fot. Hugollek / Legionisci.com
REKLAMA

Siatkarze Legii: To nie był udany sezon

Hugollek, źródło: Legionisci.com

Siatkarze warszawskiej Legii z pewnością nie zaliczą sezonu 2019/2020 do udanych. W porównaniu z poprzednimi rozgrywkami, gdy drużyna niemal witała się z pierwszą ligą, odpadając dopiero w finałach, w tych nie udało jej się awansować nawet do fazy wstępnej play-off. „Wojskowi” zajęli bowiem piąte, niepremiowane batalią o awans, miejsce. Z tego względu zawodnicy zakończyli swoje sportowe zmagania wyjątkowo wcześnie, bo już na samym początku lutego.

Od ostatniego meczu legionistów minęły prawie cztery miesiące. Po tym jak emocje zdążyły już opaść, postanowiliśmy poprosić naszych siatkarzy m.in. o komentarz podsumowujący zakończony przedwcześnie sezon, współpracę z trenerem, ich aktywność podczas pandemii koronawirusa czy przyszłość występów w zespole Legii.

Mariusz Godlewski (kapitan Legii): Jakie mieliśmy oczekiwania? Hmm, na pewno powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu, kiedy zajęliśmy czwarte miejsce w turnieju finałowym. To, czego nie udało się zrealizować w tych rozgrywkach, to celu minimum, czyli awansu do turnieju półfinałowego i później do turnieju finałowego, tak by powalczyć o pierwszą ligę.
A co się udało? Hmm, trudno znaleźć jakiś pozytyw, zwłaszcza gdy myśli się o walce z najlepszymi zespołami drugiej ligi, a nie awansuje nawet do play-offów swojej grupy. Sportowo w tym sezonie niestety ciężko mi jest znaleźć coś dobrego. Z czego jestem zadowolony, to fakt, iż ten rok obył się bez poważnych kontuzji.
Jeśli chodzi o nowego trenera, to szczerze nie wiem jeszcze, kim on będzie. Nowy szkoleniowiec zawsze daje jednak zawodnikom coś nowego – nową wizję, nową koncepcję gry. Jestem ciekawy, jak to wszystko będzie wyglądało w nowym sezonie. Nie mogę się już doczekać.

Okres kwarantanny z jednej strony odbieram dobrze, bo więcej czasu spędzam z rodziną. Mogę więcej czasu poświęcić dzieciom i dziewczynie, a z drugiej już powoli zaczynam denerwować się, że nie mogę choć trochę potrenować, pójść na siłownię czy do hali, by pograć w siatkówkę.

Co do nowego sezonu, to mam nadzieję, że niedługo wystartuje (śmiech), ale tak na poważnie będą to bardzo dziwne rozgrywki. W związku z wirusem nie wiadomo, ile drużyn przystąpi do ligi i w jakich składach. Nie nawiązując do tematu finansów klubów, będzie to ciężki sezon dla wszystkich. Mam nadzieję, że cała ta sytuacja jak najszybciej się ustabilizuje. Chcę solidnie przepracować okres przygotowawczy oraz cieszyć się z siatkówki.

Bartosz Tomczak: Oczekiwania wobec sezonu 2019/2020 były duże. Nasz cel minimum stanowiło zakwalifikowanie się do finałów drugiej ligi, czyli powtórzenie sukcesu z ubiegłego sezonu. Zakończyliśmy rozgrywki na piątym miejscu w naszej grupie, więc nikt z nas nie może być zadowolony. Nie chciałbym oceniać pracy trenera, bo nie ja od tego jestem, ale na pewno nasze treningi wyglądały inaczej. Okres przygotowawczy przebiegł super, jednak potem przy kontuzjach i słabszej formie nie potrafiliśmy narzucić przeciwnikowi swojej siatkówki.
Przed nowym sezonem będziemy mieć nowego trenera i zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało. To nie jest łatwe, kiedy rok za rokiem jest inny szkoleniowiec. On musi uczyć się nas, a my jego. Potrzeba czasu, żebyśmy przyzwyczaili się do metod treningowych nowego trenera, ale myślę, że przy naszym stuprocentowym zaangażowaniu nie będzie nam przeszkadzało to, że nie jesteśmy zżyci z jedną osobą przez parę lat.

Od paru miesięcy każdy z nas żyje w troszeczkę innej rzeczywistości niż miało to miejsce przed pandemią. Ja osobiście staram się podtrzymywać formę fizyczną i w wolnym czasie zajmuję się pisaniem pracy licencjackiej oraz studiami. Nie wiem jeszcze, gdzie będę grał w następnym sezonie, ponieważ cała ta karuzela transferowa przez sytuację z koronawirusem przedłuża się i transferów możemy się spodziewać nawet we wrześniu. Jestem w kontakcie z zarządem Legii i chciałbym zostać w Warszawie i łączyć moją pasję z nauką, ale pojawiło się kilka ofert, które rozważam.

Jakub Sutryk: Oczekiwania względem minionego sezonu były bardzo wysokie. Chcieliśmy co najmniej dorównać wynikowi chłopaków z poprzedniego sezonu, a przy założeniu, że udałoby się wyeliminować zarówno niepotrzebne, jak i kluczowe błędy, w naszych głowach tliła się gdzieś myśl o awansie do pierwszej ligi. Oczywiście, jak wiadomo tego celu sportowego nie udało się osiągnąć. Zabrakło nam do niego bardzo dużo, ponieważ nawet na grę w play-offach nie starczyło nam punktów w rundzie zasadniczej.

Myślę, że z perspektywy drużyny w trakcie sezonu główne cele stanowią te sportowe, a skoro nie udało się ich osiągnąć, to niestety nie ma zbyt wielu rzeczy, o których możemy mówić w kategoriach udanych. Z jednej strony zastój w środku sezonu i seryjne straty punktów wzbudziły nasze niezadowolenie, jednak z drugiej rozgrywki miały także z pewnością pozytywne strony. Po takiej „czarnej” serii potrafiliśmy się mimo wszystko podnieść [zaczynając tuż przed świętami Bożego Narodzenia – bo kiedy, jak nie wtedy? (śmiech)], zebraliśmy się w sobie i przez następne kilka meczów zaliczyliśmy najdłuższą w sezonie passę zwycięstw, o ile mnie pamięć nie myli. Niestety, ta seria zakończyła się spektakularnym potknięciem w ostatnim meczu rundy zasadniczej, które po następnej – ostatniej już i pauzowanej przez nas – kolejce okazało się być swoistym upadkiem. Z pozytywów na pewno zapadły mi w pamięć nowe więzi zawarte z chłopakami; także atmosfera w szatni momentami była nieziemska. W przypadku zmian nazwisk przed następnym sezonem, w szatni niewątpliwie będzie brakować wielu z nich.

Nowy trener to zawsze coś nowego dla drużyny, swego rodzaju powiew świeżości i być może jedyne albo podstawowe rozwiązanie ku „naprawieniu” drużyny. Może się to okazać decydujące, jeśli chodzi o dyspozycję sportową, ale nie musi.

Kwarantanna to z pewnością ciężki czas dla nas. Zostaliśmy „ograniczeni w swoich prawach” i na pewno wszyscy tęsknią za beztroską wolnością. Osobiście znajduję więcej czasu na sprawy domowe oraz studia. Zajęcia odbywają się oczywiście zdalnie. A poza tym, to w miarę możliwości dbam o formę fizyczną, wdrażając ostatnio przejażdżki rowerowe, a niekiedy i odbijanie piłki do siatkówki w parku.

Następny sezon to na razie jedna wielka niewiadoma oraz wiele znaków zapytania. Miejmy nadzieję, iż w bliskiej przyszłości czas nakreśli ścieżki na nadchodzący sezon.

