Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Swego nie znacie

poniedziałek, 8 września 2003 13:22
Kuba Myszkorowski

W piątek rozegrany został mecz towarzyski pomiędzy Legią a Partizanem Belgrad. Całkiem przyjemne dla oka spotkanie, do tego zakończone zwycięstwem Wojskowych, ale nie o wyniku i grze chciałbym tym razem pisać, a o trenerach. Z ławki rezerwowych drużyną Serbów dowodził Niemiec Lothar Matheus, a tymczasem wybitny trener, całkiem przypadkowo narodowości właśnie serbskiej, przyglądał się meczowi tylko w charakterze widza. Dragomir Okuka mimo znaczącego dorobku, na który składają się między innymi Mistrzostwo Polski i Puchar Ligi wywalczone z Legią w składzie, który z pewnością automatycznie nie gwarantował naszej drużynie gry o najwyższe cele, nie może znaleźć pracy w najlepszych klubach w rodzimym kraju. Oferty dostaje tylko z prowincji – to tak, jakby trener Kubicki otrzymał propozycję trenowania, za przeproszeniem, Szczakowianki.

Moda na zagranicznych trenerów wydaje się być problemem w naszej części Europy, ale nad Wisłą szerzy się już prawdziwa epidemia. Na polskich ławkach zasiadają szkoleniowcy władający wieloma językami, ale traf chciał, że innymi, niż te, którymi posługują się piłkarze. W tym samym czasie nasi rodzimi trenerzy z braku propozycji, musieli znaleźć sobie nowe zajęcia. Trener w stanie zawieszenia Bogusław Kaczmarek przerzucił się na ogrodnictwo i teraz kopie grządki we własnym ogródku, Jan Żurek zabrał się za komentowanie dla telewizji CANAL+, a Jerzy Engel (ten od „futbolu na tak”) produkuje się w charakterze dyrektora sportowego w naszym klubie. Jak na razie bez efektów.

W każdym razie problem jest poważny – kto może, ściąga szkoleniowca z zagranicy. Nie ma sprawy, jeśli są to specjaliści o wyrobionej pozycji, ze znaczącymi osiągnięciami na koncie. Kiedy Dragomir Okuka przychodził do Legii już miał w dorobku tytuł mistrza wtedy jeszcze Jugosławii, a dziś Serbii i Czarnogóry. Jednak nasz Serb jest prawdziwą perełką w całym zastępie trenerów, którzy tak jak ostatnie powodzie przyszli z Południa, głównie z Czech i Słowacji. Są to w większości fachowcy podobno dobrzy, z tym, że nie bardzo. Liborowi Pali, po tym jak ze Świtem rozpędził kilku rywali w drugiej lidze, sodówa uderzyła do głowy w stopniu krytycznym. Teraz bredzi coś o „mikro-psycho-przewagach”, a prowadzony przez niego Lech z tego wszystkiego gra tylko „mikro”. Dusan Radolsky wyluzował z pracy w Groclinie popularnego „Bobo” Kaczmarka, ale jego całkiem słuszne pomysły na grę do przodu, skutecznie unicestwiają sprowadzeni przez niego kumowie z Czech: Sedlacek i Mynar. Copjak ze Świtu ma pomysł na strefę, ale taką bardziej przygraniczną. Piłkarze są uwiązani na swoich formacjach, wskutek czego nie mogą włączać się do gry pod bramką rywali, a Lukullus zdobywa bramki od święta. Następne: Wszystkich Świętych, ale to dopiero w listopadzie. W międzyczasie swoimi pomysłami bawili kibiców Czech o „czeskobrzmiącym” nazwisku – Nemec i jego rodak Liczka, który stanowił zagrożenie dla wszystkich fanów futbolu w naszym kraju jako potencjalny selekcjoner pierwszej reprezentacji Polski. Na szczęście misiowi Listkiewiczowi ktoś zdołał wybić ten pomysł z głowy zanim popełnił kolejne głupstwo.

Wkrótce do naszej ligi zaczną napływać trenerzy z egzotycznych pod względem zaawansowania piłki nożnej krajów, jak Kazachstan, Armenia, czy Gruzja. I kiedy ktoś zapyta prezesa klubu, dlaczego zatrudnił szkoleniowca właśnie z Azerbejdżanu, skoro ten w swoim kraju był tylko dyrektorem mleczarni, ten odpowie: „ale jaki oni mieli udój!”. Sytuacja byłaby śmieszna, gdyby nie fakt, że sprowadzani hurtowo dyletanci rozwalają naszą ligę, wyrzucają z drużyn piłkarzy aspirujących do gry w reprezentacji (vide: Gajtkowski wykopany z Lecha przez Palę) i ściągają w ich miejsce zawodników, do których te określenie pasuje tylko w tym sensie, że potrafią jedynie zawodzić.

Sytuacja w Belgradzie jest podobna. Matheus był wielkim piłkarzem, ale jako trener na razie wiele nie osiągnął. Do Partizana przyszedł na gotowe – drużyna miała dużą przewagę w lidze i nie zdobycie „majstra” w tej sytuacji równałoby się z automatyczną nominacją do Nagrody Nobla w dowolnej dziedzinie. Za nim przemawia jak na razie awans do Ligi Mistrzów, ale jeśli noga mu się tam podwinie (czego mu nie życzę), schedę po nim powinien nareszcie objąć Drago, albo przynajmniej inny serbski szkoleniowiec. Jak na razie karuzela trenerska kręci się pod prąd – w Serbii i Czarnogórze pracują Niemcy, a w Polsce Czesi. Tylko dla naszych szkoleniowców nie ma już miejsca.

Chyba czas na to, żeby postawić na polskich trenerów i dać im szansę pracy, a nie zwalniać ich po kilku meczach bez wygranej. Oby dobrym przykładem był casus Kubickiego, który mimo dwóch remisów na starcie ligi, nie stracił poparcia zarządu. Przypomnę tylko, że w czterech ostatnich meczach, wliczając w to spotkanie Pucharu Polski i towarzyską potyczkę z Partizanem, Legia wygrała. Potrzebna nam jest solidarność w środowisku skupionym wokół piłki, które powinno być świadome tego, że jeśli teraz postawimy na obcokrajowców, to stracimy na tym w przyszłości. Dopóki z zagranicy nie będą napływać trenerzy pokroju Fergusona, Wengera, czy Okuki, trzeba twardo stawiać na swoich.

Jeśli jednak musimy już koniecznie sprowadzać kogokolwiek spoza Polski, to może następnym prezesem PZPN zostałby jakiś Czech, czy Niemiec. Prezes Listkiewicz lubi takie niekonwencjonalne rozwiązania, więc powinien temu pomysłowi przyklasnąć i honorowo zrezygnować z ponownego ubiegania się o wybrania go na tę funkcję, ustępując miejsca koledze zza granicy. O ile pod względem szkoleniowym nie mamy czego się wstydzić, to jeśli chodzi o organizację, przydałoby się przejąć zachodnie wzory, które mogłyby nareszcie zastąpić skostniałe schematy „listkolandu”.

Podaj ten news dalej: