Ma Pan chyba niespożyte siły, niemal przez cały mecz walczy i biega za dwóch...
Marek Saganowski: Po prostu nie oszczędzam się. Wiem, na co stać mój organizm. Nigdy nie kalkuluję, że akurat w tym momencie nie wystartuję do piłki i zachowam siły na później. W każdą akcję wkładam całe serce.
W końcówce meczu przeciwko Lechowi poprosił Pan jednak o zmianę.
- To prawda. Było to jednak spowodowane skurczem w dwóch poprzedzających moje zejście z boiska sytuacjach. Doszedłem do wniosku, że byłoby lepiej, aby zastąpił mnie ktoś, kto będzie jeszcze w stanie absorbować obrońców Lecha.
Strzelił Pan niezwykle ważną bramkę, otwierającą drogę do zwycięstwa.
- Dostałem bardzo dokładne podanie od Tomka Jarzębowskiego i na niczym innym nie byłem tak skoncentrowany, jak na dokładnym kopnięciu piłki. Resztę kibice widzieli.
Czy dzięki zdobytej bramce przełamał się Pan i będzie zdobywał w kolejnych meczach następne gole?
- Był to niezwykle ważny gol, zarówno dla mnie, jak i drużyny. Nie była to jednak kwestia odblokowania się. W spotkaniach w Wodzisławiu i ostatnim, w Warszawie z Polonią, po prostu nie miałem okazji do strzelenia bramki. Uważam, że po meczu z Lechem będziemy stwarzać więcej sytuacji, a mnie przyjdzie łatwiej zdobywanie goli.
Legia zaprezentowała zupełnie inny styl gry niż w spotkaniu z Górnikiem Łęczna.
- Gdy atakowaliśmy tylko skrzydłami (z Łęczną), nie wyglądało to najlepiej i nie przynosiło spodziewanych efektów. Mamy w swoich szeregach znakomitych rozgrywających i w spotkaniu przeciwko Lechowi pokazali, że potrafią przeprowadzać kombinacyjnie akcje, nie tylko skrzydłami, ale także środkiem boiska.
Czy przed meczem zmobilizowała Pana wiadomość, że może Pan zająć w reprezentacji miejsce Emmanuela Olisadebe?
- Od dawna myślałem o powrocie do reprezentacji Polski i w pewien sposób zmobilizowało mnie to. Jeżeli Paweł Janas zdecydował się postawić na mnie, musiałem się czymś wyróżnić.
Trudny moment przyszedł, gdy Dic-kson Choto został ukarany czerwoną kartką. Okazało się jednak, że w osłabieniu łatwiej Wam się gra.
- Po prostu rywale uważają, że łatwiej pobić grającą w dziesiątkę Legię. Nie bronią się całym zespołem na własnej połowie i spotyka ich przykra niespodzianka. Polonia i Lech nadziały się na kontry. To jedynie złudzenie, że w dziesięciu łatwiej się nam gra. Gdy obie drużyny są w komplecie, wówczas nasi przeciwnicy jedynie zaciekle bronią dostępu do własnej bramki.
Czy atmosfera na trybunach pomogła Wam w zwycięstwie?
- Kibice mogą być zadowoleni z efektów naszej gry, natomiast my jesteśmy oczarowani tym, co działo się na stadionie. Przy takiej atmosferze chce się grać i oby takich meczów było więcej.
Jak Pan ocenia współpracę z trenerem Kubickim?
- Miałem już kilku trenerów, ale po tym, co przeszliśmy na zgrupowaniu we Francji, i przygotowaniach w Polsce mam dla niego ogromny szacunek.
Mimo problemów z wypłatami?
- Z kasą nie jest najlepiej, ale to przecież nie jest wina trenera. Poza tym wychodząc na taki mecz jak w piątek, i przy dopingu tak fantastycznej publiczności, chyba nikt nie myśli o pieniądzach.
Czy przerwa w rozgrywkach będzie działała na Waszą niekorzyść?
- Zastanawialiśmy się nad tym. Doszliśmy do wniosku, że przerwa może nas trochę wybić z rytmu. W sobotę koledzy zmierzą się jednak w spotkaniu sparingowym z Partizanem Belgrad, dlatego nasza forma powinna zostać podtrzymana.
Który cel będzie łatwiej osiągnąć: Puchar czy mistrzostwo Polski?
- Zdecydowanie Puchar Polski, ale z pozoru łatwe do osiągnięcia rzeczy okazują się najtrudniejsze. Do tytułu mistrzowskiego kandyduje kilka zespołów - my również.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Nigdy nie kalkuluję
poniedziałek, 1 września 2003 08:42
Marek Saganowskiźródło: Życie Warszawy