Tomasz Obuchowicz: Podsumowując zakończony sezon, nie możemy być zadowoleni z rezultatu, jaki osiągnęliśmy. Naszym celem było przynajmniej powtórzenie wyniku z poprzedniego roku, czyli awans do finałów rozgrywek w walce o pierwszą ligę. Niestety, graliśmy nierówno i traciliśmy punkty w meczach, w których powinniśmy byli zgarniać ich pełną pulę.
W kwestii nowego sezonu trudno mi teraz jednoznacznie się określić. Chciałbym reprezentować ponownie barwy Legii, ale jeszcze nie przeprowadzaliśmy konkretnych rozmów. Obecnie staram się podtrzymywać swoją formę fizyczną, jeżdżąc praktycznie codziennie na rowerze oraz korzystając z dyżurów u siebie w pracy w siłowni, gdzie na spokojnie mogę zrobić trening. Można powiedzieć, że plusem tej epidemii jest to, że spędzam więcej czasu z rodziną, jako że wcześniej nie miałem go za dużo.

Arkadiusz Żakieta: Klub po reaktywacji stopniowo stawia kroki do przodu, nie tylko sportowo, ale także organizacyjnie. Cel klubu jest niezmienny – wywalczenie awansu do pierwszej ligi. W poprzednim sezonie drużyna grała w turnieju finałowym o wejście do wyższej klasy rozgrywkowej i w tym roku stanowiło to mój plan minimum, ponieważ wiedziałem, że są mocne drużyny, które też będą starały się awansować. Nastąpiła szybka weryfikacja naszej gry i sezon zakończyliśmy na piątej pozycji. Oczywiście był to cios dla klubu, ale przede wszystkim dla nas – zawodników, bo zdecydowanie każdy miał większe ambicje niż uplasowanie się w środku tabeli.

Tak naprawdę istniało kilka dobrych momentów naszej gry, jak na przykład wygrana na wyjeździe z Metrem 3:0, lecz było to zdecydowanie za mało, żeby zagrać w play-offach.
Oficjalnego komunikatu jeszcze nie otrzymaliśmy, ale w kuluarach mówi się, że klub nie przedłuży umowy z trenerem Trzcińskim [sam szkoleniowiec informował nas już w marcu, iż nie zostanie z nim przedłużona umowa – przyp. LL!]. Trzeba poczekać, jak klub poradzi sobie z ustaleniem budżetu na nowy sezon w czasie pandemii i wtedy usłyszymy nazwisko nowego trenera i zawodników, którzy będą grali w nowym sezonie.

Ja osobiście mam kilka opcji, między innymi powrotu do pierwszej ligi, ale raczej chciałbym zostać w Warszawie, żeby być blisko rodziny. Jeszcze za wcześnie na konkrety.
W czasie pandemii skupiam swój czas tylko i wyłącznie mojej rodzinie, bo w trakcie sezonu tego mi brakowało. Staram się też, żeby utrzymać formę fizyczną na dobrym poziomie – ćwiczę w domu i na powietrzu. Fajnie, że otwarto boiska plażowe, bo będzie można pograć na piasku.

Maciej Stępień: Sezon 2019/2020 był na pewno trudny i pełen zarówno radosnych, jak i smutnych momentów. Po początkowej euforii i kilku łatwych zwycięstwach za trzy punkty przyszła niemoc, która trwała przez kilka spotkań z rzędu. Muszę przyznać, że nie pamiętam w swojej drugoligowej przygodzie takiej serii porażek jak na przełomie 2019 i 2020 roku. Było to dla nas coś nieoczekiwanego, trenowaliśmy dobrze, na papierze wyglądaliśmy lepiej niż przeciwnicy, a mimo wszystko przegrywaliśmy. Na szczęście udało nam się tuż przed świętami wrócić na dobrą ścieżkę i wygrywać każdy kolejny mecz. Z perspektywy czasu myślę, że nasza współpraca w tym trudnym momencie oraz nauka gry pod dużą presją negatywnego wyniku to największe plusy minionego sezonu.

