Niestety tylko cień... To było w Rydze... Myślałem, że całego orła zobaczę w Chorzowie. Tego pięknego z rozpostartymi
skrzydłami... Niestety. Sprawdziły się przypuszczenia z felietonu po meczu z Łotwą. Szwedzi nas rozjechali jak walec i wcale nie był do tego potrzebny błąd Bąka. Po prostu zanim przebrzmiało echo tego, co w tym meczu było najpiękniejsze (czyli hymnu odśpiewanego przez polskich kibiców) było już właściwie po meczu i po eliminacjach. Zabezpieczenie tyłów było wzorowe, ale tylko przez dwie minuty. Troszkę mało, jak na drużynę mającą aspiracje co najmniej barażowe. A jednak... mecz mi się podobał. Pardon – podobała mi się gra Polaków. Nie, nie piłem w trakcie meczu, nie widziałem podwójnie. Po prostu podobało mi się jakieś 30, może nawet 40 minut gry w wykonaniu biało-czerwonych. O ile w Rydze wygrała Reprezantacja Polski, o tyle w Chorzowie przegrała Reprezentacja Polski tworząca drużynę, momentami nawet kolektyw. Wiem, widziałem momenty gry bez ładu i składu polegające na podawaniu piłki do Szwedów lub na tzw. wolne pole. Dodam, że zupełnie wolne, bo bez piłkarzy którejkolwiek z drużyn. Ale przy całym tym galimatiasie i meczu który właściwie zaczął się tak, jakbyśmy już wychodząc na boisko przegrywali 0-1, niektóre akcje bardzo mi się podobały. Niejeden kibic powie teraz, że nie mam pojęcia o piłce. Ale to nie my
graliśmy źle. My zagraliśmy naprawdę bardzo dobry mecz. Problem w tym, że akurat tego dnia graliśmy z fenomenalnie ułożoną drużyną, zdyscyplinowaną, która na boisku grała tak, jakby nie chciało jej się chcieć, a mimo to zaprezentowała futbol na światowym poziomie. Już dawno nie widziałem u nas takiej ambicji, takiej woli walki. Nie o zwycięstwo – o honor, narodową dumę, o udowodnienie wszystkim, że może nie do końca potrafimy, ale na pewno bardzo chcemy. Widziałem polską Reprezentację grającą do 90 minuty meczu tylko do przodu mimo, że grała w osłabieniu. Do ostatniego gwizdka prawie czołgając się po boisku nasi próbowali. I za to im chwała!!! Za to, że bardziej niż
Szwedom chciało im się chcieć. Byliśmy słabsi piłkarsko – to prawda. Nikt nie daje punktów za ambicję. Ale mnie jako Polakowi serce się radowało, kiedy patrzyłem jak Nasi piłkarze wiedząc, że przegrali ten mecz wciąż próbowali strzelić bramkę w dziesiątkę. Szwedzi zagrali zdecydowanie lepiej niż na Rasundzie, z wielkim wręcz bezczelnym wyrachowaniem. Gdyby Polacy zagrali w Rydze tak, jak w Chorzowie to na 2-0 z Łotyszami by się nie skończyło. Nie użyję oklepanych sloganów w stylu „coś drgnęło”. Na to jest za późno. Szwedzi zapewne piknikowo potraktują Łotyszy, a my ME obejrzymy znów w telewizji. Ale chylę czoło przed Pawłem Janasem, za odwagę, upór i konsekwencję. Za wywalenie z kadry na zbitą mordę pseudo-gwiazdeczek zachowujących się, jak księżniczka, którą uwiera w dupę ziarenko grochu. A Pan Wichniarek niech wraca do Berlina zadowolony z faktu, że był naszym piątym napastnikiem. Gdyby mógł grać Oli, Wichniar byłby zapewne dopiero szóstym:) Jednak przy tej okazji mały kamyczek do ogródka Janasa na niewielkie
kłamstewko. Otóż przed meczem Nasz Selekcjoner stwierdził, że nikt nie narzeka na urazy, tylko Tomka Hajto bolą łokcie. Nieładnie Panie Trenerze... „Cała Polska widziała”, że z łokciami Tomka wcale nie jest tak źle:)
Gdyby nie stawka, ciężar gatunkowy tego meczu, może inaczej spojrzelibyśmy na grę Naszej drużyny. Rozegraliśmy najlepszy mecz w tych eliminacjach. Przegraliśmy, bo graliśmy z najlepszym zespołem naszej grupy. Być może z jednym z najlepszych w Europie na chwilę obecną. Ale weźmy się w końcu za budowę prawdziwego zespołu. Od kilku lat o tym trąbimy wszem i wobec. I na tym się kończy. Oprzyjmy reprezentację nie na trepach przeliczających saldo rachunku po każdym meczu ligowym, a na piłkarzach młodych, przebojowych, odpowiedzialnych i walecznych takich jak Głowacki, Saganowski, Mila, Szymkowiak czy Sobolewski. I w końcu zróbmy coś z Reprezentacją. Dajmy czas Janasowi, ma przed sobą
eliminacje do MŚ 2006. Ma też koncepcje i co najważniejsze mimo porażki miał też w Chorzowie drużynę. Może dopiero zalążek, może szkielet, ale Węgrzy nie mogą czuć się spokojni o wynik. I pamiętajmy jeszcze o czymś... Niedawno, bo jakieś cztery lata temu laliśmy w eliminacjach drużynę Bułgarii. Naszego sukcesu nie umniejszało nawet to, że przeciwnik miał drużynę w przebudowie i przegrał tamte eliminacje z kretesem. Dziś tak, jak wtedy przegrywamy ze Szwecją. Bułgarzy jadą na Mistrzostwa po wygraniu grupy z Belgią i Chorwacją... Wnioski każdy wyciągnie sam...
Felieton
Widziałem orła cień...
poniedziałek, 15 września 2003 12:37
Gizmo