłada się na pieniądze. Nawet w dużo słabszych ligach niż nasza (Dania,
Rosja, Szwecja, Cypr) pieniądze są znacznie większe. To właśnie porażka ze
Szwecją odniesiona w dodatku w fatalnym stylu i afera barażowa były
bezpośrednią przyczyną utraty przez naszą ligę drugiego obok C+ sponsora.
Firma telekomunikacyjna sponsoruje Wisłę Kraków, ale zamiast piłkarskiej
wybrała ekstraklasę koszykówki, choć trzeba tam wyłożyć znacznie większe
pieniądze.
Rok 2003 będzie historyczny dla europejskiej i polskiej piłki nożnej, ale
zupełnie z innych powodów:. Po pierwsze nastąpił radykalny zwrot w polityce
UEFA. Mniej więcej od roku 1996 władze UEFA robiły wszystko, aby zadowolić
kilkanaście najbogatszych klubów Europy. Kolejne formaty Ligi Mistrzów i
Pucharu UEFA stopniowo eliminowały z nich słabeuszy, średniaków, aż w końcu
okazało się, że rozgrywki pod auspicjami UEFA stały się zabawą dla klubów z
3-4 państw. Mimo to następowała dalsza eskalacja żądań np. utworzenia
superligi, wprowadzenia wielostopniowych eliminacji ME itp. Żądania poparte
były groźbami rozłamu w UEFA i utworzenia elitarnych rozgrywek na wzór
koszykówki, gdzie o udziale poszczególnych drużyn decydują pieniądze, a nie
postawa sportowa. Na szczęście póki co dzikie karty do LM nam nie grożą. Co
więcej, UEFA przeprowadziła - nie bez oporu, reformę pucharu UEFA praktycznie
w tym samym kształcie, jaki na warsztatach UEFA opracowali przedstawiciele
klubów i związków piłkarskich z całej Europy. Nowy format jest ewidentnie
zbudowany "pod średniaków", a jego zadaniem ma być właśnie wyrównywanie
różnic między bogatą Ligą Mistrzów, a przeznaczonym dla ubogich Pucharem
UEFA - czego z resztą nie ukrywa Gerhard Aigner (przew. komitetu
wykonawczego UEFA). UEFA nie ustąpiła również w sprawie idiotyzmu, jakim
niewątpliwie była druga runda grupowa Ligi Mistrzów. Jedyny postulat
obroniony przez bogate kluby Europy dotyczy przechodzenia drużyn między LM a
PUEFA. Liczba drużyn, którą wystawią do obu rozgrywek wszystkie kraje Europy
także nie ulegnie zmianie (lub bardzo niewielkiej). Być może w przyszłości
zostanie zlikwidowany Puchar Intertoto. Warto także wspomnieć o zmianach w
systemie eliminacji MŚ i ME i to bynajmniej nie takich jakie marzą się panom
Beckenbauerowi czy Rummenige, ale idącym w zupełnie innym kierunku. Większe
grupy eliminacyjne, awans pierwszej i drugiej drużyny z grupy spowodują, że
o awansie w większym stopniu zadecydują wyniki sportowe, a nie rozstawienie
czy fart w losowaniu. Najbogatsze kluby, które najchętniej zabroniłyby swoim
piłkarzom występów w spotkaniach reprezentacji ich krajów, z pewnością nie
należały do zwolenników takiego rozwiązania.
Dla polskiej piłki rok 2003 też będzie pewnego rodzaju przełomem. Oczywiście
tym przełomem nie będzie jakieś gwałtowne przebudzenie i błyskawiczny wzrost
poziomu sportowego, chociaż nasza reprezentacja ma wciąż szansę na awans do
ME. Prawdziwą nowością stały się przeklinane w wielu klubach licencje. Choć
wiele klubów podeszło do nich z dużą dozą beztroski, choć panował bałagan i
powszechne stało się wynajmowanie stadionów na rundę jesienną, to pozytywne
skutki będzie widać nawet w przyszłym roku:
Po pierwsze od piłki odejdą "dobroczyńcy" pokroju Bekdasa. Czy bez nich
będzie biedniej? Może tak, ale nie będzie też tak, że marzenia kibiców o
potędze w obecnym sezonie, często oznaczają walkę o uratowanie istnienia
klubu w przyszłym.
Po drugie co najbardziej oczywiste, poprawi się chociaż trochę stan
techniczny naszych najgorszych w Europie stadionów.
Po trzecie poprawi się praca z młodzieżą, uważana wciąż za piąte koło u wozu
i przerzucana na kieszenie rodziców.
Po czwarte pieniądze w dyspozycji klubów będą bardziej powiązane z wynikami
sportowymi i wizerunkiem klubu w jego mieście. Żaden rozsądny samorząd
miejski nie będzie wspierał klubu, który nie obchodzi większości mieszkańców
miasta, a znany jest wyłącznie z chuligańskich ekscesów jego kibiców.
Sprawa ostatnia to afera barażowa. Spędzałem urlop na południu Polski,
czytałem lokalną prasę, oglądałem lokaną telewizję. Otóż panowała tam wielka
solidarność z "biedną" i "skrzywdzoną" Szczakowianką Jaworzno. Pomstowanie
na PZPN i na "Warszawkę" to dosyć powszechna postawa kibiców z Małopolski. O
ile kibicom można wybaczyć, to wściec się można, gdy "działacz" OPZN, który
piał z radości gdy odbierano Legii mistrzostwo, rzuca gromy na WD PZPN.
Zaślepiony gość nie widzi żadnej różnicy w spodobie przeprowadzenia obu
spraw. Gdy w 1993 Kulesza powiedział "cała Polska widziała" i paru
dygnitarzy w kilka godzin odebrało Legii mistrzostwo, był to dla nich akt
sprawiedliwości. Gdy dzisiaj PZPN prowadzi miesięczne śledztwo, którym
zajmuje się zawodowy sędzia (z sądu - nie z boiska). Przedstawia kasety z
nagraniami i zeznania świadków, to werdykt WD PZPN dla niektórych jest
"bandytyzmem". Niesiony emocjami "działacz" powiedział nawet, że dlatego źle
się dzieje, bo nie ma już ś.p. Mariana Dziurowicza, bo on by do tego nie
dopuścił. Nie zamierzam przedstawiać mojej oceny przebiegu afery, gdyż każdy
kto śledził sprawę w mediach ma chyba wyrobione zdanie. Do skorumpowanej
ligi nie przyjdzie żaden poważny sponsor, co najwyżej oszust mający patent
jak wykiwać innego oszusta. Oszustwo należy jednak udowodnić przedstawiając
konkretne dowody, a nie wylewając kubły pomyj. O piłkarzach sprzedających
swój klub, pracodawcę i oddanych im kibiców nie ma co pisać. Szanująca się
prostytutka jest bardziej lojalna wobec płacącego jej klienta, bo idąc do
łóżka z następnym nie obrabia mu d.... Ale prostytutki są w końcu
profesjonalistkami...