Nie ma co się oszukiwać, liczyliśmy na więcej, szczególnie że z wyjątkiem BAS pokonaliśmy każdego przeciwnika z pierwszej czwórki. Gdyby patrzeć na liczbę wygranych zamiast na punkty, to także znaleźlibyśmy się na podium. Niestety tak się nie stało. W końcówce sezonu mieliśmy trochę pecha i skończyliśmy rozgrywki na piątym miejscu, przegrywając z drużyną z Augustowa w decydującym momencie. Na pewno pozostał ogromny niedosyt, który będzie dodatkowo motywował nas w nadchodzącym sezonie.

Niestety, nie wiem jeszcze, gdzie zagram w przyszłym sezonie. Chciałbym tu zostać, ale nie wiem, czy po przerwie w rozgrywkach i wycofaniu się sponsorów możliwa będzie dalsza współpraca. Mam kilka propozycji z pierwszej ligi, a także od naszych ligowych rywali, ale nie zdecydowałem się jeszcze na żaden kierunek w 100 procentach. Wszystko wyjaśni się w ciągu kilku najbliższych dni.

Co do kwarantanny, był to dla mnie trudny czas. Z osoby, która codziennie miała studia, pracę i dodatkowo grała w siatkówkę, stałem się nałogowym „oglądaczem” seriali i filmów. Na szczęście mam w domu trochę sprzętu do ćwiczeń, także po dwutygodniowej przerwie wróciłem do treningów i udało mi się nie stracić całkowicie formy. Obecnie gramy już regularnie na piasku, żeby być w jak najlepszej dyspozycji przed nadchodzącym sezonem.

Mam nadzieję, że podobnie jak przed dwoma laty kibice będą wspierać Legię na trybunach i że ja również będę miał możliwość grania przez kolejny sezon w tym wspaniałym klubie.

Kamil Szewczyk: W sezonie 2018/2019 zajęliśmy czwarte miejsce w Polsce na szczeblu drugiej ligi. Nie ma co ukrywać – mimo braku awansu był to nasz najlepszy sezon po reaktywacji klubu. Po takim sezonie w następnym chcesz być jeszcze lepszym zawodnikiem i zajść jeszcze dalej. Drużyny z Lublina i Strzelec Opolskich, które awansowały do pierwszej ligi, były siatkarsko poza naszym zasięgiem.

Zeszły sezon rozpoczynałem z dużą nadzieją, że zbliżymy się poziomem do wcześniej wymienionych drużyn, wejdziemy do czwórki i z większymi szansami powalczymy o awans. Niestety, nie udało nam się nawet wejść do czwórki w naszej grupie. Osobiście było mi po prostu wstyd. Trudno powiedzieć, co zrobiliśmy dobrze, skoro nie osiągnęliśmy nawet planu minimum; odnośnie tego, co poszło nie tak – mam swoje przemyślenia, które zostawię dla siebie. Myślę, że każdy z drużyny wie, co robił źle, a co dobrze i ważne, aby samemu wyciągnąć wnioski na przyszłość. Co do utrzymania formy w tych warunkach, jakie mamy, staram się codziennie ruszać: rower, bieganie, pompki, brzuszki czy hantelki są na porządku dziennym.

Jeśli chodzi o nowy sezon, nie ma na razie tematu, nie myślę o tym. Przed epidemią sytuacja finansowa w większości drużyn drugiej ligi była marna, więc mam duże obawy, że po sytuacji, jaka dotknęła cały świat, może być bardzo źle. Jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądał kolejny sezon i gdzie będę grał. Potrzeba czasu, aby pewne kwestie się wyjaśniły.

