fot. Dariusz Chojnacki
REKLAMA

Z kart historii

Pięćdziesiąt lat minęło… Odcinek 3.

Łukasz

Pół wieku temu piłkarze z Warszawy brylowali na europejskich boiskach, a Legia stała się klubem wzbudzającym szacunek i uznanie wśród markowych rywali. W rankingu historycznym UEFA za pucharowe edycje w latach 1968-1973 „wojskowi” zostali sklasyfikowani na 7. miejscu w Europie, co jest wyczynem w najbliższych latach nie do powtórzenia przez jakikolwiek zespół z Ekstraklasy. Droga do wielkiej szansy na triumf w najważniejszych europejskich rozgrywkach rozpoczęła się meczów z UTA Arad. Pierwsza przeszkoda została wzięta szturmem, gdyż warszawianie pokonali w dwumeczu 10-1 zespół UTA.

Czytaj Odcinek 1.
Czytaj Odcinek 2.

Cz. 3. Kanonada.

Przypomnijmy, że „wojskowi” osiągnęli cenną zaliczkę wygrywając pierwsze spotkanie w Aradzie 2:1. Mając duży komfort przed rewanżem mogli skupić się na potyczkach ligowych. Udało im się zdobyć komplet punktów w trzech spotkaniach, pokonując kolejno: Zagłębie Wałbrzych, Pogoń Szczecin i Stal Rzeszów. Dzięki temu ich przewaga nad dwoma kolejnymi zespołami w tabeli wynosiła aż cztery punkty, przy czym warto pamiętać, że za zwycięstwo przyznawano dwa, a nie trzy „oczka” jak obecnie. Jednak tuż przed spotkaniem trener Zientara nie krył swych obaw w rozmowie z dziennikarzem „Życia Warszawy”: Rumuni to dobry zespół. U siebie nie odnieśli sukcesu, bo my zdobyliśmy się na bardzo dużo, a nigdy nie wiadomo, czy w środę wszystko nam będzie się udawało. Trzeba wziąć pod uwagę, iż tym razem oni mogą być w lepszej dyspozycji psychicznej, grają przecież bez obciążenia. Nie mają już nic do stracenia, rzucą chyba na szalę wszystkie swoje siły i umiejętności. Jednocześnie podkreślił, że jego drużynie zależy na awansie i spotkaniach z kolejnymi rywalami.

1 października 1969 roku na Stadionie Wojska Polskiego doszło do jednego z najbardziej szokujących spotkań rozegranych przez jakikolwiek polski klub w europejskich pucharach. Mecz zaplanowano na godz. 17:30. Legioniści zagrali w składzie: Grotyński, Stachurski, Zygmunt, Z. Blaut, Trzaskowski, Deyna, Brychczy, B. Blaut, Żmijewski, Pieszko, Gadocha. Jedyna zmiana w stosunku do spotkania w Aradzie to obecność w meczowej „jedenastce” młodszego z braci Blautów zamiast Niedziółki. Trener Zientara po raz kolejny nie przeprowadził w trakcie meczu ani jednej zmiany. Goście zaś wyszli w nieco zmienionym zestawieniu: Gornea, Birău, Bakos, Brosovszky, Petescu, Pojoni (podawany w niektórych opracowaniach jako Pozsony), Axente, Mot, Domide, Lereter, Dumitrescu. Spotkanie prowadził sędzia Reino Koskinen z Finlandii. Tak Jerzy Lechowski rozpoczął relację z tego widowiska dla „Przeglądu Sportowego” w numerze 119 z 1969 r.: Kibice nie mieli czasu na zastanawianie się, dlaczego do przerwy był wynik bezbramkowy, a po przerwie Legia zdobyła aż 8 goli. Rozpruł się worek z bramkami? Załamał się Gornea, czy tak doskonale grała w drugiej części Legia? Wszystko działo się tak szybko, tak składnie i tak skutecznie, że w tej sytuacji jedynym podziękowaniem sympatyków drużyny mistrza Polski mogło być tylko staropolskie, serdecznie „Sto lat”. Śpiewano je często, głośno i melodyjnie. Przebieg spotkania może wydawać się nieprawdopodobny. W pierwszej połowie mecz toczył się bardziej pod dyktando gości. Jeszcze tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie niewiele brakowało, a w zamieszaniu podbramkowym Rumuni jako pierwsi strzeliliby gola. Wówczas mogło zrobić się nerwowo, bo losy awansu do kolejnej rundy wisiałyby na włosku, chociaż porażka 0:1 również premiowałaby dalej warszawian. Jednakże stało się zgoła odmiennie. Dalej możemy w relacji Lechowskiego przeczytać: Jakby za pociągnięciem jakiejś niewidocznej, czarodziejskiej różdżki rozpoczął się koncert Legii na… całą oktawę. Otóż „wojskowi” zaaplikowali Rumunom w 34 minuty aż osiem goli. Pierwszego z nich strzelił w 51. minucie celnym strzałem głową Bernard Blaut po dośrodkowaniu z rzutu wolnego egzekwowanego przez Roberta Gadochę. W tym momencie publiczność zgromadzona przy Łazienkowskiej (ok. 15 tysięcy) mogła odetchnąć z ulgą i z zadowoleniem śledzić dalszy ciąg wypadków. To co potem działo się na boisku można wyrazić tylko za pomocą rzadko używanych słów w sprawozdaniach ze spotkań piłkarskich: piękne i porywające, mądre i jednocześnie pełne fantazji, przyjemne dla oka i skuteczne akcje. Jeszcze przez kilkanaście minut przyjezdni dopingowani przez grupę swoich kibiców próbowali wyrównać. Niestety w relacji brakuje informacji jak liczna mogła to być grupa. Dalej czytamy m.in.: Po upływie 20 minut gry drugiej części spotkania nastąpiła dla Rumunów prawdziwa katastrofa. Teraz bramki zaczęły się sypać, jak z rogu obfitości! Szybcy, rzeźcy i grający wreszcie na pełnych obrotach legioniści z łatwością przedostawali się na pole karne Rumunów. Kolejne trafienia były dziełem Gadochy (dwa: 70 i 74 min.), Brychczego (73 min.), Stachurskiego (78 min.) i Deyny (81 min.). Przy wyniku 6:0 nerwowo nie wytrzymał reprezentacyjny bramkarz gości, znany wtedy m.in. z udanego występu przeciw Anglii na Wembley w barwach narodowych, Gheorghe Gornea, którego zmienił Emeric Moricz. Rezerwowy golkiper przepuścił jeszcze strzały Żmijewskiego (83 min.) oraz Pieszki z rzutu karnego (85 min.). Z relacji przedstawionej w „Życiu Warszawy” w numerze z 2 października 1969 r. możemy m.in. dowiedzieć się: Bramek mogło paść jeszcze więcej, m.in. trzykrotnie poprzeczka zagrodziła drogę piłce do siatki rumuńskiej, nie wykorzystali też legioniści kilku jeszcze dogodnych sytuacji strzałowych. (…) Po meczu trener E. Zientara powiedział: Nie sprawdziły się moje obawy. Mam dowód, że w zespole Legii tkwią duże możliwości. Zadowolony jestem ze wszystkich, a na wyróżnienie szczególnie zasłużyli B. Blaut, Gadocha, Żmijewski oraz Deyna. Zdaniem przewodniczącego sekcji piłkarskiej Legii, gen. Wojciecha Barańskiego (wypowiedź pochodzi z cytowanego wcześniej numeru „PS”): To nie był zwykły mecz, lecz uczta piłkarska. Nasi zawodnicy włożyli w to spotkanie wszystkie swoje umiejętności i wielką ambicję. Należą im się za to gorące słowa uznania. Pokonali dobrego, znanego w Europie rywala. Nikogo nie wyróżniam, wszyscy grali bardzo dobrze. Trener gości Dumitrescu docenił klasę Legii i życzył powodzenia w kolejnych rundach Pucharu Europy. Jako ciekawostkę dodam, że mecz był transmitowany przez TVP od czterdziestej szóstej minuty, niczym mecze I ligi polskiej jeszcze w połowie lat 90-tych; niestety skrótu z tego spotkania nie odnalazłem. Po latach zdobywca pierwszej bramki, czyli Bernard Blaut, w wywiadzie na łamach tygodnika „Nasza Legia” (numer 41 z 2002 r.) w taki sposób to spotkanie wspominał: Z tego, co pamiętam, to strzelając bramkę na 1:0 wcale nie myślałem, gdzie mam uderzyć. Po prostu wyskoczyłem do centry, uderzyłem głową i piłka wpadła tam, gdzie miała wpaść. Dodam tylko, że zagranie, po którym strzeliłem bramkę, to był wyuczony schemat. (…) To była gra na pamięć. Po utracie bramki z Rumunów zeszło powietrze. Był to cios, po którym już do końca meczu nie zdołali się podnieść.

