Dariusz Kubicki - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Tune(L) czasu: Dariusz Kubicki

Qbas, źródło: Legionisci.com

Dnia 24 kwietnia 1991 r. polska drużyna zagrała ostatni mecz na poziomie półfinału europejskiego pucharu. W dwumeczu o awans do finału Pucharu Zdobywców Pucharów Legia musiała uznać wyższość Manchesteru United, z którym przegrała w Warszawie 1-3 i zremisowała 1-1 na wyjeździe. W „Tunelu czasu” gościmy dziś Dariusza Kubickiego, kapitana tamtej drużyny.

Minęło 30 lat od tamtych spotkań, a ja mam nie tylko wrażenie, ale i przekonanie, że za kolejne trzy dekady wciąż będziemy je wspominać jako ostatnie mecze polskiego klubu na poziomie półfinału europejskiego pucharu.
Dariusz Kubicki: - Tak to wygląda. Doszło do ogromnego rozwarstwienia finansowego klubów z najbogatszych krajów i lig. Czasami zdarzają się wyjątki, gdy pojawią się zespoły pokroju Slavii Praga, ale one też dochodzą zwykle najwyżej do ćwierćfinału Ligi Europy. Przepaść tylko się powiększa, a zupełną niewiadomą jest, jakie konsekwencje pociągnie za sobą ewentualne utworzenie Superligi. Na pewno nie przybliży nas to do powtórzenia sukcesów sprzed lat.

Jaki mieliście na nie przepis?
- Właściwie żaden. Po prostu podchodziliśmy do tych spotkań bez strachu, ze spokojem. Wiedzieliśmy, że nie mamy nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Nie przerażały nas nazwiska, magia nazw rywali. U części z nas dochodziło do tego doświadczenie z poprzednich meczów pucharowych. W ciągu sześciu lat mierzyliśmy się przecież z Interem Mediolan, Bayernem Monachium, Barceloną, a w sezonie o którym rozmawiamy z przeżywającą najlepszy okres w historii Sampdorią i właśnie Manchesterem United. Wraz z innymi bardziej doświadczonymi zawodnikami podkreślaliśmy młodszym kolegom, że to tacy sami piłkarze, jak i my, tylko bogatsi, lepiej opakowani, grający na pięknych stadionach.

Dziś bycie bogatszym oznacza zwykle posiadanie lepszych zawodników.
- Tak, ale wówczas to nie było tak widoczne. My byliśmy dobrze wyszkoleni, wyrośliśmy w trudnych czasach, które nas ukształtowały. Metody treningowe wówczas były jeszcze podobne, dopiero powoli zaczynały się zmieniać, a świat nam odjeżdżać. Dawaliśmy więc sobie radę, niedostatki niwelując zaangażowaniem, walecznością i wybieganiem.

Wojciech Kowalczyk wspominał, że o Pucharze Zdobywców Pucharów mówiło się, że to rozgrywki pocieszenia i daj Boże każdemu takie pocieszanie w towarzystwie Manchesteru United, Barcelony i Juventusu.
- Oni może się rzeczywiście jakoś pocieszali, ale przecież grali na całego. Wystarczy wspomnieć ćwierćfinały, by zobaczyć, że rywalizacja była zacięta i wielkie kluby nie mogły odpuszczać. Półfinał w takim składzie wyglądał galaktycznie. No, może nie licząc nas, ale przecież wszyscy sądzili, że czwórkę uzupełni gwiazdorska Sampdoria. Zdobycie europejskiego pucharu, to zawsze wielkie osiągnięcie i każdy klub z przyjemnością po niego sięga. Owszem, może i nas lekceważyli, ale to przecież już ich problem. Na zwycięstwo w sporcie składa się kilka czynników. Jednym z nich jest odpowiednia mobilizacja, podejście do rywala. Jeśli im tego brakowało, to znaczy, że ten element był ich słabszą stroną. I nam udało się to wykorzystać, zwłaszcza w rywalizacji z Włochami.

W pierwszym meczu przeciw Manchesterowi wydawało się, że scenariusz z ćwierćfinału może się powtórzyć. W Warszawie prowadziliście 1-0.
- Ale tylko przez minutę. Myślę, że Anglicy byli po prostu skuteczniejsi od Włochów. Gracze Sampdorii też przecież stworzyli sobie kilka okazji, ale grali jakby bez zęba, z przekonaniem, że i tak odrobią straty w rewanżu. Manchester zaś grał po prostu swoje. Nie ma co ukrywać, byli od nas lepszym zespołem. Skończyło się 1-3.



Pan w tym meczu nie wystąpił.
- W ogóle zagraliśmy bardzo osłabieni. Już w ćwierćfinale nie mógł grać kontuzjowany Krzysztof Budka, a przeciw Manchesterowi jeszcze Maciej Szczęsny, Andrzej Łatka i ja. Do tego w rewanżu zabrakło Marka Jóźwiaka, który otrzymał czerwoną kartkę w Warszawie. Mieliśmy wąską kadrę i nie wszystkie dziury udało się załatać, choć trener Stachurski starał się jak mógł.

Na spotkania z Sampdorią szkoleniowiec przesunął pana na środek obrony i już tak zostało. Grał pan jako libero.
- Chyba pierwszy raz w życiu (śmiech). Miałem trudne zadanie, byłem przyzwyczajony do gry na boku, no i nie miałem odpowiednich warunków fizycznych, by rywalizować w powietrzu z Wyspiarzami. Nie bardzo było jednak wyjście i grałem.

Miał pan jakieś typy przed losowaniem?
- W półfinale mogliśmy trafić na same wielkie firmy. Przeciw Barcelonie już grałem, a że blisko mi było do brytyjskiej piłki, to byłem zadowolony z wylosowania.

A czy już wtedy był pan rzeczywiście bliski brytyjskiej piłki?
- Mogę zdradzić, że pierwszy mecz z United oglądałem w Anglii. Dostałem zaproszenie na testy do Leeds United. Pauzowałem za kartki i uzyskałem w Legii zgodę na wyjazd. Howard Wilkinson wystawiał mnie, gdzie zawsze grałem po prawej stronie, na lewej obronie, bo na tę pozycję szukał piłkarza. Był nawet zadowolony z mojej postawy, chwalił, ale powiedział: „Dariusz, potrzebuję lewonożnego zawodnika”. Ostatecznie trafiłem do Aston Villi i co ciekawe pierwszy list, jaki otrzymałem w Birmingham był właśnie od Wilkinsona, który pisał, że serdecznie wita mnie w Anglii i życzy powodzenia. Duża klasa.

Najpierw był jednak wyjazd do Manchesteru.
- Lecieliśmy tam bez specjalnych nadziei na awans po porażce w pierwszym meczu, ale jednocześnie bez większej presji. Przekonaliśmy się już na co stać United i nie ukrywam, że mieliśmy gdzieś z tyłu głowy, że ten rewanż może się skończyć kompromitacją. Mieliśmy jednak na tyle piękną przygodę w Pucharze Zdobywców Pucharów, że po prostu nie wypadało do niej dopuścić i za wszelką cenę staraliśmy się wyjść z twarzą. Udało się, bo zremisowaliśmy, choć trzeba oddać, że Anglicy stworzyli sobie sporo okazji.

Może i obawialiście się nieco „Czerwonych Diabłów”, ale trener Stachurski znów postanowił zagrać odważnie.
- Trzech obrońców, ja jako libero, Arek Gmur jako prawy środkowy, Jacek Bąk lewy, przed nimi w środku pola Leszek Pisz i Krzysiek Iwanicki, na bokach Darek Czykier i Jacek Sobczak, no i w ataku Jacek Cyzio i Wojtek Kowalczyk. Kserokopia składu z Genui z wyłączeniem Maćka Szczęsnego, którego bardzo udanie zastąpił Zbyszek Robakiewicz. Mieliśmy bardzo techniczny środek pola, bo Pisz i Iwanicki umieli z piłką zrobić niemal wszystko. Bardzo dobrze odnajdywali się w małej grze, a jednocześnie potrafili posłać dokładne długie podanie. Czykier i Sobaczak też nie odstawali technicznie, ale do tego mieli niesamowitą wydolność, prawdziwe konie. A trener zawsze uważał, że lepiej grać w piłkę niż przeszkadzać. Myślę przy tym, że po wyniku z pierwszego spotkania łatwiej było mu dojść do wniosku, że warto spróbować grać otwartą piłkę.



I na początku spotkania wam to się udawało.
- Tak, może nie stwarzaliśmy sobie klarownych okazji, ale też nie pozwoliliśmy na to rywalom. Próbowaliśmy grać nieco przyczajeni, kontratakować, mieliśmy długimi podaniami uruchamiać „Kowala”. Wychodziło to raczej średnio, bo Anglicy już wiedzieli kim jest Wojtek i bacznie go pilnowali.

Ale w końcu raz im się urwał.
- Oj, Wojtek miał niesamowity start do piłki i szybkość. Dochodził do tego naturalny spryt. W Manchesterze wystartował jak z katapulty, wyprzedził obrońcę i wślizgnął się przed niego, a potem doskonale przymierzył. Pamiętam, że to był prawdziwy samorodny talent, niby trenował w osiedlowych klubach, ale do poważnych treningów trafił dopiero w Legii, gdy miał 18-19 lat. Błysnął w Genui, gdzie przecież strzelił dwa gole, ale dobrze prezentował się już wcześniej, tak w pierwszym meczu z Sampdorią, jak i meczach ligowych. Problemem była skuteczność, bo przypominam sobie, że miał ogromną łatwość dochodzenia do sytuacji bramkowych, ale nie trafiał. Widocznie już stworzony był do zdobywania bramek w największych meczach. Ćwierćfinał, półfinał, potem finał igrzysk olimpijskich w Barcelonie.

Najpierw jednak straciliście bramkę.
- Strzelił ją niesamowity Lee Sharpe po trochę przypadkowej akcji, gdzie piłka skakała w polu karnym, a ja podczas próby jej wybicia wystawiłem ją pod nogi Anglika. To zresztą właśnie on napsuł nam najwięcej krwi w obu meczach.

Po obserwacji tych meczów sądziłem, że w pierwszej kolejności wymieni pan Marka Hughesa.
- Oj namęczyłem się z nim, zwłaszcza w powietrznej rywalizacji. Walijczyk ma warunki fizyczne podobne do moich, ale tempo, wyskok, gra głową… Wszystkie te elementy miał na światowym poziomie. Znakomity napastnik. Niemniej większe wrażenie robił na mnie wtedy Sharpe. Niesamowicie szybki lewoskrzydłowy, z ogromną swobodą w grze. W 1991 r. został wybrany najlepszym piłkarzem młodego pokolenia w Anglii. Zapowiadał się wspaniale, wspaniale grał, ale kontuzje, a potem zapalenie opon mózgowych sprawiły, że nigdy nie wrócił na międzynarodowy poziom. O tyle byliśmy podobni do Manchesteru, że my mieliśmy „Kowala”, a oni Sharpe`a – dwóch kosmicznych młokosów.

