Maciej Weber: Czy po odejściu z Legii jeszcze Pan odpoczywa, czy może znalazł już Pan pracę?
Dragomir Okuka: Do środy byłem nad naszym morzem. Właśnie rozegrałem towarzyski turniej piłkarski i jestem trochę zmęczony. Mam, niestety, trochę czasu, bo po odejściu z Legii nadal nie pracuję. Dostałem co prawda kilka ofert z klubów serbskich, ale nie z tych najlepszych, więc je odrzuciłem. W ubiegłym tygodniu napłynęła też oferta z Kataru, lecz to jeszcze nie ten etap. Tam mógłbym się udać na zakończenie kariery, tylko dla pieniędzy. Mam jeszcze ambicje. Gdy z takim klubem jak Legia osiągało się najwyższe cele, takie jak mistrzostwo kraju, to nie można zadowalać się byle czym. Spodziewam się, że może nawet do grudnia będę czekać na zagraniczną ofertę, bo w Serbii nie doczekam się niczego interesującego. Wychodzę jednak z założenia, że dobry trener zawsze znajdzie pracę. Czasem trzeba tylko trochę poczekać.
Przed wyjazdem z Warszawy mówił Pan, że jest poważnym kandydatem do objęcia funkcji selekcjonera Serbii i Czarnogóry...
- I byłem, ale w końcu przegrałem rywalizację z Petkoviciem. Tak bywa. Liczysz, że cię wybiorą, a wybierają innego.
Przyjeżdża Pan do Warszawy z drużyną Partizana, ale jej trenerem jest Lothar Matthaeus.
- Wiedzieli, że spędziłem tu piękne chwile, i zaproponowali, że mnie zabiorą. Nie jestem bliżej związany z tym klubem, jednak mam tam znajomych, nawet kilku przyjaciół. Zresztą w Polsce też chyba mam. Co jakiś czas do mnie dzwonią. Rozmawiam czasem przez telefon z prezesem Zarajczykiem, z prezesem Trylnikiem...
A pański były asystent, a obecnie pierwszy trener Legii Dariusz Kubicki też dzwoni do Pana?
- Nawet niedawno do mnie zadzwonił zapytać, czy Nenad Misković, który wybiera się do waszego klubu, to dobry zawodnik.
I co mu Pan odpowiedział, że dobry?
- O, tak. Twardy, agresywny. Przydałby się Legii.
Ale w Partizanie, zdaje się, od dawna nie gra, jest nawet w głębokiej rezerwie?
- Partizan to w tej chwili świetna drużyna. Awansował przecież do Ligi Mistrzów, co dla polskich drużyn od dawna jest tylko marzeniem. Legii za mojej kadencji to przecież też się nie udało. Mają w tej chwili 25-30 niemal równorzędnych zawodników. Nawet trudno mi wymieniać któregoś z nich, bo siłą jest cała drużyna. Z całą odpowiedzialnością mogę natomiast stwierdzić, że każdy z nich byłby w stanie powalczyć o miejsce w podstawowym składzie Legii.
Partizan jest na tyle silny, że niedawny reprezentant Polski Tomasz Rząsa przesiaduje tam na ławce rezerwowych.
- Tu akurat dziwię się trenerowi Matthaeusowi bo Rząsa to dobry zawodnik. Z drugiej jednak strony równie mocnych graczy Partizan ma mnóstwo. Na tej pozycji, czyli lewej obronie, Rząsa ma bardzo mocnego konkurenta. Na jego z kolei obronę trzeba powiedzieć, że on siada chociaż na ławce, a również lewy obrońca, wspomniany Misković, najwyżej na trybunach. W ostatniej kolejce Rząsa zagrał jednak całe spotkanie i spisał się bardzo dobrze. A Partizan wygrał 6:2.
Jaki ma być scenariusz pańskiego pożegnania? Usiądzie Pan na trybunie honorowej czy ławce rezerwowych Legii?
- Oczywiście, że na trybunie. Na ławce moje miejsce jest już dawno zajęte. Nie po to "Kuba" został pierwszym trenerem, by teraz tak łatwo ustępować.
A co powie Pan o grze tej nowej Legii pod kierownictwem trenera Kubickiego? Podobno w komputerze trenera Okuki często odwiedzane są polskie portale internetowe?
- Rzeczywiście zaglądam do Onetu i portalu "Gazety Wyborczej". Stąd na bieżąco śledzę, co dzieje się w Legii. Wiem, że początek sezonu był trudny, ale ja też łatwo nie miałem. Wszystko idzie tak, jak tego oczekiwałem. Czyli drużyna zaczęła wygrywać. Będzie dobrze.
Pamięta Pan flagę na stadionie Legii z narysowanym wizerunkiem wybitnego polskiego piłkarza?
- Oczywiście, to flaga z wizerunkiem Kazimierza Deyny. To nazwisko znałem jeszcze długo przed tym, jak przyjechałem pracować do Polski.
A wie Pan, że od pewnego czasu na płocie przy trybunie otwartej jest kolejna flaga, i to z wizerunkiem Dragomira Okuki?
- A, tego nie wiedziałem. W takim razie jest mi bardzo miło. To nagroda za czas, w którym u was pracowałem. To znaczy, że kibice o mnie pamiętają. Chcę zapewnić, że i ja pamiętam kibiców.
Mimo że od wyjazdu z Polski minęło już kilka miesięcy, wciąż całkiem nieźle pamięta Pan naszą mowę.
- Nadal mówię łamaną polszczyzną i pewnie lepiej nie będzie, ale coś tam pamiętam. Na szczęście co jakiś czas zdarza się okazja, by sobie ten język odświeżyć. I to nie tylko w trakcie rozmów telefonicznych. Gdy byłem teraz nad morzem, spotkałem Polaków. Najpierw z Gdańska, a potem z Bielska-Białej i wszyscy oni mnie kojarzyli. Nawet dziecko spojrzało na mnie i wskazując palcem, powiedziało: "O, trenażer Legii". Wygląda na to, że ludzie w Polsce wbili mnie sobie w pamięć. I to nie tylko ci z Warszawy.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Nadal czekam na oferty
środa, 3 września 2003 23:14
Dragomir Okukaźródło: Gazeta Wyborcza