Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Legia, czyli amatorka

piątek, 29 sierpnia 2003 15:45
Cezary Kucharskiźródło: Przegląd Sportowy

- Do Grecji wyjechał pan dość nieoczekiwanie. Mogło się przecież wydawać, że w Legii zostanie pan do końca kariery?

Cezary Kucharski: To była faktycznie niespodzianka, ale tylko dlatego, że nikt nie wiedział o moich wcześniejszych negocjacjach z Iraklisem. Tak naprawdę mój menedżer był w stałym kontakcie z greckim klubem już na kilka miesięcy przed podpisaniem umowy. Obserwowany przez wysłanników Iraklisu byłem już w pierwszym meczu Pucharu UEFA z Schalke 04 Gelsenkirchen. Dlatego o zainteresowaniu wiedziałem - nie spodziewałem się tylko, że... dojdziemy do porozumienia. Do całego tematu podchodziłem więc dość sceptycznie.


- Czy dogadał się pan z Iraklisem jeszcze w trakcie sezonu?

- Nie. Wszystko dograliśmy tuż po zakończeniu sezonu. Mój menedżer Jarek Kołakowski powiedział, że do Warszawy przyleci na negocjacje prezes Iraklisu. Na miejscu, po odbyciu rozmowy, doszliśmy do kompromisu i ustaliliśmy warunki kontraktu.


- Żałował pan odejścia, czy raczej nastał już odpowiedni moment na zmianę otoczenia?

- To był najlepszy moment na zmianę klubu. W Legii czułem się dobrze, miałem świetny kontakt z kolegami z drużyny, ale pewne czynniki wpłynęły na to, że musiałem wyjechać z Warszawy. Myślę, że zbyt dużo energii poświęcałem na inne sprawy niż dobre przygotowanie się do kolejnych meczów.


- Jakie sprawy tak bardzo zaprzątały panu głowę?

- Ciągle chodziłem do działaczy Legii, w imieniu całego zespołu, i załatwiałem oraz negocjowałem tysiące mniej lub bardziej ważnych rzeczy. Kosztowało mnie stanowczo za dużo czasu. Byłem już zmęczony, miałem dość!


- Dlaczego po zdobyciu mistrzostwa Legia nie zrobiła kroku naprzód, ale wręcz zanotowała poważny regres?

- Nie jestem przekonany, czy był pomysł na zarządzanie klubem i prowadzenie go do kolejnych sukcesów. Sama nazwa i marka "Legia" gwarantuje dobry biznes. Takim przedsiębiorstwem trzeba jednak umieć kierować. Osobiście mam duże wątpliwości, czy ludzie, którzy kiedyś sprzedawali części do samochodów i maszyny rolnicze rzeczywiście rozumieją filozofię futbolu, a także potrafią zarządzać profesjonalnym klubem. I to nie jest nawet z mojej strony krytyka niektórych osób, ale - po prostu - stwierdzenie faktu. Zresztą problem nie dotyczy tylko Legii. Większość klubów ma takich "działaczy", niestety...


- Czy w ogóle dostał pan jakąś propozycję z Legii?

- Owszem. Dostałem propozycję... odejścia (śmiech). Kiedyś rozmawiałem z prezesem Zarajczykiem. Powiedział mi otwarcie - jak będziesz miał dobrą ofertę, to lepiej odejdź z Legii.


- Rozumiem, że pana stosunki z Andrzejem Zarajczykiem nie układały się najlepiej?

- Wprost przeciwnie, nawet lubiliśmy się (śmiech). Czasem udawało nam się dochodzić do kompromisu. Generalnie jednak działacze mieli zupełnie inny od mojego pomysł na funkcjonowanie klubu. Chcieli pozbyć się piłkarzy z najwyższymi kontraktami, a na ich miejsce pozyskać graczy tanich. Taki był - i ciągle jest - plan doprowadzenia Legii do sukcesów. Od pewnego czasu w tym klubie nie liczą się względy sportowe. Chodzi tylko o wypracowanie maksymalnego zysku przy minimalnych nakładów. Jednym słowem: zamiast sportowych ambicji - czysta ekonomia. Doskonale rozumiem, że na całym świecie jest kryzys na rynku, ale trzeba wyważyć odpowiednie proporcje. Jeśli bowiem klub obniży wszystkim kontrakty i pozbędzie się najlepszych zawodników, to - na przykład - może nie zakwalifikować się do europejskich pucharów i stracić okazję do zarobienia dodatkowych pieniędzy. Wtedy przepaść może nawet kilka milionów i okaże się, że zrezygnowanie z najlepiej zarabiających piłkarzy było nieopłacalne. Nawet na meczach z Barceloną i Schalke Legia zarobiła niezłe pieniądze. Później nie zakwalifikowaliśmy się do europejskich pucharów i spora kasa przepadła. A długi rosną...