Awans do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów stanowił swoisty paradoks. Legia niewiele wcześniej miewała dużo lepsze składy i rezultaty w lidze, a w sezonie 1990/91 w kraju graliście słabo. Byliście za to „bello di notte”.
- Kilku z nas grało w Legii już długo albo nawet bardzo długo. Nie ukrywam, że część myślała o wyjeździe, ja również. Wtedy jednak o zagraniczny transfer było dużo trudniej niż obecnie, często nie mieliśmy menadżerów. Byłem już przecież bardzo doświadczonym zawodnikiem, z dziesięcioletnim stażem w lidze i dziewięcioma w kadrze, występem na Mundialu, a wciąż grałem w Warszawie. Owszem, pojawiały się propozycje. Była propozycja z Borussii Mönchengladbach, były oferty z Belgii, ale nadal nie dochodziło do transferu. Miałem 28 lat i bardzo chciałem spróbować swych sił w lepszej lidze, za większe pieniądze. Wiedzieliśmy, że przepustką do transferów, dużą reklamą naszych umiejętności mogą być właśnie dobre występy w pucharach.

No tak, ale to trzeba jeszcze umieć przełożyć chęci na efekty.
- Jak już mówiłem, do wszystkich spotkań podochodziliśmy bez stresu. Na tyle, że na dobrą sprawę trudno racjonalnie wyjaśnić w jaki sposób zaszliśmy tak daleko (śmiech). Trzeba jednak patrzeć do przodu, tamto to tylko historia, kogo to jeszcze obchodzi?

Kibiców.
- Tych warszawskich wspominam znakomicie. Byli zresztą z nami na Old Trafford, który wypełnił się wtedy po brzegi.

Jakie to uczucie zagrać przy komplecie publiczności na takim stadionie?
- A nie poruszyło mnie to jakoś szczególnie. Manchester United był wtedy chyba najpopularniejszym angielskim klubem, ale wciąż jeszcze bez większych sukcesów. Dopiero zaczynała się złota era Fergusona. Byłem wtedy skoncentrowany na meczu, ale też szczerze przyznam, że miałem z tyłu głowy, by nie nabawić się jakiegoś urazu chwilę przed transferem. Zagrałem oczywiście na całego, zawsze dawałem wszystko i tu nie było wyjątku. Zresztą mecz się tak ułożył, że inaczej się nie dało. Nikt z nas nie mógł sobie pozwolić, by w którymś jego momencie na chwilę odpuścić. Co ciekawe, po meczu lekarz wytypował mnie do kontroli dopingowej. Tymczasem w Polsce dostawaliśmy różne niesprawdzone specyfiki, których składniki mogły znajdować się na liście niedozwolonych i zawsze takie badanie, to była wielka niewiadoma. Na szczęście moje badanie wypadło pomyślnie.

„Kowal” mówił, że ma marzenie, by spotkać się z kolegami z tamtej Legii, zagrać mecz, zrobić grilla, spędzić przyjemnie ze sobą czas. Pisze się pan?
- Oczywiście! Jeszcze z moją formą nie jest tak źle, by nie pobiegać trochę za piłką (śmiech). To była bardzo fajna ekipa, która lubiła i umiała się dobrze zabawić, zwłaszcza po zwycięstwach. Rzadko się z kolegami widuję, a jeśli już to jedynie przy okazjach zawodowych, jak z Darkiem Dziekanowskim, czy Darkiem Wdowczykiem w telewizji. Fajnie byłoby znaleźć ten czas, by się spotkać na spokojnie i powspominać. Na co dzień jesteśmy wszyscy przecież zabiegani, mamy swoje sprawy i taka chwila wytchnienia by się przydała. Niech tylko skończy się pandemia.

Rozmawiał Jakub Majewski

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (46)

+dodaj komentarz
Arek - 25.04.2021 / 13:07, *.net.pl

Jaka liczba kibicow legii na old trafford???

odpowiedz
Korekta - 07.05.2021 / 15:42, *.187.2

@Arek: Legii na Old Trafford.

odpowiedz
Majkel - 24.04.2021 / 22:15, *.mm.pl

Pamiętam lata jak wchodził Canal Plus do Polski ojciec ostatnie hajsy bulił na drogi abonament młody Twaro i Smoku+ jedyny nasz rodzynek w Angli Dariusz Kubicki w Sunderlandzie. Każdym meczem Sunderlandu się wtedy jaraliśmy. Potem były donisienia, że Mirosław Spiżak strzela dla Unterchaching. Transfery Wałdocha i Hajto do Niemiec to były wydarzenia. Dziś mamy wszystko na wyciągnięcie ręki ale nie doceniamy...ciągle mało więcej, więcej...

odpowiedz
hajdukL - 25.04.2021 / 20:32, *.77.242

@Majkel:
Fajne wspominki.

odpowiedz
abc - 24.04.2021 / 22:04, *.plus.pl

no rzeczywiście szacun, a w Lechii zatrzymało go CBA z podejrzeniem korupcji, w Rosji ściągnął swojego syna do klubu, który był mega słaby i grał po znajomości...

odpowiedz
L56 - 24.04.2021 / 21:08, *.t-mobile.pl

Rzeczywiście , po nich już nie było takiej pary bocznych obrońców w L.Może też dlatego, że dzisiaj przyjdą, pograją jeden albo dwa sezony i już zmiana.
A ja pamiętam jeszcze Stachurskiego z Trzaskowskim!

odpowiedz
Guardio(L)a - 24.04.2021 / 21:04, *.150.127

Bramka Legii na Old Trafford przepiękna- stadiony świata!
Jacek Bąk świetne krzyżowe podanie do Kowalczyka, Kowal wygrywa pojedynek z obrońcą, przyjmuje na klatę i strzela bramkę,
A teraz wszyscy się zachwycają bramką Realu z Liverpoolem, podaniem Kroosa do Viniciusa i golem Brazylijczyka,
A Legia strzeliła taką samą bramkę, jeśli nie piękniejszą, 30 lat temu i to strzeloną po akcji dwóch Polaków.

odpowiedz
1234 - 24.04.2021 / 19:55, *.tpnet.pl

On i Darek Wdowczyk , prawy i lewy obrońca już takich dżentelmenów na boiskach już nie ma.Na boisku to była absolutna k;asa.

odpowiedz
Prawdziwy Boniek gra w hondurasie - 24.04.2021 / 18:06, *.plus.pl

Jako trener był w miarę ok. Pierwsza kadencja słaba bo chciał zabłysnąć i ustalać nowe porządki co nie przypadło do gustu grajkom. Druga kadencja już lepszą trochę się ogarnął jako trener rezerw i podszkolil przy Okuce warsztat tylko szkoda że wsadzili go na minę tym szrotem kurauzvione dorosz Stanford Kowalski poledica Garcia. Ale i tak mina 4:1 z Wisłą i mina Kasperczaka bezcenna do dziś nie zapomnę.

odpowiedz
Endriu - 24.04.2021 / 13:09, *.centertel.pl

Daaaaaarek Kubicki !!!!!!
Przez długi czas najlepszy prawy obrońca w Polsce :-)

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 11:58, *.play-internet.pl

Oglądałem ten na żywo, na trybunach Łazienkowskiej

odpowiedz
Darek - 24.04.2021 / 11:54, *.t-ipconnect.de

Ehhh to były czasy.Półfinał europejskich pucharów.Choć szczerze muszę przyznać,że tego nie pamietam.Mój początek z Legią to rok 93.
Obecne czasy to remis na Giblartarze lub brak pucharów.Choć jeszcze kilka lat temu było calkiem dobrze.Co rok liga europy.Była też liga mistrzów.Dzisiaj jest równia pochyła.
Pozdrowienia dla Pana Darka.

