REKLAMA

Biblioteka legionisty: Moja przygoda z piłką i gwizdkiem

Bodziach, źródło: Legionisci.com

Grzegorz Aleksandrowicz to znany przed laty sędzia piłkarski, ale również dziennikarz sportowy. Właściwie swoją przygodę z piłką rozpoczął od relacjonowania imprez sportowych, w tym meczów piłkarskich. Dopiero później zapisał się na kurs sędziowski... a to po to, by jego szef z ogólnopolskiego dziennika sportowego, pozwolił mu na ocenianie arbitrów w swoich relacjach.

Aleksandrowicz w wydanej w 1984 roku książce odpowiada różne historie związane z piłką, które miał okazję przeżyć. W pierwszej części książki opowiada sporo o przedwojennych i prowadzonych w trakcie II wojny światowej, rozgrywek piłkarskich na terenie Warszawy i okolic.

"Mistrzem Polski w sezonie 1954/55 była stołeczna Legia, ale nie ona, lecz Gwardia Warszawa została zgłoszona do turnieju. Wówczas bowiem regulamin Pucharu Europy nie był jeszcze tak precyzyjny jak obecnie. Uczestniczyć w rozgrywkach mógł - choć nie musiał - mistrz kraju, zaś decyzja kto zostanie zgłoszony należała wyłącznie od ówczesnej sekcji piłki nożnej GKKF" - czytamy w jednym z kolejnych rozdziałów, gdzie następnie autor przypomina rywalizację Gwardii w europejskich pucharach w tamtym sezonie i problemy z rozstrzygnięciem na boisku losów awansu do kolejnej rundy.

Legijnych wątków w książce jest oczywiście więcej. "Na mecz Legia - Ruch w Warszawie wyznaczony został Włodzimierz Bródka z Gdańska, jeden z najlepszych arbitrów. Miał on wszelkie warunki ku temu, by spotkanie to zanotować obok innych dobrze przeprowadzonych. Jednak usłużny kolega opowiedział mu na kilka godzin przed meczem o tym, że jego nominacja nie spodobała się kierownictwu drużyny przyjezdnej, że klub ten czynił starania o zmianę, że wysuwał przeciw niemu zastrzeżenia itp. Sędzia bardzo przejął się tą informacją, wyszedł na boisko zdenerwowany i w konsekwencji sam sobie 'zepsuł' mecz. Zamiast być sobą i prowadzić grę jak zawsze, wydawał podświadomie takie decyzje, które miały udobruchać 'działaczy' z zastrzeżeniami. Siłą faktu musiał narazić się gospodarzom, kilkakrotnie słusznie niezadowolonym z jego decyzji. Poza tym reagował bardzo niepewnie, albo za wcześnie, alb o za późno" - czytamy nt. jednej z historii dotyczących sędziowania meczów przed kilkudziesięciu laty.

Aleksandrowicz opowiada także o działaczach i "działaczach", piłkarskich "wałkach" (choć bez nazwisk) oraz, pokrótce, o ruchu kibicowskim przy klubach kibica. "Jestem przekonany o tym, że nie są to tylko słowa bez pokrycia. Przykłady kilku klubów, jak szczecińskiej Pogoni i poznańskiego Lecha, świadczą zdecydowanie na korzyść pracy działaczy tych klubów nad przygotowaniem widowni, a przede wszystkim świadczą o pozytywnych skutkach prawidłowego zajęcia się młodzieżą zakochaną w swoim klubie. I to są właśnie namacalne efekty dobrej, prawidłowej działalności klubów kibica, zwanych również sekcjami sympatyków. Co mają robić członkowie klubu kibica? Zupełnie niesłusznie utożsamia się ich z grupami młodzieńców zaopatrzonych w szaliki i czapeczki o barwach klubowych (bo przecież te akcesoria może dostać każdy widz nie zrzeszony w klubie kibica), krzyczących bez ładu i sensu kiedy tylko znajdzie się ku temu okazja i używających co chwila (z niemądrego wręcz upodobania i przyzwyczajenia) niecenzuralnych słów, wręcz obraźliwych, wyrzucanych ze zniszczonego alkoholem gardła. Tacy widzowie absolutnie nie zasługują na miano kibica, sympatyka klubu lub sportu" - czytamy w jednym z ostatnich rozdziałów.

Grzegorz Aleksandrowicz opowiada także o wybitnych piłkarzach - najlepszych jakich spotkał na swojej piłkarskiej drodze. Wśród nich nie mogło zabraknąć trzech reprezentantów naszego klubu, którym poświęcono nieco więcej miejsca aniżeli kilka zdań. "Najbardziej jednak polubiłem kilku najwybitniejszych mistrzów piłki nożnej, sztandarowych współtwórców ich własnej ery w historii naszego futbolu, a mianowicie Gerarda Cieślika, Lucjana Brychczego, Ernesta Pola, Włodzimierza Lubańskiego i Kazimierza Deynę. Każdy z nich był inny, choć wszyscy byli wspaniałymi piłkarzami. (...) Wspólnym zaś mianownikiem dla wszystkich wymienionych był olbrzymi, nieoceniony i nieprzemijający wkład w rozwój i sławę naszej piłki" - opisuje swój wybór autor naprawdę ciekawej pozycji zatytułowanej "Moja przygoda z piłką i gwizdkiem".

Tytuł: Moja przygoda z piłką i gwizdkiem
Autor: Grzegorz Aleksandrowicz
Wydawnictwo: Sport i Turystyka
Rok wydania: 1984
Liczba stron: 160

Więcej recenzji książek w dziale Biblioteka legionisty.


REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

+dodaj komentarz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.