- Nie uważa pan jednak, że w ubiegłym sezonie drużyna Legii była, w tamtym składzie, wypalona i w tym należałoby szukać przyczyn zajęcia w tabeli dopiero czwartego miejsca?

- Zgadzam się. Rzeczywiście zespół był już wypalony... metodami treningowymi pana Okuki. Po zdobyciu mistrzostwa Serb, chcąc osiągnąć dalsze sukcesy, tylko zwiększył obciążenia na kolejnych treningach i to była jego recepta na dobre wyniki. Okuka nie szlifował jednak spraw taktycznych, czy też technicznych. To była, ciężka fizyczna praca - zwykłe zapieprzanie, nic więcej. Są pewne granice możliwości ludzkiej wytrzymałości i w ubiegłym sezonie Okuka na pewno je przekroczył.


- Nie najlepiej wspomina pan Okukę...

- Dlaczego? Za jego kadencji w zespole panowała dyscyplina, każdy z zawodników prowadził się profesjonalnie. Ponadto Serb oceniał nas sprawiedliwie po każdym meczu, bez żadnych sympatii oraz antypatii. Uważam jednak, że zbyt dużą wagę przywiązywał do przygotowania fizycznego. Był to dominujący element w jego warsztacie treningowym, w przeciwieństwie do wielu trenerów pracujących na Zachodzie, którzy stawiają głównie na taktykę i technikę. Gdyby bowiem o klasie zawodnika decydowała tylko siła i wytrzymałość, najlepiej byłoby stworzyć zespół z sześciu maratończyków i pięciu stumetrowców.


- Czy Dariusz Kubicki był właściwym kandydatem na następcę Okuki? Przecież jego pierwsze podejście w roli głównego trenera Legii było kompletnie nieudane, nie potrafił sobie nawet ułożyć odpowiednich stosunków z zawodnikami...

- Myślę, że nie był to zły wybór. Widać, że Kubicki jest odważny i zmienia system gry na bardziej nowoczesny. To bardzo inteligentny trener i na dodatek... względnie tani. Na pewno kosztował znacznie mniej niż ewentualny, kolejny szkoleniowiec z zagranicy. Znów więc prawdopodobnie czynnik ekonomiczny okazał się decydujący.


- Kubicki nie namawiał pana na pozostanie w Legii?

- On, w ogóle nie wiedział, że odchodzę z Legii! Dopiero po fakcie, gdy już podpisałem kontrakt z Iraklisem, został o tym poinformowany przez działaczy. To również pokazuje, jakim klubem jest teraz Legia. Czy w profesjonalnej organizacji trener mógłby nie wiedzieć nic o odejściu podstawowego zawodnika? Skądże znowu! To kolejny przykład na to, że tam nie jest normalnie...


- Jakie perspektywy widzi pan przed Legią? Czy ma jakiekolwiek szanse, aby pod względem organizacyjnym, dogonić w najbliższych latach Wisłę Kraków albo Groclin Grodzisk Wielkopolski?

- Z oczywistych przyczyn życzę Legii oraz grającym w niej moim kolegom jak najlepiej. Obawiam się jednak, że przy obecnej polityce transferowej będzie jej trudno zdystansować wymienione kluby. Dopóki nie zmieni się właściciel klubu, Legia będzie miała niewielkie szanse na dogonienie Wisły albo Groclinu. A przecież nie mówimy w tym momencie o żadnych potentatach. Wisła przed walką o Ligę Mistrzów oddała trzech czołowych zawodników, ale i tak jest znacznie mocniejsza od Legii. Chociaż... Z tym klubem naprawdę nigdy nic wiadomo. Czasem im gorzej wygląda personalnie, tym lepiej wypada na boisku.


Rozmawiał Marcin Harasimowicz

Podaj ten news dalej: