- Nasza informacja, że byli selekcjonerzy wtrącają się w pracę Pawła Janasa i udzielają mu rad, wywołała burzę w środowisku. Pan, mimo że jest byłym selekcjonerem, nie brał udziału w żadnej naradzie wydziału szkolenia PZPN. Dlaczego?
Jerzy Engel: Ja też słyszałem, że przy wydziale szkolenia powstało ciało składające się z byłych selekcjonerów reprezentacji. Przykro mi, ale nie potrafię nic więcej na ten temat powiedzieć - ani razu nie zostałem zaproszony na posiedzenie tej rady...
- Nie lubią Pana w PZPN?
- To raczej pytanie do działaczy związku.
- Ale Pana tam trudno spotkać w jego siedzibie...
- Szczerze mówiąc, nie byłem w PZPN od czasu, gdy skończyłem pracę z reprezentacją.
- Może prywatnie spotyka się Pan z selekcjonerem Paweł Janasem i przekazuje mu swoje spostrzeżenia?
- Broń Boże. I to nie dlatego, że brakuje mi pomysłów na grę naszej reprezentacji. Uważam po prostu, że selekcjoner pracuje sam. Może wysłuchiwać rad swych współpracowników, ale decyzje podejmuje samodzielnie. Dlatego powoływanie jakiś rad, tworzenie nad nim szkoleniowej czapy z byłych selekcjonerów tylko podważa jego niezależność i kompetencje. Cofnęliśmy się do czasów PRL-u, gdy kolektyw miał decydować o powołaniach i wyborze reprezentacyjnej drużyny.
- Chyba trochę Pan przesadza. Każdy z uczestników ostatniego spotkania w PZPN podkreślał, że jedynie doradzają Janasowi, a decyzje niech podejmuje sam.
- Ale jak on się czuje, gdy doświadczeni szkoleniowcy wytykają mu błędy i sugerują rozwiązania. Nawet jeżeli słyszy, że jest samodzielny, samorządny i niezawisły...
- Ponieważ nie ma Pana w "ciele doradczym", może przynajmniej za naszym pośrednictwem przekaże Pan Janasowi swoje uwagi o reprezentacji przed meczem z Węgrami?
- Proszę bardzo. To zbyt ważne spotkanie, aby szukać nowych rozwiązań i eksperymentować. Do kadry powołałbym więc sprawdzonych piłkarzy. Może nie jest to odkrywcze, ale wolałbym mieć do dyspozycji tych zawodników, na których mogę liczyć. W mojej drużynie znaleźliby się: Dudek, J. Bąk, Kłos, Zieliński, Michał Żewłakow, Stolarczyk, Szymkowiak, Krzynówek, Kosowski, Karwan, Madej, Zając, Sobolewski, Sokołowski I, Żurawski, Olisadebe, Kryszałowicz i Saganowski. Czyli bez paniki - tak można skomentować tę kadrę.
- Nie ma w tej grupie Tomasza Hajty...
- On przecież sam się wykluczył, zarabiając w meczu ze Szwedami czerwoną kartkę.
- Prezes PZPN Michał Listkiewicz zapowiedział jednak, że na zgrupowaniu pojawi się również piłkarz Schalke. Czy to słuszna decyzja, w sytuacji, gdy jest oskarżony o paserstwo w przemycie papierosów?
- Uważam Tomka za wspaniałego zawodnika, zaangażowanego, walczącego. Ale teraz mamy do czynienia z problemem natury moralnej. Jestem jednak przekonany, że zarzuty nie potwierdzą się.
- Krążą plotki, że nie utrzymuje Pan kontaktu z PZPN, aby Pana nie kojarzono z obecną ekipą z Miodowej...
- Domyślam się, że chodzi panu o przyszłe wybory do władz PZPN. Jeszcze raz więc dementuję informację - podaną przez prezesa związku Michała Listkiewicza - że zamierzam kandydować na fotel prezesa. Nie mam takiego zamiaru. Uważam, że są godniejsi, jak choćby sam Listkiewicz albo Piotr Nurowski czy były selekcjoner Antoni Piechniczek...
Rozmawiał Leszek Świder
Wywiad
Nie bywam w siedzibie PZPN
wtorek, 23 września 2003 09:00
Jerzy Engelźródło: Życie Warszawy