Robert Błoński: Co się stało w Polkowicach?
Tomasz Jarzębowski: Mam naderwany mięsień prosty mięśnia czworogłowego. Przerwa potrwa trzy tygodnie. Mam zabiegi, dostaję zastrzyki. Ból jest mniejszy, ale nie ma mowy choćby o truchtaniu. Biegać zacznę na początku przyszłego tygodnia.
Jak to się stało, że doznał Pan urazu?
- Bolało mnie już w ubiegłym tygodniu. Naciągnąłem ten mięsień na treningu. W Polkowicach ból minął. Tymczasem podczas jednego ze startów do piłki coś mi strzeliło w nodze i musiałem zejść z boiska.
Martwią Pana ostatnie wyniki drużyny?
- Martwią, bo choć nie przegrywamy, to i nie umiemy zwyciężać. Głupio tracimy punkty. Jak w ubiegłym sezonie, co skończyło się tym, że nie awansowaliśmy do pucharów. Żal mi remisów z Polkowicami i Łęczną. Receptą na takich przeciwników jest szybkie zdobycie bramki. Nam się nie udaje i mecze kończą się 0:0.
Tracenie punktów ze słabszymi to grzech Legii od lat.
- Zgadza się. Nie można wszystkiego zwalać na to, że rywale tylko się bronią. Przeciwko Wiśle Kraków też niemal wszyscy grają defensywnie, ale im udaje się wygrywać. My dobrze gramy do linii pola karnego, potem nie umiemy stworzyć okazji. W pięciu meczach strzeliliśmy cztery gole. A Wisła i Groclin ponad dziesięć.
Legia ma właściwie jednego wartościowego napastnika
- Marek Saganowski robi, co może, ale pilnuje go przynajmniej dwóch rywali. Stanko Svitlica rzeczywiście nie jest w optymalnej formie. Mam nadzieję, że w końcu zacznie strzelać gole, bo potrafi. Manuel Garcia właśnie naciągnął mięsień. Na dziś zostają więc tylko "Sagan" i Stanko.
Legii zależy na Pucharze Polski?
- Oczywiście, bo z niego można dostać się do Pucharu UEFA. A w tym sezonie odpadły już m.in. Wisła i Groclin. Drużyna z Zabrza będzie jednak mocno zmobilizowana, nam zawsze ciężko tam się grało. Ale wiem, że koledzy nie będą się oszczędzać przed piątkowym spotkaniem z Wisłą Kraków.
Pytam, czy Legii zależy, bo meczów o Puchar Polski nikt nie transmituje, nie ma żadnych premii...
- Te rozgrywki są trochę na uboczu. To niedobre dla polskiej piłki. Puchar kuleje, jest słabo rozreklamowany, dlatego przychodzi jeszcze mniej ludzi niż na ligę.
Trzy dni po meczu w Zabrzu do Warszawy przyjeżdża mistrz Polski.
- Strasznie żałuję, że nie zagram przeciwko Wiśle. To spotkanie na pewno jest w podświadomości chłopaków, ale nie będą myśleli o następnym, dopóki nie skończy się poprzednie. A i siły zdążą zregenerować.
Skąd Pan dowie się o wyniku w Zabrzu? SMS, kibice?
- Będę siedział w domu i mam nadzieję, że na telegazecie rezultat będzie podawany na bieżąco. Włączę telewizor.
Wywiad
Z Wisłą nie zagram
poniedziałek, 15 września 2003 21:14
Tomasz Jarzębowskiźródło: Gazeta Wyborcza