Grał Pan w październikowym meczu z Łotwą, gdy przegraliśmy w Warszawie 0-1. Jakich błędów z tamtego spotkania powinniśmy teraz uniknąć?
Jacek Zieliński: Wówczas zagraliśmy źle pod względem taktycznym, zostawialiśmy zbyt dużo miejsca na skrzydłach. Oddaliśmy również inicjatywę w środku pola, rywale mieli za dużo swobody.
Zawodnicy przyznają, że tamten mecz głęboko w nich siedzi. Czy sądzi Pan, że w Rydze - mając w pamięci wspomnianą wpadkę - mogą zagrać nieco przestraszeni?
- Nie, ponieważ nie mają się kogo bać. Łotwa to drużyna do pokonania. Jesteśmy lepsi od rywali, teraz trzeba to tylko udowodnić.
Był Pan zaskoczony brakiem powołania na sobotni mecz?
- Ostatnio prezentowałem kiepską dyspozycję. Rozmawiałem na ten temat z trenerem Janasem. Byliśmy zgodni, że powołanie mnie do reprezentacji nie ma teraz sensu.
Z czego wynikała Pana słabsza gra w meczu z Estonią?
- Przed rozpoczęciem sezonu leczyłem kontuzję ścięgna Achillesa. W sierpniowych meczach nie czułem się najlepiej. W Tallinie zabrakło mi pewności siebie. Mówiąc żargonem piłkarskim, źle wszedłem w mecz.
W ligowym spotkaniu z Lechem było już znacznie lepiej.
- Powiedzmy, że zaprezentowałem odpowiednią dyspozycję. Taką, o jaką mi chodziło.
W kolejnych meczach reprezentacji Paweł Janas może potrzebować obrońców znajdujących się w wysokiej formie...
- Nie chciałbym spekulować na ten temat. Mam już 36 lat. W takim wieku trudno mówić cokolwiek o przyszłości w reprezentacji.
Rozmawiał Maciej Białek
Wywiad
Łotwa? Nie ma się kogo bać
środa, 3 września 2003 08:23
Jacek Zielińskiźródło: Życie Warszawy