- Czemu tak długo kazał Pan czekać kibicom?
Stanko Svitlica: Nie tylko oni czekali, ja także. Strzeliłem co prawda bramkę Partizanowi Belgrad, ale - choć każdy gol daje mi satysfakcję - to był tylko sparing. Teraz powtórzyłem to w meczu o stawkę. Powiem jednak szczerze: nie jestem jeszcze w formie z poprzedniego sezonu. Ciężko mi do niej wrócić. Wszystko przez to letnie zamieszanie. Mam trochę żalu do siebie, ale również do innych o to, że nie mogłem normalnie się przygotowywać. Fakt, miałem kontuzję, a poza tym jeździłem od klubu do klubu, bo Legia mnie chciała sprzedać. Straciłem kilka tygodni, a z transferu i tak nic nie wyszło.
- Żałuje Pan?
- Tego, że zostałem w Legii, na pewno nie żałuję. Miałem propozycje, dzwonili z Rosji, Holandii, Ukrainy, Hiszpanii... Poszło o pieniądze. Ja chciałem jak najwięcej dla siebie, Legia - dla siebie. Teraz najważniejszy jest dla mnie spokój. A to mam w Warszawie. Świetnie czujemy się tutaj z żoną i małym dzieckiem.
- W czerwcu kończy się Panu kontrakt. Zostanie przedłużony?
- Poczekam do końca roku, nie chcę teraz myśleć o niczym innym jak o graniu. Potem na pewno porozmawiam z prezesami. Gdybym miał 23-24 lata, podpisałbym nową umowę bez żadnego wahania. Ale w przyszłym roku będę miał już 28 lat. Muszę myśleć o przyszłości, a nie ma co ukrywać, w Polsce zarabia się dobrze, ale - nie tak dobrze, jak gdzie indziej. Jeśli będzie okazja, może z niej skorzystam.
- W klubie jest właściwie tylko jeden napastnik w formie - Marek Saganowski. Garcia kontuzjowany, Pan dopiero odzyskuje skuteczność... W pięciu meczach ligowych zespół zdobył cztery gole.
- A jeszcze parę tygodni temu w klubie był Czarek Kucharski, Marcin Mięciel, Marek i ja... Wydawało się, że atak będzie naszą najsilniejszą formacją. Niestety... Ale Legii zawsze ciężko te bramki się zdobywało. Przeciwko nam niemal wszyscy grają defensywnie. Co do Garcii, to spokojnie. Ja też nie od razu zacząłem trafiać do siatki, to samo Marek. Niech się zaaklimatyzuje, pozna trochę język, obyczaje.
- A Pan odzyskał skuteczność?
- Dochodzę do siebie. Dobrze, że trener daje mi grać. Do skuteczności i formy dojdę tylko poprzez granie. Najbardziej brak mi teraz czucia piłki, ogrania. I nawet się cieszę, że ostatnio gramy co trzy dni.
- Pan gra, bo trener chyba nie ma innego wyboru.
- Nie, nie. Możliwości są. Wszystko można pozmieniać, każdy skład, każdą drużynę. O wszystkim decyduje trener i jak na razie stawia na mnie.
- Czy czuje Pan większą presję, odkąd w zeszłym sezonie został królem strzelców?
- Nie. Gram, jak grałem. Staram się, jak mogę, i chcę strzelać gole.
- Traktuje Pan jakoś specjalnie mecz z Wisłą? Kibice już wykupili niemal wszystkie bilety.
- Zagrają dwa najlepsze polskie kluby. Nie potrzebujemy dodatkowej motywacji, ona przyjdzie sama, kiedy już przyjedziemy na stadion, usłyszymy naszych fanów. Teraz, gdzie się nie ruszę na mieście, wszyscy pytają o to spotkanie. Zapowiada się wielkie wydarzenie... Wisła przyjedzie tu wygrać, a nie się bronić.
- Pan strzelał Wiśle gole niemal w każdy swoim występie...
- Nie mam sposobu na Wisłę i ważniejsze niż gole są dla mnie punkty. Ale ja lubię jej strzelać bramki, bo może jest trochę łatwiej niż z innymi drużynami. Jako jedna z niewielu gra przeciwko Legii ofensywny, otwarty futbol. Nawet na naszym stadionie. I to różni ją od innych polskich zespołów. Kiedy my gramy w Krakowie, też chcemy zwyciężyć.
- Wszyscy mówią, że Wisła jest słabsza niż w poprzednim sezonie...
- Odeszli Kosowski, Uche i Kuźba, a Głowacki jest kontuzjowany. Doszli jednak inni. Nie zmienił się styl Wisły, próbuje grać tak samo, jak grała. Ofensywnie, bokami. Z Anderlechtem wygrać jej się nie udało, w lidze nie jest tak źle.
- Kto jest faworytem?
- Legia. Zawsze jesteśmy faworytem.
Rozmawiał Robert Błoński
Wywiad
Dochodzę do siebie
czwartek, 18 września 2003 08:37
Stanko Svitlicaźródło: Gazeta Wyborcza