Bartosz Stępień: Miniony sezon jest moim zdaniem bardzo trudny do podsumowania, nie mogę jednym zdaniem stwierdzić, czy zaliczam go do udanych czy nie. Zaczął się bardzo obiecująco, dobrze prezentowaliśmy się zarówno na treningach, jak i pierwszych meczach ligowych i wydawało się, że jesteśmy jedną z najmocniejszych drużyn w lidze i to nie tylko „na papierze”. Niestety, po kilku spotkaniach punkty zaczęły nam uciekać – zarówno w tie-breakach, jak i przegranych pojedynkach. Bardzo trudno było nam podnieść się z tej sytuacji, ale jestem bardzo zadowolony, że finalnie udało się nam wyjść z dołka i w drugiej rundzie ponownie zaczęliśmy wygrywać ważne spotkania i sety. Zabrakło nam naprawdę niewiele, żeby znaleźć się w pierwszej czwórce.

Myślę, że możemy być zadowoleni z faktu, że po słabszym okresie gry udało nam się powrócić do walki o najwyższe cele, ale nie powinniśmy byli w nim trwać przez tak długi czas. To z pewnością coś, nad czym musimy popracować w kolejnym sezonie. Na temat trenera niewiele wiadomo, a przynajmniej ja niewiele wiem. Być może będzie nowy, być może nie. Jako że nie jestem dobrze poinformowany, to wolałbym się nie wypowiadać na ten temat.

Na kwarantannie bardzo brakuje mi (pewnie tak, jak i większości sportowców) ruchu. Wprawdzie staram się utrzymać formę, ćwicząc w domu, ale wiadomo, że nie jest to tak efektywne jak treningi z drużyną. Większość czasu, ze względu na studia, spędzam niestety siedząc przed komputerem i słuchając wykładów. Wolne chwile staram się jednak wykorzystywać chociaż na odrobinę wysiłku fizycznego. Weekendy często spędzam na działce, gdzie odbijam trochę w siatkówkę, gram w piłkę nożną i badmintona z bratem.

Myślę, że mam już plany na kolejny sezon, ale jako że jeszcze nic nie wiadomo, na pewno dowiecie się podczas prezentacji zawodników, czy w dalszym ciągu będę starał się zdobywać jak najwięcej punktów dla Legii Warszawa czy może dla jakiegoś innego klubu. Do zobaczenia na parkietach w przyszłym sezonie!

Wojciech Sumara: Oczekiwania względem minionego sezonu były bardzo wygórowane, ponieważ w poprzednich rozgrywkach do awansu zabrakło nam tylko zwycięstwa z drużyną z Głogowa, a także przez to, że nasze szeregi zasilił Arek Żakieta, będący wiodącym zawodnikiem pierwszoligowych drużyn. Myślę, że w takiej sytuacji każdy miał apetyt na jeszcze lepszy wynik końcowy.
Uważam, że najważniejszym problemem, z jakim się borykaliśmy, była jakość treningowa i zaangażowanie, co przekładało się na słabo zagrane mecze. Istotne znaczenie dla końcowego wyniku w obecnym sezonie miało również odejście Kacpra Buczka, który niesamowicie spajał drużynę i robił superatmosferę – stanowił swego rodzaju cichego bohatera poprzedniego sezonu.

Z pewnością nasza finalna pozycja w lidze nikogo nie zadowala, jednak indywidualnie czułem się świetnie. Nie miałem problemów zdrowotnych (tutaj szczególne podziękowania dla fizjoterapeutów z „Orthos”, dzięki którym na stałe pozbyłem się problemów z plecami) i uważam, że każdą minutę na treningu wykorzystałem w najlepszy możliwy sposób.
Okres wirusowego szaleństwa nie jest dla mnie szczególnie wymagający, ponieważ mogę żyć na garnuszku u rodziców (śmiech) oraz ćwiczyć siłowo w ogrodzie. Mam również to szczęście, że w moim rejonie jest kilku miłośników siatkówki, dzięki czemu praktycznie codziennie uprawiam siatkówkę plażową.

Uważam, że Legia potrzebuje stabilizacji i trenera, który będzie miał niepodważalną pozycję w drużynie. Na pewno zawsze będę pozytywnie wspominał warszawskie czasy. Czułem się tutaj (jak na drugoligowe standardy) bardzo dobrze. Życzę Legii wszystkiego dobrego w kolejnych sezonach, ciągłego rozwoju oraz rychłego awansu do pierwszej ligi.