Tego samego dnia w Pucharze Zdobywców Pucharów Górnik Zabrze pokonał na Stadionie Śląskim Olympiakos Pireus 5:0. Natomiast dzień wcześniej Ruch Chorzów odrobił straty i wygrał z wiedeńskim Sportklubem 4:1. Okładka „Przeglądu Sportowego” głosiła: Kanonada na stadionach Warszawy i Chorzowa. Zwycięstwo Legii było wówczas rekordowe, jeśli chodzi o występy jakiegokolwiek polskiego klubu. Wcześniej najwyższym wynikiem było 6:0 dla „wojskowych” z TSV 1860 Monachium osiągnięte w Pucharze Miast Targowych na początku października 1968 r. Rekord ten został następnie pobity o jedno trafienie przez warszawian niespełna trzy lata później, ale w konfrontacji z dużo słabszym rywalem, islandzkim Vikingur Reykjavik (9:0 w Warszawie) w Pucharze Zdobywców Pucharów. Wynik ten nie został do tej pory poprawiony, jedynie Hutnik Kraków zdołał go w 1996 r. powtórzyć w pojedynku z Chazri Buzowna Baku. Po raz pierwszy w historii w sezonie 1969/1970 wszystkie cztery kluby z polskiej ligi awansowały do kolejnej rundy, o czym w dzisiejszych czasach możemy pomarzyć. Losowanie 1/8 finału Pucharu Europy miało odbyć się 3 października 1969 r. w Genewie.

Z wyników I rundy Pucharu Mistrzów edycji 1969/1970 należy dostrzec inne „kanonady”. Wysoki wynik padł w dwumeczu Feyenoordu Rotterdam z KR Reykjavik (16:2) i co ciekawe, rezultaty 12:2 oraz 4:0 uzyskano na jednym stadionie: De Kuip w Rotterdamie. Jeszcze wyższym łącznym wynikiem mógł pochwalić się Leeds United, który pokonał u siebie norweski FK Lyn Oslo 10:0, a następnie na wyjeździe 6:0. Real Madryt zwyciężył Olympiakos Nikozja 8:0 i 6:1, również rozgrywając obydwa mecze na jednym obiekcie: Santiago Bernabéu. Wygraną 8:0 mogła pochwalić się w pierwszym spotkaniu u siebie Crvena zvezda Belgrad z Linfield F.C., zaś na wyjeździe 4:2. Zatem wynik 10:1 w dwumeczu osiągnięty przez warszawian nie był najwyższy w stosunku do wygranych innych zespołów, ale został osiągnięty ze zdecydowanie silniejszym przeciwnikiem niż ówcześni mistrzowie Islandii, Norwegii, Cypru, czy też Irlandii Północnej. Warto też pokreślić fakt, iż „wojskowi” nie zdołali w tamtym sezonie zbliżyć się do takiego strzeleckiego osiągnięcia, gdyż drugim w kolejności „pogromem” był rezultat 4:0 odniesiony z Odrą w Opolu w 6 kolejce ligowej, tuż przed meczem w Aradzie. Bariera czterech trafień również nie została więcej przekroczona, czasami zdarzały się spotkania, w których legioniści trzykrotnie pokonywali bramkarzy rywali. Zatem „kanonady” nie były w ich wykonaniu czymś powszechnym, a pokonanie rywala ośmioma bramkami stało się legendarnym, ale jednak epizodem. Znakiem firmowym tamtej drużyny była przede wszystkim szczelna defensywa. Należy również zwrócić uwagę na dalsze losy zespołu UTA, aby dostrzec, jak wartościowa była wygrana Legii. Rumuni obronili w sezonie 1969/70 tytuł najlepszej drużyny w kraju i jest to ostatnie do tej pory zdobyte przez nich mistrzostwo. Zatem wzięli udział w kolejnej edycji Pucharu Europy i sprawili wówczas olbrzymią sensację. Otóż wyeliminowali obrońcę trofeum, czyli Feyenoord Rotterdam, remisując niespodziewanie w Holandii 1:1, a następnie w Aradzie 0:0. W kolejnej rundzie nie sprostali ekipie Crveny zvezda Belgrad, ulegając jej w dwumeczu 1:6, dzięki czemu pozostawili po sobie dużo lepsze wrażenie niż po spotkaniach z warszawianami. Z kolei w sezonie 1971/72 dzięki zajęciu czwartego miejsca w lidze wystartowali w Pucharze UEFA. W nim dotarli aż do ćwierćfinału, eliminując po kolei zespoły: Austria Salzburg, Zagłębie Wałbrzych, Vitória Setúbal. Odpadli zaś z silnym angielskim Tottenham Hotspur, który ostatecznie zdobył to trofeum. Ostatnim sukcesem tego zespołu było wicemistrzostwo Rumunii oraz możliwość rozegrania dwumeczu w pierwszej rundzie Pucharu UEFA z IFK Norrköping. Na tym europejska kariera klubu z Aradu się zakończyła. Zastanawiające jest zatem, dlaczego Feliks Niedziółka w filmie „O krok od pucharu. Legia Warszawa 1969/70” przedstawił informacje, że zespół ten został wykluczony z europejskich rozgrywek po przegranym dwumeczu z Legią przez rumuńską federację, skoro wziął udział w jeszcze kilku kolejnych edycjach? Do opisania tego filmu jeszcze wrócę w kolejnych odcinkach, ponieważ ta interesująca produkcja stacji Canal+ wymaga dokładnego opisania. Ponadto kolejna zagadka: dlaczego na stronie oficjalnej UEFA przy nazwisku Bakos w informacjach dotyczących obydwu spotkań UTA z Legią figuruje symbol żółtej kartki, skoro zostały one oficjalnie powszechnie wprowadzone na mistrzostwach świata w Meksyku w 1970 roku (dodam, że wcześniej stosowanie ich było testowane w niektórych spotkaniach, również oficjalnych)? Historia futbolu ma przed sobą jeszcze wiele tajemnic do wyjaśnienia…

Internet:
https://kassiesa.net/uefa/data/index.html
https://en.wikipedia.org/wiki/FC_UTA_Arad
https://www.uta-arad.ro/
https://www.transfermarkt.com/spielbericht/index/spielbericht/1169196
https://www.uefa.com/uefachampionsleague/match/62597--legia-vs-uta/
KR Reykjavik – Feyenoord 2:12 (17.09.1969 r.):
https://www.youtube.com/watch?v=oA3ae2fmYyg
Feyenoord – UT Arad 1:1 (16.09.1970 r.):
https://www.youtube.com/watch?v=sdevbL_EvC4

Bibliografia:
Bołba Wiktor, Dawidziuk Adam, Karpiński Grzegorz, Piątek Robert, Legia Warszawa 1916 ⸜ 2016, Warszawa 2017.
Gowarzewski Andrzej, Futbolowa wojna światów. Mistrzostwa świata 1930-1978, encyklopedia piłkarska FUJI, t. 44, Katowice 2014.
Gowarzewski Andrzej, Szczepłek Stefan, Szmel Bożena Lidia i in., Legia to potęga. Prawie 90 lat prawdziwej historii, „Kolekcja klubów”, t. 9, Katowice 2004.
Gowarzewski Andrzej, Mucha Zbigniew, Szmel Bożena Lidia i in., Legia najlepsza jest…, „Kolekcja klubów”, t. 13, Katowice 2013.
„Nasza Legia” z lat 1997-2007.
„Przegląd Sportowy” i „Życie Warszawy” z przełomu lat 60-tych i 70-tych.
Szczepłek Stefan, Deyna, Legia i tamte czasy, Warszawa 2012.
Wójkowski Kamil, Legia Warszawa w europejskich pucharach. Historia klubu i jego kibiców na piłkarskich arenach, Żelechów 2013.
Plus materiały autora.

Film: O krok od pucharu. Legia Warszawa 1969/70, reż. Rafał Nahorny, Marcin Rosłoń, prod. Canal+ Polska 2010.

Czytaj Odcinek 1.
Czytaj Odcinek 2.

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

+dodaj komentarz
R1958 - 29.05.2020 / 21:56, *.t-mobile.pl

Pamiętam 2 połowa Legia wjechała ich w ziemię, grali jak natchnieni. LEGIA to potega

odpowiedz
Olaf - 29.05.2020 / 13:20, *.vectranet.pl

kurcze, brawo za detale, szczególnie, o tym jak Legia coś znaczyła w Europie!

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.