odpowiedz
oLaf - 24.04.2021 / 13:10, *.vectranet.pl

@Darek : tak, teraz - w porównaniu z latami 90-tymi- to przeciwnicy Legii są 7 klas niżej.... a i tak przegrywamy : O

odpowiedz
ZC - 24.04.2021 / 11:50, *.t-mobile.pl

Super piłkarz , legenda Legii i Sunderlandu oraz pobyt AV.
Pierwsze podejście jako 1-trener Legii , za bardzo wymagał profesjonalizmu,gdy mentalnie tkwiliśmy latach 80/90. Rezerwy Legii , Lechia G wyniki super . Drugie podejście do Legii dla mnie ok ale prezes Walter tupał by wbić zięcia swojego kolegi . Jeden z niewielu polskich trenerów którzy otrzymali szansę za granicą .

odpowiedz
starszy - 24.04.2021 / 11:39, *.plus.pl

Pamiętam jeden z jego pierwszych sezonów 84/85 z Wdowczykiem zasuwali po skrzydłach - wszyscy na trybunach mówili : mamy dobrych młodych, graliśmy niezwykle ofensywnie mimo braku klasowego napastnika, Byliśmy o krok od mistrzostwa. Ale ten czas leci.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 12:34, *.play-internet.pl

@starszy: wtedy to chyba w ogóle graliśmy bez nominalnego napastnika

odpowiedz
starszy - 24.04.2021 / 12:43, *.plus.pl

@chrisSiekierki: Był ś.p. Jarosław Biernat ale był średni i grał u nas przelotem - w czasie służby wojskowej. Pamiętam mecz z Ruchem w Chorzowie wygrany 4-2. Dziennikarze byli w szoku bo Legia grała bez żadnego napastnika i stzeliła 4 gole na trudnym terenie.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 12:51, *.play-internet.pl

@starszy: pamiętam relację z tego meczu . Była w sobotę o 20 w 1 programie radia audycja " Przy muzyce o sporcie " i wtedy opowiadali o tym meczu. I oczywiście masz rację że graliśmy bez żadnego napastnika

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 12:52, *.play-internet.pl

@starszy: A co do Biernata to wrócił do Szczecina , podobnie jak Janusz Turowski wcześniej

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 15:55, *.wanadoo.fr

@starszy: może się mylę,jeżeli chodzi o napastnika,a Witold Sikorski?

odpowiedz
Eryk - 24.04.2021 / 16:06, *.t-mobile.pl

@starszy: Szkoda tylko, że słowem nie wspomniał o sprzedanym meczu z Górnikiem w 1986 roku. A Warszawa tak długo czekała na upragnione mistrzostwo. Smród po tamtych wydarzeniach będzie się ciągnął jeszcze wiele lat. Ale i tak szacun za bycie Legionistą.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 16:15, *.play-internet.pl

@MarioL : nie mylisz się. był w kadrze ale w sezonie 84/85 nie miał chyba pewnego miejsca ( o ile pamięć mnie nie zawodzi ) a pomocników wysokiej klasy mieliśmy kilku. Sam nie wiem czy pamiętam wszystkich. Putek, Karaś, Buda, Kaczmarek

odpowiedz
sivy - 24.04.2021 / 16:18, *.24.56

@Eryk: tak, pamiętam przegraliśmy dziwnie gładko 0-3 z górnikiem. to było na trzy kolejki do końca sezonu, zwycięstwo dawało nam autostradę do mistzostwa, szkoda zachowania naszych piłkarzy.

odpowiedz
Mokotow - 24.04.2021 / 16:36, *.62.106

@sivy: Jak kojarze to mowilo sie o pieniadzach przekazanych w pudelku po butach. Jak na tamte czasy to byla podobno spora suma, Hanysy byly bogate, bo mieli kase z produkcji kopalni wiec mogli kupic wtedy kazdy mecz.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 16:37, *.play-internet.pl

@sivy: a mecz wcześniej wygraliśmy z Widzewem też 3:0, byłem wtedy pewny mistrzostwa...

odpowiedz
Człowiek znikąd - 24.04.2021 / 16:56, *..

@Eryk: O tym meczu wspominał nawet Andrzej Iwan w swojej biografii sugerując że już przed meczem był znany zwycięzca więc było coś na rzeczy oczywiście jak zwykle żadnych dowodów świadków nikt się nie przyznał i nikogo nie złapano normalka w tamtych czasach

odpowiedz
dino - 24.04.2021 / 17:12, *.14.40

@starszy: To chyba Jerzy engel był zamieszanyy w ta ustawkę , uwczesny trener Legi, polonista z krwi i kości więc logiczne że Legia tegoo meczu wygrać nie mogli.

odpowiedz
Leśny - 24.04.2021 / 17:57, *.136.253

@dino: Jacek Kazimierski mógłby coś powiedzieć na ten temat. Chodziły słuchy, że miał duży udział w transakcji. Parę razy gdy dziennikarze pytali go o ten temat w wywiadach to się frustrował i nie chciał gadać.

odpowiedz
Gepetto - 24.04.2021 / 18:43, *.184.149

@Leśny: ja słyszałem że Buncol wziął kasę i podzielił się ze starszymi

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 19:07, *.wanadoo.fr

@chrisSiekierki: Z pomocników dodam jeszcze Buncola.Mieliśmy wtedy super skład,dziwne ze nie zdobyli mistrza,ani nawet PP. Bramkarz- Kazimierski,obrona -A.Sikorski,Kubicki,Majewski,Wdowczyk,Janas,pomoc- Putek,Karaś,Kaczmarek,Buda,Buncol,atak W.Sikorski potem jeszcze doszli Arceusz,Araszkiewicz,Dziekanowski.Była super paka,Mam sentyment do tych czasów bo w 1984 rozpocząłem chodzić na Legie.

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 19:10, *.wanadoo.fr

@Mokotow: dodam jeszcze że za komuny kluby ze Śląska a szczególnie Górnik były faworyzowane przez PZPN i władze komunistyczne.

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 19:16, *.wanadoo.fr

@sivy: takich meczów sprzedanych było jeszcze kilka.Pamietam chyba w 1985 lub 86 Legia grała super,i nagle przegrała u siebie z cieniutka wtedy Wisła 0-2.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 19:28, *.play-internet.pl

@MarioL : aż mi głupio że o sierżancie zapomniałem ( miałem kumpla z ŁKS i tak na niego mówili )

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 19:31, *.play-internet.pl

@MarioL : ja nieco wcześniej ale sezon 84/85 to już pamietam bardzo dobrze. a Dziekan w wtedy grał na ulicy Armii Czerwonej w Widzewie

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 19:38, *.play-internet.pl

@MarioL : to było w sezonie 84/85 Wisła była ostatnia a my liderem . Po prostu nastąpiło całkowite zlekceważenie przeciwnika. Nie sprzedali tego meczu bo Wisła miała dużą stratę i nic jej to nie dawało. Po prostu wyszła cała Legia olewająca rywala....

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 19:54, *.wanadoo.fr

@chrisSiekierki:moze i tak było jak piszesz.Pamietam ze Wisła była na dnie,ale z nimi w tamtych latach nam jakoś nie szło.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 20:07, *.play-internet.pl

@MarioL : odpadliśmy z nimi też pucharze w Krakowie. Wtedy były dwa mecze. Pierwszy przerwany z powodu mgły ( było chyba 1:0 dla Wisły ) a w drugim chyba w rzutach karnych odpadliśmy ale roku nie pamietam. Wisła wtedy grała w 2 lidze

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 20:19, *.wanadoo.fr

@chrisSiekierki: a pamietam ten mecz z Wisła i mgle.Potem były te fantastyczne mecze z Interem.Super graliśmy i zabrakło trochę farta.

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 20:41, *.play-internet.pl

@MarioL : na tych meczach z Interem byłem obu. Jest co wspominać.

odpowiedz
MarioL - 24.04.2021 / 21:24, *.wanadoo.fr

@chrisSiekierki: Jakoś miło wspomina się te czasy,Legie mimo ze bez sukcesów.Pamietam tez bramę chyba Wdowczyka z wolnego prawie z połowy boiska,oraz 3 gole Dziekana chyba w 4 minuty lub coś w podobie.Mecz chyba z Bałtykiem wynik 3-1.Na Interze byłem tym pierwszym meczu.W tamtych latach mecze pucharowe z ogórkami to liczyło się iloma bramkami się wygra,a nie jak teraz ze człowiek drży o awans.Pamietam jak śmieliśmy się z Widzewa,ze odpadli wtedy z jakimś Galataserajem z Turcji.Mój pierwszy mecz na Legii chyba w 84 to z Ruchem 0-2 a wyjazd to Radomiak 1-1

odpowiedz
chrisSiekierki - 24.04.2021 / 21:48, *.play-internet.pl

@MarioL : Trzy bramki Dziekana w ciągu chyba 5 minut były z Olimpią Poznań, ja nie widziałem ani jednej bo się spóźniłem kilkanaście minut. Pierwsza dla nas padła jak sprawdzali mi bilet, druga jak już minąłem bramkę a trzecia jak wchodziłem po schodkach... jak byłem na samej górze to chłopaki gratulowali Darkowi... i na tym gra Legii w tym meczu się skończyła... a ten wolny Wdowczyka był albo z Bałtykiem albo Górnikiem Wałbrzych... kojarze niebieskie spodenki...

odpowiedz
starszy - 24.04.2021 / 22:22, *.plus.pl

@Eryk: Fajnie poczytać komentarze kolegów którzy pamiętają lata 80-te , bo z młodymi trudno jakoś dyskutować. Rzeczywiście ten przegrany mistrz w 86 roku to był straszny cios dla kibiców Legii. Mecz oglądałem w tv i nasi grali jakby byli sparaliżowani. Około roku 88 czytałem wywiad z jakimś II trenerem czy działaczem Górnika który przyznał się że po tym meczu widział jak piłkarze Legii bili się ze sobą w szatni. A więc prawdopodobnie nie wszyscy sprzedali mecz. Po tym meczu piłkarze nigdy nie tworzyli już drużyny to była zbieranina indywidualności , szans na mistrza nie mieli.

odpowiedz
Wolfik - 24.04.2021 / 23:22, *.mm.pl

@starszy: Z racji miejsca zamieszkania byłem na meczu o którym wspominasz. Pamiętam, że mecz zaczynałem oglądać na schodzach, potem jakoś się wcisnąłem do ławki. Dość szybko stracona bramka a potem Górnik dołożył dwie bramki Urbana w drugiej połowie. Było blisko wówczas przełamania monopolu Górnika bo oni (o ile dobrze pamiętam) mieli wyjazdy do Łodzi i Poznania a wówczas cztery drużyny walczyły o mistrzostwo (fakt, Lech dośc szybko odpadł).

Kurcze, jak ten czas leci. Ja wtedy do pierwszej klasy technikum uczęszczałem....

W obu zespołach same gwiazdy: Iwan, Komornicki, Urban, Matysik, Dziekan, Buncol, Karaś, Araś...

odpowiedz
MarioL - 25.04.2021 / 09:37, *.wanadoo.fr

@starszy: i chrisSiekierki Miło z kolegami było powspominać te czasy.Szkoda tylko ze mając takich piłkarzy nie udało się nic osiągnąć.Trzeba mieć nadzieje ze może doczekamy kiedyś wielkiej Legii..Pozdrawiam starszych kibiców.

odpowiedz
Misza B. - 24.04.2021 / 11:16, *.centertel.pl

Tylko ten pająk na głowie :P

odpowiedz
jarekk - 24.04.2021 / 09:55, *.metrointernet.pl

Pozdrawiam pana Darka, mojego rowiesnika. Pamietam ze byl twardy zawodnik ale tez dzentelmen na boisku, nie dostawal kartek za brutalne faule.

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2021 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.