Mateusz Pazgan: Muszę szczerze powiedzieć, że nie jestem zadowolony z tego sezonu – nie tylko z postawy drużyny i gry, ale i z ogółu różnych czynników. Oczekiwania względem rozgrywek 2019/2020 były zgoła odmienne od wyników, jakie w nich osiągaliśmy.

Zmiana trenera stanowiła złą decyzję, bo przez nią właśnie musieliśmy prawie grać o utrzymanie w drugiej lidze. Z tego powodu raczej nie zostanę na przyszły sezon w Legii. Nie mam też środków na to, żeby dopłacać do gry w Warszawie, zwłaszcza że mogę występować w innym zespole w dużo lepszych warunkach. Na razie trenuję sam i przygotowuję się do okresu siatkówki plażowej, zaś w odpowiednim czasie rozpocznę przedsezonowe przygotowania do gry w nowym klubie.

Daniel Rosa: Sezonu 2019/2020 na pewno nie możemy zaliczyć do udanych. Drużyna przed sezonem była budowana do wyższych celów niż tylko utrzymanie w lidze. Na pewno odczuwaliśmy pewnego rodzaju presję względem poprzedniego sezonu. Chcieliśmy powtórzyć dobry wynik, a przy odrobinie szczęścia awansować do pierwszej ligi. Niestety, to są tylko plany i założenia, a ich realizacja to znacznie trudniejsze zadanie. Składa się na nie mnóstwo aspektów. Wprawdzie borykaliśmy się z kontuzjami w zespole, ale czy można to stawiać za główną przyczynę naszego wyniku? Myślę, że nie. W zespole było nas piętnastu, a w każdym sezonie zazwyczaj przytrafiają się jakieś dolegliwości zdrowotne. W drużynie mieliśmy aż tylu siatkarzy, aby móc się wzajemnie zastępować w trudnych sytuacjach kadrowych.

Trudno wskazać jakąś konkretną przyczynę naszego niepowodzenia. Tak jak na sukces składa się mnóstwo małych czynników, tak i podobnie jest w momencie odniesienia porażki. Chciałbym po prostu zamknąć ten ubiegły sezon i skupić się na przyszłości. Moja gra też nie była na miarę moich oczekiwań. Stanowię zawodnika, który zawsze walczy o najwyższe cele i poprzeczkę stawia sobie wysoko.

Nie chcę oceniać zespołu, bo to nie moje zadanie. Od tego są inni ludzie. Ja mogę rozliczać jedynie samego siebie, a wiem, że mogłem osiągnąć więcej niż zaprezentowałem w ubiegłym sezonie. Obecnie mogę się jedynie starać o to, aby w kolejnych rozgrywkach osiągnąć wyższą formę i w jakimś stopniu pomóc w ten sposób drużynie.
Jednym z plusów zaistniałej, „koronawirusowej” sytuacji jest fakt, że rozgrywki nie zostały dokończone, a co za tym idzie nie ma awansów sportowych. Drugi plus to spora ilość wolnego czasu i możliwość wyleczenia kontuzji, która od jakiegoś czasu mi doskwierała.

Jeśli chodzi o zmianę trenera, ja nie znam żadnych szczegółów – tym zajmuje się zarząd. Mogę jedynie stwierdzić, iż będąc w klubie od sześciu sezonów, dość często doświadczałem zmiany szkoleniowców.

Odnośnie moich planów względem kolejnego sezonu, jest jeszcze za wcześnie, żebym się na ten temat wypowiadał. Póki co chcę zadbać o siebie i wyleczyć kontuzję, tak abym w kolejnych rozgrywkach mógł w stu procentach pomóc zespołowi, w którym przyjdzie mi występować.

Rozmawiał Sebastian Tasakowski

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

+dodaj komentarz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.