Marek Saganowski wrócił do reprezentacji po długiej przerwie. Być może w meczu ze Szwecją nie zaprezentował się tak dobrze jak można było oczekiwać, ale lepiej nie mógł. Napastnicy muszą dostawać podania od pomocników, a tego wieczora nie dostawali - mówi trener Legii Dariusz Kubicki, który tak jak większość z nas obserwował mecz w telewizji.
"Nasza linia środkowa w środę praktycznie uniemożliwiła napastnikom pokazanie na co ich właściwie stać. Na pewno Marek nie zagrał wielkiego spotkania i stać go na więcej. Ma już na koncie dziewięć występów w kadrze i nadal nie strzelił gola. Przypominam jednak, że większość z tych meczów rozegrał wtedy, gdy był bardzo młody.
Wczoraj w naszej drużynie było kilka słabszych od niego postaci. Właściwie nie dostał ani jednego porządnego podania. W drugiej połowie miał dwie okazje do zdobycia gola. Pięć minut po przerwie biegł na bramkę Szwedów, ale w ostatniej chwili wślizgiem piłkę wybił mu obrońca. Wyglądało to na faul, ale niestety zagranie było czyste. Potem próbował dobijać strzał Żurawskiego, lecz był za daleko od piłki. Zabrakło szczęścia i dłuższej nogi. Niedługo potem dostał żółtą kartkę. To dlatego, że zawsze agresywnie atakuje obrońców i nigdy im nie odpuszcza. Jednak obserwowałem tę sytuację na powtórce i mogę śmiało stwierdzić, że żółta kartka była pochopna. Marek najpierw trafił w piłkę, a ponieważ był rozpędzony, to przewrócił Szweda. To absolutnie czysty wślizg.
Pół godziny przed końcem meczu trener Janas zdjął Saganowskiego z boiska. Musiał coś zmienić, postanowił więc zmienić napastnika. Moim zdaniem równie dobrze mógł zmienić każdego. A że zmienił Marka? Tak wybrał."
Trener Kubicki o występie Saganowskiego ze Szwecją
czwartek, 11 września 2003 00:27
źródło: Gazeta Wyborcza