- Po meczu z Łotwą zebrał Pan wiele pochwał. Byłby Pan zaskoczony, gdyby nie zagrał Pan ze Szwedami od początku?
Marek Saganowski: O tym, czy zagram od początku, będę przekonany dopiero wówczas, gdy zobaczę w protokole swoje nazwisko.
- Nie pasuje Panu rola dżokera wchodzącego z ławki na pół godziny?
- Gdy przyszedłem do Legii, wchodziłem na kilkanaście, kilkadziesiąt minut, ale nie grałem zbyt dobrze, nie byłem skuteczny. Na pewno lepiej mi się gra, kiedy wychodzę od początku.
- Spotkanie ze Szwecją ma być meczem walki. Da Pan radę tak rosłym zawodnikom, jak obrońcy Trzech Koron?
- Nie boję się. Mogę nawet powiedzieć, że wolę grać z wyższym zawodnikiem niż niższym, którego nie można porządnie chwycić, który cały czas będzie mi uciekał. Z wysokim się walczy, a ja to bardzo lubię na boisku. Nigdy nie unikam walki.
- Czy psychicznie i fizycznie czuje się Pan gotowy do gry od pierwszej minuty?
- Wszyscy wiedzą, że na zgrupowanie przyjechałem trochę przypadkowo, bo Emmanuel Olisadebe nie był zdrowy. Ale skoro dostałem szansę, to jestem tu po to, by walczyć o miejsce w składzie. Ambicji mi nie brakuje. Jestem w stanie wyjść bez strachu i obiecać, że będę zasuwał na całego. Nie umiem jednak przewidzieć, co z tego wyniknie. Mam dopiero 24 lata, chcę w kadrze zostać na dłużej. Doświadczenia także mi nie brakuje, w wieku 18 lat grałem na Wembley. Tam nie "pękłem", to i nie wystraszę się Stadionu Śląskiego w Chorzowie.
- Trener Legii Dariusz Kubicki mówi, że jest Pan tak dobrze przygotowany fizycznie, że może grać codziennie.
- Podczas lipcowego zgrupowania w trzy dni zagrałem trzy mecze od pierwszej do ostatniej minuty i... żyję. To znacznie ułatwia mi lepsze wykorzystywanie największego atutu - waleczności.
- Czy na treningach skuteczność jest coraz lepsza?
- Jeśli tylko dochodzimy do dobrej sytuacji, to najczęściej jest gol. Największym problemem jest to, żeby w meczu mieć taką okazję jak na treningu. W Legii są trzy-cztery szanse i jak raz się nie strzeli, zawsze można się poprawić. W zespole narodowym poziom jest zdecydowanie wyższy niż w klubach i najczęściej nie ma poprawki.
- Z poniedziałkowych zajęć w Radzionkowie mogłoby wynikać, że w składzie będą cztery zmiany: Żewłakow za Ratajczyka, Zdebel za Sobolewskiego, Karwan za Lewandowskiego i Saganowski za Kryszałowicza.
- Nie wyciągałbym takich wniosków. Najczęściej wszystko okazuje się po ostatnich zajęciach, wtedy trener podejmuje ostateczną decyzję, którą ogłasza w dniu meczu rano. To samo było przed Łotwą. To, że zagra Mariusz Lewandowski, zdecydowało się w ostatniej chwili.
- Grał Pan kiedyś na Stadionie Śląskim?
- Nigdy.
- Tomasz Kłos mówi, że klucz do sukcesu to nie stracić gola i szybko pokonać szwedzkiego bramkarza.
- Tak byłoby najlepiej. Wtedy Szwedzi musieliby zagrać trochę odważniej, otworzyć się. My moglibyśmy kontrować. Jeśli oni strzelą pierwsi, może być ciężko odrobić straty. Ale ja wolę optymistyczną wersję.
Rozmawiali Robert Błoński i Dariusz Tuzimek
Wywiad
Ja się nie boję
wtorek, 9 września 2003 22:09
Marek Saganowskiźródło: Gazeta Wyborcza