Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Czarne czy czerwone?

środa, 3 września 2003 11:13
Gizmo

Naiwne z pozoru pytanie nie jest pozbawione sensu. Jest
zalążkiem powstania prawie ogólno-warszawskiej dyskusji co do
liczebności meczowego składu Legii w spotkaniach ekstraklasy.
Wiem, wiem... Przepisy, regulaminy. W porządku. Postawmy pytanie
inaczej: Jak szybko powinna zmniejszać się liczebność drużyny
licząc od pierwszego gwizdka arbitra? Obawiam się, że niektórzy
piłkarze mogą aż zanadto wziąć sobie do serca ostatnie wypadki,
niechybnie świadczące, że im Legia „mniejsza” tym silniejsza. Co
jednak się stanie jeśli identyczna myśl przejdzie przez głowę
więcej niż jednemu legioniście w tym samym meczu? Stanie się
katastrofa. Gloryfikacja „czerwonych” legionistów trąci z lekka
absurdem. Sagan... Pierwsza kolejka – „czerwień”. Konsekwencje?
Brak, przecież w Wodzisławiu nie przegraliśmy. I nic to, że
największa nadzieja tego sezonu musiała odbębnić dwa mecze na
ławie. Biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia sezonu, dziw bierze, że
po meczu z Łęczną do szatni schodziło... jedenastu legionistów :-
). Szybko okazało się, że jest to jednak tylko wyjątek
potwierdzający niechlubną regułę. Bo już kilka dni później Legia
będąc... gościem Polonii na Łazienkowskiej (o zgrozo!!!) i
przeżywając gorycz profanacji własnego obiektu i dobrego imienia
Kazia Deyny, zafundowała swoim kibicom czarny scenariusz
z „Czarnymi Koszulami”. Co nas uratowało? Kolejny paradoks – dwa
błędy, najpierw Artura Boruca, a później poświęcenie
emerytowanego obrońcy Marka Jóźwiaka, który poczuł się jak za
dawnych lat, gdy w heroicznym boju w Genui zastąpił między
słupkami Maćka Szczęsnego. Boruc karnego strzelić nie
pozwolił... Konsekwencje? Jak wyżej – brak. Ba, obaj zostali
wykreowani na bohaterów meczu. Gdyby nie Jóźwiak, byłby gol,
gdyby nie Boruc - efekt byłby taki sam. Szkoda, że te dwa nazwiska
po meczu wręcz wychwalane pod niebiosa przyćmiły trzeciego i
chyba głównego bohatera tego spotkania. Bo mecz wygrywa nie ta
drużyna, która ma więcej piłkarzy na boisku, nie ta, która robi
więcej albo mniej błędów, ale ta, która strzela bramki. A to
było dziełem owego trzeciego bohatera. Bo Jóźwiak mógł „puścić
szmatę” i zostać na boisku, Boruc mógł nie obronić karnego. A
mimo to właśnie bramka Vuko pozwoliła dopisać jakiekolwiek
punkty w tabeli. Kolejny mecz... Ekspres z Poznania z maszynistą
Ślusarskim chwalącym się wcześniej, że „ukłuje” LEGIĘ, nowym
kierownikiem składu – Świerczewskim, wjechał na stację przy
Łazienkowskiej. I wszystko byłoby dobrze (a może właśnie
niedobrze), gdyby nie zawiadowca stacji – niejaki Fijarczyk,
który na siłę pokazywał kto rządzi na boisku. Po meczu ktoś
powiedział, że to sabotaż, bo ów zawiadowca chciał pomóc Lechowi.
Czyżby? Nie sądzę. Bo ta pomoc skończyła się przeróbką
poznańskiego ekspresu na osobowy, w dodatku z bagażem dwóch
bramek wrzuconym w ciągu dwóch minut postoju na stacji. Ale
wracając do tematu. Trzeci legionista wyrzucony z boiska w
czwartej kolejce sezonu. Niezła średnia na mecz. Bohater?
Podobno tak, bo znów schodząc godnie do szatni zmobilizował
kolegów. Może gdyby nie zszedł, to Legia by tego meczu nie
wygrała. Tym razem jednak bohater okazał się nieświadomy
bohaterstwa, bo z boiska wyleciał za nic, co może lekko trącać
rasizmem ze strony zawiadowcy Fijarczyka (a może to tylko
przypadek). Nie przeszkodziło to jednak Legii potrzymać w
napięciu swoich fanów. Bo po Grzegorzu Szamotulskim Legia ma w
bramce kolejnego showmena – ryzykanta. I na nic tłumaczenie, że
Jarzębowski „podszedł pod niego”, bo finalny efekt jest taki, że
Legia Wygrała mecz 2:1 strzelając... wszystkie 3 bramki i to w
dodatku grając w dziesiątkę!! Godne podziwu. Mniej godne podziwu
są jednak wypowiedzi rozradowanych „zdobywców” czerwonych
kartek, mówiących z uśmiechem na twarzy, że to „dzięki nim” itd.
Bo nie wolno zapominać, że scenariusz pisany na jedenaście ról
właśnie przez nich (dzięki nim) musiał być grany przez
dziesięciu aktorów. To pociąga za sobą wysiłek fizyczny, a do
końca rundy jeszcze kawałek...
Na koniec nutka optymizmu. Zbliżają się mecze reprezentacji.
Wierzę, że Polska zejdzie z boiska nie tylko zwycięska ale i...
w pełnym składzie. Bez przeszkód ze strony „czarnych” i
bez „pomocy” czerwieni. Czego sobie i innym życzę.

Podaj ten news dalej: